Wszystkie składniki sukcesu

Materiał partnera
04-12-2017, 22:00

Catering dietetyczny: Rozmowa z Maciejem Lubiakiem, pomysłodawcą i założycielem Maczfit

Dlaczego sportowiec zajął się dietą pudełkową?

Maciej Lubiak:
Zobacz więcej

Maciej Lubiak:

Chcącutrzymaćpozycję lidera,muszę patrzećszerzej,analizowaćna przykład to,jak zmieniająsię trendykulturowo--rynkowe,i obserwować,jakie wartościdominująw kulturze.Zmianytechnologicznei globalizacjaw ogromnymstopniuwpłynęłyna naszepotrzeby.

To proste. Dla sportowca dieta to jeden z elementów, który ma wpływ na jego wyniki. A w moim wypadku to była wręcz konieczność — jako kierowca rajdowy, a wcześniej tenisista, borykałem się z nietolerancją pokarmową i to, co jem, miało dla mnie zawsze duże znaczenie.

Ale wcześniej były restauracje?

Na początku, kiedy tylko zacząłem poważnie myśleć o biznesie, miałem marzenie o własnej restauracji. Kto o niej nie myślał? Wydawało mi się, że jako restaurator będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zacząłem więc pracę nad marką Milanovo. Otworzyłem w Warszawie dwie restauracje: Milanovo Restaurant Pizzeria Cafe oraz Milanovo Bread & Wine & Cafe. Od początku serwowaliśmy wyłącznie dania własnego wyrobu. I muszę przyznać, że rozkochałem się w tej kuchni. Wokół czyhało tyle pyszności, tyle pokus. W dodatku uważałem, że jako właściciel muszę spróbować wszystkiego — traktowałem to jako test jakości. To częściowo zawodowe zamiłowanie do dobrego jedzenia szybko dało efekt w postaci kilku dodatkowych kilogramów. Dlatego w pewnym momencie postanowiłem, że muszę zastosować dietę, dzięki której utrzymam dobrą formę. Zajmowałem się biznesem restauracyjnym, ale nie chciałem rezygnować ze zdrowego stylu życia. Przecież wciąż byłem także sportowcem. Poprosiłem zatem moich kucharzy, żeby przygotowywali mi jedynie dietetyczne posiłki uwzględniające moje potrzeby. Okazało się, że te dania były nie tylko zdrowe, ale również bardzo smaczne! Spodobało mi się. Pomyślałem: Właściwie czemu nie miałbym produkować takiej żywności na szerszą skalę? Przecież aktywnych ludzi, którzy szukają zdrowego, jakościowego jedzenia, musi być więcej…

Na tej fali euforii ruszył pan z produkcją?

Zawsze uważałem, że o ile pomysły często przychodzą do głowy spontanicznie, to już ich realizacja powinna być dokładnie przemyślana. Postanowiłem nie spieszyć się za bardzo, tylko po kolei wszystko dokładnie przygotować. Moim priorytetem była jakość i wygląd dań — chciałem, żeby prezentowały się tak efektownie jak w moich restauracjach. Dlatego, zanim wystartował Maczfit, przez pół roku opracowaliśmy kilka tysięcy dań, tworząc menu, które dziś jest naszą chlubą. Tysiące prób miało jeden cel: nasi klienci mieli przekonać się, że tego, co serwujemy, nie znajdą nigdzie indziej. Weszliśmy na rynek w maju 2015 — ja, kucharz, dietetyk i jedna osoba zajmująca się obsługą klienta.

Ilu mieliście wtedy klientów?

Bardzo się cieszyłem, gdy szybko doszliśmy do kilkudziesięciu klientów dziennie. Myślałem: No świetnie mi idzie, wstrzeliłem się idealnie z ceną i wysoką jakością.

Plan się powiódł…

Mało tego, klientów wciąż przybywało i w pewnym momencie nie nadążaliśmy z produkcją. Szczerze mówiąc, to tempo nieco mnie zaskoczyło. Ale ponieważ jest we mnie sportowy duch rywalizacji, wiedziałem, że mogę osiągnąć jeszcze więcej. Wkrótce zamówienia liczyliśmy już w setkach. A dziś… Nie podam konkretnej liczby, ale powiem, że osiągnęliśmy już skalę sporej spółki giełdowej. Zaczęliśmy przeganiać największe firmy, które od 8-10 lat działają w branży cateringu dietetycznego, i sądzę, że nie będzie przesadą, gdy powiem, że staliśmy się liderem.

Udało się pokonać konkurencję. Czuje pan satysfakcję?

