Wojna handlowa podbija ceny stali

opublikowano: 24-07-2018, 22:00

Amerykańskie huty podnoszą stawki, więc mimo ceł opłaca się wozić stal za ocean. Bruksela natomiast wprowadza kontyngenty, z których mogą skorzystać spekulanci

Jeszcze niedawno konsumenci stali zacierali ręce, bo zapowiedzi dotyczące wprowadzenia ceł na stal importowaną przez przedsiębiorców ze Stanów Zjednoczonych przyczyniły się do przeceny wyrobów hutniczych. Polscy dostawcy nie sprzedają stali do USA, ale także dotknęły ich skutki globalnej polityki handlowej i kilka miesięcy temu odczuli spadek cen stali.

Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu, oraz Przemysław Sztuczkowski,
właściciel Cognoru, chcą podziału kontyngentów na stal, zależnego od wskaźników
importowych poszczególnych krajów. Obawiają się, że nie wygrają z
międzynarodowymi firmami rywalizacji o szybkie zakupy.
Wyświetl galerię [1/3]

SPRAWIEDLIWY PODZIAŁ:

Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu, oraz Przemysław Sztuczkowski, właściciel Cognoru, chcą podziału kontyngentów na stal, zależnego od wskaźników importowych poszczególnych krajów. Obawiają się, że nie wygrają z międzynarodowymi firmami rywalizacji o szybkie zakupy. Fot. Bloomberg

Amerykanie, zgodnie z deklaracjami, wprowadzili środki ochrony rynku. Mimo to ceny wyrobów stalowych od tygodni pną się w górę. Z cotygodniowych raportów Polskiej Unii Dystrybutorów Stali (PUDS) wynika, że maksymalne ceny blach gorącowalcowanych wzrosły w ostatnim tygodniu o 11 zł, do 2,64 tys. zł za tonę To tegoroczny rekord. Drożeją także profile i pręty.

Stalowa bańka

— Amerykańscy producenci tak mocno podnieśli ceny po wprowadzeniu ceł, że warto je zapłacić i z Europy przewieźć wyroby hutnicze za ocean — mówi Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu.

Prognozuje, że amerykańskie podwyżki już niedługo zaowocują globalnym wzrostem cen, nawet o 20 proc.

Cenowego maratonu nie spodziewa się Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognoru. Jego zdaniem, w długim okresie nie da się sztucznie utrzymywać wysokich cen stali. Jerzy Bernhard obawia się, że amerykańscy budowlańcy czy producenci samochodów będą mieć problemy z produkcją i sprzedażą, wynikające z podwyżki cen wyrobów hutniczych, a wówczas stalowa bańka pęknie.

Komisja Europejska (KE) prognozuje natomiast, że po dobrej koniunkturze na rynku stali w 2018 r. już w przyszłym roku nadejdzie spowolnienie. Chcąc bronić przed nim (a także przed amerykańskimi restrykcjami) europejskich dostawców, wprowadziła kontyngenty na przywóz produktów stalowych do Europy.

Za i przeciw

Polscy przedsiębiorcy pozytywnie oceniają plan rynkowej ochrony, ale mechanizmy pozwalające na jej wprowadzenie budzą ich obawy.

— Cieszymy się, że KE szybko podjęła działania. Na razie zostały one wprowadzone na 200 dni, a przewidziane limity są wysokie — uważa Przemysław Sztuczkowski.

Działania Brukseli doceniają także dystrybutorzy.

— Ochrona rynku przed napływem wyrobów hutniczych oferowanych po cenach dumpingowych jest niezbędna i uzasadniona. Zarówno w interesie producentów, jak i dystrybutorów leży to, by eliminować oferty z krajów, które subsydiują hutnictwo i przez to mają nienaturalną przewagę konkurencyjną — twierdzi Iwona Dybał, prezes PUDS.

Rodzimi dostawcy obawiają się jednak, że zasady wprowadzenia limitów będą faworyzować duże i silne kapitałowo podmioty.

— Kontyngenty ustalono dla całej UE, nie dzieląc ich na poszczególne państwa. W efekcie przedsiębiorcy w jednych krajach mogą szybko kupić towary i wykorzystać cały kontyngent, a w innym państwie zabraknie niektórych rodzajów wyrobów stalowych, bo na przykład krajowi producenci nie będą w stanie ich dostarczyć, a kupić w imporcie się nie da. Będziemy konkurować według zasady — kto pierwszy, ten lepszy — uważa Jerzy Bernhard.

Krajowi dostawcy postulują podział limitów między państwami, bo ogólnoeuropejskie kontyngenty mogą zachęcić spekulantów do kupowania na zapas i odsprzedawania towarów klientom w Europie.

— Możliwy jest na przykład scenariusz, w którym Turcy ładują pręty zbrojeniowe na kilka statków, przypływają do Europy i szybko wykorzystują kontyngent. Wyroby kupują duże podmioty, składują w terminalach i sprzedają klientom, decydując o zasadach unijnego handlu — mówi Przemysław Sztuczkowski.

Iwona Dybał obawia się, że kontyngenty przyczynią się do zaburzenia tzw. wymiany wewnątrzwspólnotowej, czyli handlu między państwami Unii Europejskiej (UE).

— Udział zagranicznych dostaw w zużyciu stali w Polsce przekracza 70 proc. Pochodzą m.in. z UE. Tak zbudowany jest nasz rynek i wprowadzenie kontyngentów tego nie zmieni. Oczywiście będą one ograniczać import spoza UE, ale wymianę wewnątrzwspólnotową — nie. Mogą ją nawet zwiększyć — twierdzi Iwona Dybał.

Jej zdaniem, importerzy będą starali się przywozić szybko duże ilości towarów. W efekcie do Europy napłynie bardzo dużo produktów hutniczych w krótkim czasie. Trzeba je będzie rozdysponować w ramach wymiany wewnątrzwspólnotowej. W czarnym scenariuszu może nawet okazać się, że wyroby, które dziś taniej kupujemy w imporcie, kupimy drożej w ramach wewnątrzunijnych dostaw. © Ⓟ

25 proc. To wskaźnik cła, które będzie naliczane za import wyrobów stalowych po wypełnieniu kontyngentu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Wojna handlowa podbija ceny stali