Wojna o Port Lotniczy we Wrocławiu

opublikowano: 03-10-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Dwaj udziałowcy lotniska, marszałek i PPL, odwołali prezesa, a trzeci - największy - go broni. Powodem wojny może być jedna ze spółek.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jakie powody odwołania prezesa lotniska podają marszałek i LOT
  • dlaczego, zdaniem prezesa, te zarzuty są absurdalne
  • jakiego drugie dno może mieć niespodziewana dymisja

Nie tylko na lotnisku w Modlinie udziałowcy się kłócą. 29 września Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, właściciel 31 proc. udziałów Portu Lotniczego Wrocław, poinformował o odwołaniu Dariusza Kusia, prezesa lotniska.

„Odwołanie podyktowane było paraliżowaniem przez prezesa pracy lotniska. Akcjonariusze dostrzegli rosnący konflikt pana Dariusza Kusia ze związkami zawodowymi, Strażą Graniczną oraz PLL LOT. Prezes ponadto utrudniał wykonywanie mandatu członkom rady nadzorczej, wielokrotnie nie udostępniając dokumentów spółki. Akcjonariusze oczekują, aby osoba pełniąca funkcję prezesa zarządu współpracowała ze wszystkimi podmiotami dla dobra Portu Lotniczego i Dolnoślązaków” – brzmi oświadczenie urzędu.

Marszałka Cezarego Przybylskiego z ruchu Bezpartyjni Samorządowcy (należy do Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni i Samorządowcy będącej w koalicji z PiS), poparł drugi z udziałowców: państwowe PPL, mające 19,7 proc. udziałów.

„PPL przychyliło się do wniosku i argumentacji Województwa Dolnośląskiego. PPL jako mniejszościowy, ale jedyny branżowy udziałowiec spółki widzi konieczność uporządkowania sytuacji w porcie i deklaruje chęć współpracy przy rozwoju lotniska we Wrocławiu” – informuje Anna Dermont, rzeczniczka PPL-u.

Prezydent Wrocławia kontra reszta udziałowców

Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia (miasto jest właścicielem 49,2 proc. lotniska) nie kryje oburzenia, że dwóch akcjonariuszy próbuje - jego zdaniem bezprawnie - przejąć kontrolę nad spółką. Uchwałę podjęło NWZA, podczas gdy statut spółki głosi, że jedynym kompetentnym organem jest rada nadzorcza. Co prawda Kodeks Spółek Handlowych zezwala na odwołanie przez walne, ale ustawa o gospodarce komunalnej, która dotyczy spółek z udziałem samorządowym, nie przewiduje takiej możliwości.

„Dzisiejsze działania trudno ocenić inaczej niż jako wpisujące się w politykę pomniejszania przez rząd roli i znaczenia regionalnych lotnisk na rzecz budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. […] Jednocześnie chcę zaznaczyć, że poza prawnymi skutkami tych nielegalnych działań, towarzyszą i towarzyszyć im będą również określone skutki polityczne. Trudno sobie bowiem wyobrazić, by w przyszłości osoby i środowiska biorące udział w tych działaniach mogły wspólnie brać odpowiedzialność za nasz region i jego miasta” – napisał w oświadczeniu prezydent Wrocławia.

Paraliż bezobjawowy
Paraliż bezobjawowy
Dariusz Kuś, odwołany prezes Portu Lotniczego Wrocław, usłyszał o zarzutach marszałka z mediów. Jego zdaniem trudno się zgodzić, że paraliżował działalność lotniska, skoro w tym roku spółka wypracowała już 18 mln zł zysku.
Aukasz Giza

Powody oficjalne i nieoficjalne

Prezes odpiera zarzuty marszałka.

– To kuriozalne, bo dowiedziałem się o nich od dziennikarzy już po odwołaniu. Sprawiają wrażenie stworzonych naprędce tylko po to, aby był jakiś powód. Dzień wcześniej odbyło się posiedzenie rady nadzorczej i te tematy się nie pojawiły. Nie było poważnego konfliktu ze Strażą Graniczną [SG - red.] ani związkami zawodowymi, z którymi kilka dni temu parafowaliśmy porozumienie o regulacji płac. Wobec SG natomiast głośno formułowałem oczekiwania dotyczące poprawy jakości pracy i zwiększenia liczby funkcjonariuszy. Celem było skrócenie czasu obsługi i zmniejszenie kolejek do odprawy paszportowej. Z przykrością i szokiem odbieram więc zarzuty urzędu marszałkowskiego. Ma do mnie pretensje, że w relacjach z partnerami starałem się pilnować interesów lotniska. Co do paraliżu działalności, to spółka rozwija się znacznie szybciej, niż planowała. Latem mieliśmy blisko 90 połączeń tygodniowo, od początku roku zysk wyniósł ponad 18 mln zł, na koncie jest ponad 40 mln zł. Wiele firm marzyłoby o takim „paraliżu” – mówi Dariusz Kuś.