Czuję przede wszystkim, że razem z innymi firmami na tym rynku robimy coś bardzo pożytecznego. Zmieniamy nawyki żywieniowe ludzi i przyczyniamy się do tego, że żyje się im lepiej, zdrowiej i zyskują więcej czasu. Mam dużo szacunku dla naszej konkurencji, dla tych dużych i dla tych mikroskopijnych firm, które nieraz obsługują zaledwie garstkę swoich wiernych klientów. Wiem, jaki to wymagający biznes. Wszyscy są potrzebni i tak długo, jak oferują zdrowe, świeże i przemyślane posiłki, należą się im słowa uznania.

A jak wygląda model sprzedaży?

Modelowo, to znaczy idealnie wpisuje się w obecne trendy zakupowe. Czasem mam wrażenie, że w gruncie rzeczy pracuję w branży e-commerce. Nasi klienci zamawiają posiłki on-line, oczekują szybkiej dostawy, oczekują elastyczności, możliwości zmiany miejsca i czasu dostawy. Innymi słowy, oczekują tego, że będziemy jak nowoczesny sklep internetowy. I taki standard im zapewniamy. Jesteśmy na przykład w stanie realizować zamówienia day-by-day, tzn. dziś złożone zamówienie będzie dostarczone już jutro. To daje nam przewagę nad konkurencją. Osiągnęliśmy to sporym wysiłkiem i związane jest z funkcjonowaniem rozbudowanego systemu informatyczno-logistycznego i obsługi klienta.

Jak ocenia pan rozwój branży?

Jestem zafascynowany tym, jak zmieniają się trendy. I nie mówię tu jedynie o cateringu dietetycznym. Chcąc utrzymać pozycję lidera, muszę patrzeć szerzej, analizować na przykład to, jak zmieniają się trendy kulturowo-rynkowe, i obserwować, jakie wartości dominują w kulturze. Zmiany technologiczne i globalizacja w ogromnym stopniu wpłynęły na nasze potrzeby. Zanieczyszczenie środowiska podnosi popyt na naturalną żywność. Zainteresowanie dietami związane jest z wydłużeniem życia, ale też problemem otyłości. Nasz stosunek do jedzenia zmienia się cały czas. Z jednej strony jest ono elementem zdrowego trybu życia i klienci cenią naturalne produkty i metody uprawy czy hodowli, ale z drugiej, ze względu na koszty związane z produkcją żywności w skali globalnej, opracowuje się całkiem nowe technologie jej wytwarzania. Takie, które nie zużywają tak wielu zasobów naturalnych i nie generują tylu zanieczyszczeń. Powstają liczne start- -upy, dzięki badaniom naukowym pojawiają się nowe kategorie produktów żywieniowych, np. powdered food. Jestem przekonany, że to jest branża, którą czeka dynamiczny rozwój, ale też ciekawe przeobrażenia...

A jak wygląda to w Polsce?

Sądzę, że branża, oparta na idei „my gotujemy — ty funkcjonujesz”, będzie rozwijać się w Polsce jeszcze przez najbliższe 6-7 lat. A potem zapewne przyjdzie czas na konsolidację.

I na ekspansję zagraniczną?

Zaskoczę panią, ale już dziś spotykamy się z dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów czy funduszy, gotowych zaoferować nam zastrzyk finansowy na rozwój biznesu poza granicami Polski. Nawet mniejsze zagraniczne firmy cateringowe pytają, czy Maczfit mógłby im pomóc rozwinąć się na ich lokalnych rynkach. Duży potencjał na tym polu mają Niemcy i Wielka Brytania. Na razie jednak stawiamy na rozwój w Polsce. Koncentrujemy się na tworzeniu stabilnej struktury, pozwalającej utrzymać taką samą jakość, jaką oferowaliśmy na starcie. Zatrudniamy kolejnych dietetyków, szefów kuchni, technologów produkcji czy specjalistów ds. kontroli jakości. Fachowość to dla mnie podstawowe kryterium, ale niejedyne. Stawiam na ludzi, którzy mają nieprzeciętne umiejętności. Cenię tych, którzy potrafią mnie zainspirować. A jeśli jeszcze potrafią grać zespołowo, to efekty przychodzą naprawdę szybko. To dzięki nim uzyskaliśmy np. certyfikat TÜV, potwierdzający jakość i kontrolę nad wszystkimi etapami produkcji. Rośniemy teraz w takim tempie, że ilekroć otwieram nowy zakład produkcyjny, po kilku miesiącach słyszę: „Panie Maćku, już się nie mieścimy!”. Dlatego planujemy wkrótce kolejną przeprowadzkę do nowego, dużo większego zakładu.

Czy wraz ze skalą działalności zmieni się coś jeszcze?

Wzrost bardzo mnie cieszy, ale to nie jest mój jedyny cel. Wraz ze zmianą skali rosną oczekiwania klientów oraz odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa. Dlatego chcemy mocniej zaangażować się w działalność prospołeczną. W nowej siedzibie będziemy mogli realizować wiele projektów propagujących ideę zdrowego odżywiania się i aktywny styl życia. Chcemy skupić się na najmłodszym pokoleniu — dzieciach i młodzieży szkolnej. To nasze „sadzonki”. Jeśli otoczymy je odpowiednią opieką, przekonamy do zdrowych nawyków, wyrosną z nich zdrowi, aktywni ludzie. Dzięki nam poznają podstawowe zasady zdrowej diety oraz odkryją znaczenie odpowiedniej flory bakteryjnej w jelitach, która istotnie wpływa na nasze samopoczucie, a nawet na usposobienie.

Patrzycie w przyszłość, a co z naszymi tradycjami kulinarnymi?

To kolejny temat, który planuję rozwinąć w ramach działań edukacyjnych w nowej siedzibie. Chcemy spojrzeć na nasze korzenie. Mam na myśli to, skąd pochodzą warzywa i owoce, których używamy, ale też korzenie nasze, jako mieszkańców tej części Europy. Będziemy zachęcać naszych konsumentów do odkrywania tradycji kulinarnych regionów, z których się wywodzą. Wszystko to w kontekście potraw oraz roślin tam uprawianych. Mogę sobie tutaj wyobrazić ciekawą współpracę między dietetykami, etnologami czy genealogami… Nasze dietetyczki to kompetentne specjalistki i pasjonatki, które dużo podróżują i chętnie inspirują się kuchniami świata, ale potrafią też docenić rodzimą tradycję. Staramy się nie ulegać zbytnio różnym modom na określone składniki — wolimy kierować się rzetelną wiedzą. A ta mówi, że odpowiedzi na nurtujące nas zagadnienia żywieniowe można często znaleźć w przeszłości.

Jak w tej branży wyprzedza się konkurencję?

Jako kierowca rajdowy zaskoczę panią — na pewno nie poprzez szybkość. Przede wszystkim jakością, która nie powinna odbiegać od standardów oferowanych w restauracji. I tak właśnie traktujemy Maczfit — jakby był restauracją. Od początku istnienia firmy sam codziennie jem i kontroluję jakość naszych posiłków. Jeśli mam jakieś uwagi, sięgam po telefon i dzwonię do menedżera. Nie mają ze mną lekko. Ktoś wymyślił, że jestem tzw. Top Critical Client. Coś w tym jest — nad rozwojem firmy pracuję praktycznie przez 80 godzin tygodniowo. Uważam, że to jedyny sposób, by utrzymać odpowiednią jakość. Do tego jesteśmy aktywni przez siedem dni w tygodniu, a zamówienia realizujemy w systemie day-by-day.

A więc jednak szybkość?

Jeśli chodzi o dostawy — tak. Czasem klienci pytają: Jak to możliwe, że posiłek produkowany w centralnej Polsce trafia świeży do Krakowa czy Szczecina? Nic trudnego: przygotowując o odpowiedniej godzinie dania, które w specjalnym samochodzie-chłodni po 4-5 godz. trafiają do konkretnego miejsca, zachowujemy tzw. ciąg chłodniczy. Dlatego nasze zestawy są świeże w każdym zakątku Polski. Oczywiście, wiąże się to z ogromnymi nakładami. Każda nowa trasa, którą jeżdżą chłodnie z logo Maczfit, to setki tysięcy złotych zainwestowanych w logistykę i marketing. W skali Polski co roku inwestujemy kilka milionów złotych w powiększenie obszaru dostaw. Moim zdaniem, to dobrze wydane pieniądze.

Dlaczego nie zbudować zakładów produkcyjnych w poszczególnych miastach? To uprościłoby transport…

Produkcja musi być scentralizowana, jeśli mówimy o dostawach na całą Polskę. Inaczej nie osiągnęlibyśmy takiej powtarzalnej jakości, z jakiej jesteśmy znani. Po prostu każde miasto i każdy pojedynczy odbiorca musi dostawać tę samą, standardową jakość. Nasza pozycja na rynku do tego nas zobowiązuje. Catering dietetyczny to, wbrew pozorom, bardzo złożony proces i mając wszystkie jego elementy pod jednym dachem, mogę je najlepiej kontrolować.

Czego więc życzyć liderowi?

Może „smacznego”? Dla mnie jedzenie to wciąż ogromna przyjemność i muszę przyznać, że zawsze, kiedy rozpakowuję swój zestaw Maczfit, a robię to codziennie, odczuwam ekscytację. Myślę sobie: Co też pysznego dzisiaj sobie zjem…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Wszystkie składniki sukcesu