Wszyscy wiedzą, że budżet to lipa

opublikowano: 12-01-2022, 20:00

Coroczna ustawa budżetowa została konstytucyjnie umocowana wyjątkowo, co podkreśla jej ważność dla państwa.

Jej nieuchwalenie w terminie czterech miesięcy od wniesienia przez rząd projektu może skutkować nawet skróceniem przez prezydenta kadencji parlamentu, chociaż w realiach III RP to groźba czysto teoretyczna. Na ścieżce legislacyjnej Senat ma na podjęcie uchwały wobec wersji Sejmu nie 30 dni, lecz tylko 20, zaś prezydent decyzję podpisową podejmuje w 7 dni, a nie w 21. Procedura uchwalania budżetu na rok 2022 potwierdza jednak, że obecni władcy proceduralnie traktują najważniejszą coroczną ustawę niemal śmieciowo. Sejm uchwalił budżet 17 grudnia 2021 r., ale gwałcąc własny regulamin, który w art. 50 nakazuje „głosowanie poprawek do poszczególnych artykułów, przy czym w pierwszej kolejności głosuje się poprawki, których przyjęcie lub odrzucenie rozstrzyga o innych poprawkach”. Parlamentarnym standardem jest grupowanie w jedno głosowanie nawet kilku poprawek, ale rzecz jasna powiązanych merytorycznie, dotyczących tego samego przepisu czy wątku. Władcy niepraworządnie załatwili jednak budżet 2022 nie w kilka godzin, lecz w… trzy minuty. Najpierw hurtowo przyjęto 14 poprawek PiS/rządu, a za chwilę również jednym kliknięciem odrzucono 531 wniosków i poprawek opozycji. W obu głosowaniach zgrupowano wnioski/poprawki najróżniejsze, w zupełnie innych sprawach, ważne było wyłącznie ich autorstwo. Przypomnę, że w III RP pierwszy raz został tak podeptany budżet 2017, przy czym tamten uchwalany był anormalnie w Sali Kolumnowej bez elektronicznego systemu liczenia głosowań.

Senat naturalnie wprowadził do budżetu 2022 liczne poprawki, z których wiele powtarzało wnioski opozycji odrzucone w fazie sejmowej. Żadnej izbie parlamentu nie wolno zwiększać limitu deficytu, który Rada Ministrów ustaliła w projekcie na 30,9 mld zł, zaś z Sejmu wyszedł on nawet ciut księgowo zmniejszony do 29,9 mld zł. Senackie poprawki musiały się zatem ograniczyć do przesunięć, zwiększania jednych pozycji kosztem zmniejszania innych. Zdecydowana większość nie została poparta przez rząd oraz senatorów PiS, zatem są skazane na automatyczne odrzucenie przez Sejm. Wymagana jest do tego większość bezwzględna, czyli wyższa niż przy uchwalaniu pierwotnym, ale PiS w praktyce takową dysponuje. Niewiadoma jest tylko jedna – jaką datę w nagłówku będzie nosiła ustawa budżetowa. Jeśli wersja Sejmu zostanie przywrócona stuprocentowo, to pozostanie 17 grudnia 2021 r., natomiast jeśli zostanie tknięta choćby jedna liczba, to wpisany zostanie 13 stycznia 2022 r. Zakładam oczywiście, że Sejm w błyskawicznym tempie rozpatrzy – znaczy odrzuci – poprawki Senatu jeszcze w czwartek w wieczornym bloku głosowań.

Spośród poprawek Senatu dostają się do finalnych wersji ustaw wyłącznie nieliczne, zaakceptowane przez senacką mniejszość PiS-owską, czyli przez rząd. Wszystko inne okazuje się sztuką dla sztuki. Fot. Łukasz Kamiński / KS

Największym absurdem budżetu 2022 jest oparcie go na wskaźniku tegorocznej inflacji 3,3 proc. Według rządu w okresie wnoszenia projektu we wrześniu 2021 r. właśnie taka była realna. Ale przecież parlament po to pracuje przez wiele tygodni, by projekt uaktualnić, zwłaszcza że rząd może przecież wnieść autopoprawkę. Nic takiego jednak się nie stało, władcy konsekwentnie trzymają się inflacyjnej fałszywki, chociaż doskonale wiedzą że to lipa. Senat zaproponował uaktualnienie wskaźnika do 7,6 proc., co jest szacunkiem i tak bardzo ostrożnym. PiS jednak ani myśli zaakceptować taką oczywistą poprawkę, zatem budżet 2022 obecnie uchwalony i podpisany przez prezydenta będzie miał wartość zapisaną w tytule. Nowelizacja oczywiście jest nieuchronna, ale dopiero mniej więcej w połowie roku, gdy wskaźnik inflacji na pewno zostanie już urealniony. Na dwucyfrowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane