Wojna handlowa przynosi inne owoce

Michalina Szczepańska
opublikowano: 03-12-2018, 22:00

Nie jabłka, czy wieprzowina, a odbiorcy pasz zyskują na celnych potyczkach między USA i Chinami. Sadownicy nie tracą jednak nadziei.

Wojna na cła między Stanami Zjednoczonymi, a Chinami zrodziła nadzieje dla polskiej produkcji. Producenci mięsa jeszcze latem liczyli, że ich unijni konkurenci — w miejsce Amerykanów — wyślą znacznie więcej wieprzowiny do Chin (nam nie wolno jej sprzedawać ze względu na wirusa afrykańskiego pomoru świń), a dzięki temu na swoje potrzeby kupią tę polską. Sadownicy mówili natomiast o rosnącym zainteresowaniu Chińczyków importem jabłek (w które wcześniej też zaopatrywali się w USA). Poza tym w związku z przymrozkami za Wielkim Murem, spodziewali się mniejszej konkurencji ze strony Chińczyków na innych rynkach — zarówno ze świeżymi owocami, jak i koncentratem jabłkowym.

Pod koniec roku widać już, że i jedno, i drugie się nie sprawdziło. Najbardziej widoczna dziś zmiana nie dotyczy mięsa ani jabłek, lecz... soi.

— Brazylia eksportuje jej więcej do Chin, a Amerykanie do UE, a więc i do nas. Soja jest tańsza, więc jako składnik pasz może mieć korzystny wpływ na ceny dla polskiego rolnika — mówi Mariusz Dziwulski, ekspert banku PKO BP.

Jednocześnie unijnego eksportu wieprzowiny nie podkręcają Chińczycy, lecz Koreańczycy. To właśnie dzięki nim wzrósł w pierwszych trzech kwartałach o 2 proc. pomimo mniejszej sprzedaży do Chin.

— Spada też eksport wieprzowiny z USA do Chin. Wskazywałoby to, że Chińczycy odbudowali produkcję i w mniejszym stopniu posiłkują się importem. O ile jeszcze w pierwszych miesiącach po ogłoszeniu wojny handlowej widać było lekko wzmożony ruch na linii Europa — Chiny, o tyle teraz spowolnił — dodaje Mariusz Dziwulski.

Informuje, że rośnie natomiast eksport jabłek z UE do Chin, a w kolejnych miesiącach może przyspieszyć.

— Wciąż nie wiemy, jakie będzie realne zapotrzebowanie Chin na jabłka z UE. Na pewno Amerykanie byli jednym z ważniejszych dostawców na tamten rynek, a jabłek na unijnym rynku jest w tym roku dużo, więc jest co sprzedawać. Możliwy jest również wzrost eksportu z Polski. Hamulcem jest tu mała liczba certyfikacji [niezbędnych do wysyłania owoców do Chin — red.] — przyznaje Mariusz Dziwulski.

Mirosław Maliszewski, szef Związku Sadowników RP, nie ma większych nadziei na taki bezpośredni eksport.

— Ta sprzedaż właśnie przez obowiązek certyfikacji nie działa [sadownicy tłumaczą, że to pochłania czas i koszty, a i tak nie wiedzą, czy ostatecznie uda im się cokolwiek sprzedać na tamten rynek — red.] Z UE oprócz nas mogą jeszcze sprzedawać tam Francuzi. Mamy więc raczej nadzieję, że mniejsza podaż jabłek w Chinach pozwoli nam mocniej wejść ze sprzedażą na te rynki, na których silni byli Chińczycy jak Wietnam czy Indie — twierdzi Mirosław Maliszewski.

Jak wynika z ostatnich danych The World Apple and Pear Association, Polska miała w listopadzie w chłodniach o ponad 70 proc. więcej jabłek niż rok wcześniej, przy średniej dla wszystkich unijnych producentów wynoszącej 3,2 proc. więcej niż rok temu. To jednak my drastycznie podbijamy ten wynik — mowa jest o ponad 2 mln ton naszych jabłek, kolejnym pod względem przechowywanego obecnie wolumenu — Francuzom — zostało ich 772 tys. ton, czyli o 10,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wojna handlowa przynosi inne owoce