Wojna ze śmieciówkami

  • Jacek Kowalczyk
13-01-2014, 00:00

Ubezpieczenia społeczne: Oskładkowanie elastycznych form zatrudnienia ma być jednym z priorytetów rządu w 2014 r. Rewolucji jednak nie należy się spodziewać

„Na starość robię się socjalistą” — mówił premier Donald Tusk, kiedy ogłaszał w piątek plan rządu walki z tzw. umowami śmieciowymi. Jak stwierdził, rok 2014 ma być początkiem końca niechlubnej ery „śmieciówek”. Rząd zamierza zacząć swoją krucjatę od oskładkowania wszystkich umów-zleceń. Obecnie składkę na ZUS płaci się tylko od pierwszej takiej umowy. Od każdej następnej nie odprowadza się już żadnego ubezpieczenia.

ŁAGODNE
OBLICZE: Umowy
śmieciowe to praca
odarta z godności,
bo wystawia pracowników
na ryzyko
braku zabezpieczenia
społecznego na
starość — uważa
premier Donald
Tusk. Mimo to
wprowadzane przez
niego zmiany to
raczej korekta niż
przewrót. [FOT. WM]
Zobacz więcej

ŁAGODNE OBLICZE: Umowy śmieciowe to praca odarta z godności, bo wystawia pracowników na ryzyko braku zabezpieczenia społecznego na starość — uważa premier Donald Tusk. Mimo to wprowadzane przez niego zmiany to raczej korekta niż przewrót. [FOT. WM]

— Ta sytuacja rodzi patologię w systemie. Często pierwsza umowa opiewa na niewielką kwotę, np. 100 zł, a resztę wynagrodzenia wypłaca się w ramach kolejnych umów. Wówczas nawet od wysokich zarobków odprowadzana jest bardzo niewielka składka. Chcemy to nadużycie wyeliminować — mówił premier Donald Tusk.

Wielkie sprzątanie

Zgodnie z planami rządu, jeśli pracownik ma kilka umów-zleceń, będą one sumowane (taki jest zapis w projekcie ustawy, choć na piątkowej konferencji premier użył słowa „uśredniane”), a składka będzie płacona od kwoty nie wyższej, niż wynosi aktualna stawka minimalnego wynagrodzenia. Ponadto, rząd zamierza oskładkować wynagrodzenia pobierane od członków rad nadzorczych. Dzisiaj od tych dochodów nie pobierane są żadne ubezpieczenia społeczne.

— W społeczeństwie występuje uzasadnione poczucie, że osoby zasiadające w radach nadzorczych odnoszą z tytułu zwolnienia od składek niezasłużony przywilej — argumentował Donald Tusk. Po trzecie, rząd zamierza dokonać korekt w zasadach przeprowadzania zamówień publicznych. Przepisy mają być tak skonstruowane, by preferowane były firmy, które zatrudniają pracowników na umowy o pracę. Ma to zniechęcać pracodawców do umów-zleceń.

— Pracujemy nad odpowiednim pakietem prawno-regulacyjnym, choć zdajemy sobie sprawę, że istnieje tu ryzyko kolizji z prawem unijnym — mówił premier Tusk.

Z dużej chmury mały deszcz

Jak zmiany wpłyną na działalność firm? Część pracodawców będzie musiała liczyć się z nieco wyższymi kosztami pracy (od decyzji pracodawcy zależy, czy poniesie je sam, czy przerzuci na pracownika). Zmiany dotyczyć będą jednak głównie tych podmiotów, które stosują wspomniany przez premiera sposób na obniżanie składek (pierwsza umowa niska, reszta wynagrodzenia z drugiej umowy) oraz tych, które wystawiają drobne zlecenia pracownikom posiadającym inne źródła dochodu (od tych zleceń będzie trzeba odprowadzić już składkę).

— Większość umów-zleceń już i tak jest dzisiaj oskładkowanych. Ta zmiana nie poprawi więc istotnie bezpieczeństwa socjalnego obywateli — uważa Tomasz Misiak, współtwórca i współwłaściciel agencji pracy Work Service. PKPP Lewiatan jest zdania, że zmiany idą w dobrym kierunku.

— Osoby pracujące na umowach-zlecenia powinny płacić składki zapewniające chociaż minimalną emeryturę. Poza tym, osoba, która w tym samym miesiącu wykonuje trzy umowy-zlecenia po 500 zł, powinna płacić taką samą składkę jak osoba, która wykonuje jedną umowę za 1500 zł — przekonuje Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan. Luiza Luranc z ManpowerGroup zaznacza jednak, że diabeł tkwi w szczegółach, a tych rząd poskąpił.

— Pewne oskładkowanie umów-zleceń co do zasady wydaje się dość dobrym kierunkiem, jednak pod tym hasłem może kryć się wiele rozwiązań. Nie wiadomo np., czy w ramach składek będą odprowadzone opłaty na Fundusz Pracy, czy ubezpieczony będzie miał prawo do zasiłku oraz czy składkowanie obejmie studentów — mówi Luiza Luranc.

Okazja dla kombinatorów

Eksperci nie mają też większych zastrzeżeń do propozycji obłożenia składkami członków rad nadzorczych. Mają tylko wątpliwości, czy taka zmiana przyniesie państwu dodatkowe dochody.

— Zdecydowana większość członków rad nadzorczych i tak pracuje na innych stanowiskach i tam opłaca składki, więc zmiana proponowana przez rząd ich nie obejmie. Pamiętajmy, że na ZUS płacimy tylko do pewnego, niewysokiego limitu — mówi Tomasz Misiak.

Więcej kontrowersji budzi propozycja preferencji przy zamówieniach publicznych. Zmiana ta może odbić się na jakości produktów i usług zamawianych przez instytucje państwowe.

— W przetargach publicznych chodzi o to, by polskie państwo jak najrozsądniej wydawało pieniądze podatników, czyli by kupowało produkty tanie, a dobre. Wprowadzanie dodatkowego, niemerytorycznego kryterium, czyli form zatrudnienia wykonawców, zaburzy ten proces i będzie prowadziło do wypaczeń. Instytucje publiczne będą przez to kupowały drożej i dostaną produkt niższej jakości — mówi Paweł Misiurewicz, prezes firmy informatycznej Passus, Gazeli Biznesu.

Zaznacza też, że część firm będzie obchodziło proponowaną przez rząd zmianę w systemie.

— Łatwo mogę sobie wyobrazić sytuację, w której nieuczciwi uczestnicy przetargu zgłaszają ofertę za pośrednictwem fikcyjnego wehikułu, który na papierze zatrudnia 100 proc. pracowników na umowy o pracę, a tak naprawdę zlecenie będzie wykonywane przez samych pracowników na „śmieciówkach” — mówi Paweł Misiurewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Wojna ze śmieciówkami