Z informacji PB wynika, że jednym z powodów odwołania mogła być spółka Wro-Lot, oferująca - jako jedyna na wrocławskim lotnisku - usługi naziemne, tzw. handling. Port i LOT mają w niej po 50 proc. Państwowy LOT chciał przejąć nad nią kontrolę, co było mocno wspierane przez koalicjantów z zarządu województwa. Prezes lotniska się na to nie zgadzał. Jesienią ubiegłego roku udało się go w tej sprawie przegłosować i sprawa ucichła.

– Latem tego roku okazało się jednak, że nowy zarząd Wro-Lotu skorygował w górę kontrakty z większością przewoźników i lotniskiem, a z LOT-em, przypadkiem, nie. Jedyna spółka handlingowa na lotnisku nie powinna być zależna od żadnej linii lotniczej, żeby równo traktować wszystkich przewoźników. Być może LOT chce włączyć Wro-Lot do LS Airport Services - swojej spółki handlingowej, która działa w Warszawie, Gdańsku, Katowicach i Krakowie – komentuje anonimowo osoba z branży.

Lotnicze spółki z udziałem skarbu państwa należą do Polskiej Grupy Lotniczej - stworzonego pod koniec 2017 r. holdingu, którego prezesem jest Rafał Milczarski, szef LOT-u. Oprócz narodowego przewoźnika w grupie są też: LS Airport Services, LOT Aircraft Maintenance Services, LS Technics, PGL Leasing, Polska Akademia Lotnicza, LOTAir i PGL Germany. Strategia PGL na najbliższe lata to przygotowanie spółek z grupy do rozpoczęcia działalności w CPK.

Pojawiają się opinie, że PPL celowo przejmuje władzę w spółkach lotniskowych właśnie z myślą o centralnym porcie, któremu chce podporządkować działanie portów regionalnych. 5 września został odwołany Mariusz Wiatrowski, szef lotniska w Poznaniu, w którym PPL jest największym udziałowcem (39 proc.). W Katowicach Węglokoks rozważa sprzedaż udziałów (42,5 proc.). Jeśli kupi je PPL, będzie mieć decydujący głos, czego obawiają się pozostali udziałowcy: miasto i marszałek województwa.

Do sądu i z powrotem do zarządu

Dariusz Kuś, odwołany prezes wrocławskiego lotniska, nie składa broni.

– Zamierzam wystąpić do sądu i spodziewam się, że zostanę przywrócony do funkcji. Nie chodzi o stanowisko. Ta sprawa ma dla mnie ważniejszy kontekst: chcę, aby wrocławskie lotnisko nadal się rozwijało jako silny, zarządzany z Wrocławia port regionalny, który służy Dolnemu Śląskowi i jego stolicy. Nie byłoby takiego rozwoju i tylu zagranicznych inwestycji w mieście i regionie, gdyby nie dobrze funkcjonujący port lotniczy. Będę również zmuszony podjąć kroki prawne w związku z pomówieniem mnie o ukrywanie dokumentów przed radą nadzorczą, chyba że zostanie to odwołane, a ja zostanę przeproszony – mówi Dariusz Kuś.

Od 2012 r., gdy otwarto nowy terminal we Wrocławiu, lotnisko obsłużyło 25 mln pasażerów. W tym roku planowane jest 2,5 mln, a w przyszłym powrót do poziomu sprzed pandemii (ponad 3,5 mln). Dotychczasowe inwestycje w port wyniosły 600 mln zł, a w planach jest rozbudowa terminala. Lotnisko notuje co roku 20-30 mln zł zysku, a od sierpnia do października b.r. wypracowało ok. 18 mln zł. Z Wrocławia można polecieć do prawie 90 miejsc. Ryanair ma na tym lotnisku bazę techniczną, a na początku września zapowiedział rozbudowę centrum serwisowego i budowę, kosztem 25 mln EUR, hangaru na dwa samoloty, w którym będzie pracować kolejne 200 osób (inżynierów, mechaników i personelu pomocniczego). Bazę we wrocławskim porcie ma także Wizz Air.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane