Wszystko o takich, co ukradli Księżyc

Inwestycyjny kawałek Księżyca najszybciej można zdobyć na dwa sposoby: łupiąc muzeum albo wydając kilkanaście tysięcy złotych

Aktywa, które dosłownie spadły z Księżyca, wcale nie muszą być w astronomicznych cenach, bo za odłamek skały naszego satelity można zapłacić tyle, co za mniej udany szkic znanego artysty. Chociaż srebrny towarzysz Ziemi nie wygląda może z sypialnianego okna na coś egzotycznie atrakcyjnego, już kilkucentymetrowy kawałek jego materii spełnia wszystkie kryteria alternatywnej inwestycji.

ABSTRAKCJA KOSMICZNA:
Wyświetl galerię [1/2]

ABSTRAKCJA KOSMICZNA:

53-kilogramowy meteoryt znaleziony w Namibii eksponowany jest jak rzeźba, a jego szacowana cena dochodzi do 90 tys. USD (346 tys. zł). [FOT. CHRISTIE’S] Z NIEBA SPADŁY: Meteoryt zawierający szlachetne perydoty może być wart kilka tysięcy dolarów, ale też kilkadziesiąt — tańszy (na zdj.) ma 88 g, taki za 30 tys. USD (115 tys. zł) prawie 1 kg. [FOT. CHRISTIE’S]

Decyduje o tym zarówno popyt, jak i podaż, bo spośród mnóstwa najróżniejszych odłamków znajdywanych w trawie, na pustyni czy w śniegu lodowca tylko 0,4 proc. to skały księżycowe, podaje dr Alan Rubin z UCLA. Ekspert potwierdzał autentyczność okazów wystawionych na trwającą do 10 maja internetową aukcję w Christie’s — domu aukcyjnym kojarzonym z dziełami na płótnie, jednak regularnie sprzedającym również meteoryty.

Jeśli nie na licytacji, gwiezdny okruch da się zdobyć jeszcze na trzeci sposób — przemierzając Antarktydę, skąd pochodzi prawie 12 proc. odnalezionych kawałków Księżyca. Ostatecznie można też czekać, aż spadnie z nieba, tyle tylko, że ani w Europę, ani w Amerykę żaden jeszcze nie uderzył.

Kosmiczna Odyseja

Historia kupowania księżycowych odłamków w roli lokat kapitału jest jeszcze świeża, co nie oznacza, że wiąże się z nim wyższe ryzyko niż z przykładowym inwestowaniem w obrazy. Jak można wywnioskować z katalogowych opisów, meteoryt to w dodatku nie najgorszy sposób na zbliżenie się do nowoczesnej sztuki, bo eksperci posuwają się nawet do określania takich brekcji „naturalną, abstrakcyjną rzeźbą”.

Brekcję z Księżyca — a więc skałę składającą się z wielu scementowanych odłamków — da się na trwającej aukcji licytować od kilku tysięcy dolarów, przy czym jej spodziewana cena wynosi 7-10 tys. USD (27-38 tys. zł). Ważącej niecałe 50 g trójkątnej płytki nie odnaleziono przy tym na Saharze w obecnej formie, bo kształt współczesnej rzeźby nadaje jej szlif eksponujący wspomniane zlepione spoiwem odłamki.

Materia naszego satelity zalicza się do najrzadszych na Ziemi — żeby kawałek licytowany właśnie w Christie’s mógł dotrzeć na Saharę musiał przecież jakoś oderwać się od Księżyca, wpaść w złowrogą atmosferę błękitnej planety i przetrwać błyskawiczny lot. Jak tłumaczy Alan Rubin, oderwanie się fragmentu było wynikiem uderzenia w powierzchnię Księżyca asteroidy, a wszystkich takich okruchów zliczono do tej pory tylko 200 kg.

Ten konkretny meteoryt wylądował w piasku pustyni jako bryła o masie prawie 2 kg, ale odcięty z niej bloczek grubości 5 mm to wcale nie nędzny opiłek, bo i tak większość okazów nigdy nie pojawi się na rynku. Szacuje się, że wejście w ziemską atmosferę przetrzymało około 155 skał z Księżyca, z czego niemal wszystkie znaczące okazy są w zbiorach rządowych instytucji. Jak zaznacza ekspert, astronauci misji Apollo przywieźli mniej niż 400 kg skał satelity, z czego nawet miligram nie trafił do ogólnego obiegu — całą porcję dostępną dla prywatnego sektora pomieściłaby większa walizka.

Inwestorzy są z Marsa

W ten sam sposób, w jaki brekcje dotarły do domu aukcyjnegoaż z Księżyca, inne odłamki trafić mogły na przykład z Marsa. Prawie 240-gramowy, znaleziony na marokańskiej części Sahary, ma estymację 30-50 tys. USD (115-192 tys. zł) i niewprawionemu inwestorowi przypominałby pewnie materiał nadający się na kuchenny blat czy nagrobek.

Podobnie jak w przypadku skał księżycowych, wystawiona na licytację tafla jest przykładem substancji wybitnie rzadkiej na powierzchni Ziemi — chociaż to właśnie takie bloczki są naczelnym dowodem na łączące planety podobieństwo. Sporo z nich zawiera cząstki wodonośne, na czym badacze opierają tezę o obecności wody na czerwonym sąsiedzie. Skoro jednak tak ważny naukowy dowód wygląda, jakby odrąbano go od kuchennego blatu, rozpoznanie nie mogło być proste — dopiero w 1995 r. dostrzeżono, że w szklanych szczelinachjednego z meteorytów jest odrobina gazu, którego skład okazał się pasować do atmosfery Marsa, określonej w misjach bezzałogowych Vikingów.

Grudy szkła w licytowanym okazie powstać miały, według katalogu, już podczas odrywania się skały od Marsa, w warunkach wysokiego ciśnienia przekształcającego inne minerały w efektownie połyskujące kryształy. Dla samych wizualnych doznań nie trzeba przy tym wydawać aż kilkudziesięciu tysięcy dolarów, bo w internetowej ofercie domu aukcyjnego są również obiekty o potwierdzonej przez naukowców autentyczności, ale warte 1-2 tys. USD (3,8-7,7 tys. zł).

Certyfikat na kosmiczne pochodzenie to podstawowy warunek, na który trzeba zwrócić uwagę, myśląc o lokowaniu pieniędzy, szczególnie że w sieci aż roi się od odłamków pozaziemskiej materii, które rzeczywiście mogły odpaść w kuchni od blatu. Zaczynając od niższego progu, na aukcji w Christie’s da się natomiast zdobyć bardzo dekoracyjny plasterek meteorytu Imilac, znalezionego na pustyni Atacama w 1822 r.

Obszar, na którym odnajdywano odłamki, rozciągał się na 8 km, a łączna masa połyskujących aktywów wyniosła około 1 tony. Imilac zalicza się do meteorytów pallasytowych — takich przypominających nugat z pistacjami, z ozdobnymi kryształami oliwinu zawieszonymi w stopie niklu i żelaza. W licytowanym fragmencie widoczny jest nawet perydot, czyli złocistozielonkawy oliwin w szlachetnej odmianie wykorzystywanej w jubilerstwie.

Odbija światło jak bursztyny rodem z Polski, więc nawet jeśli ze względu na małe rozmiary zgubiłby się w galerii rzeźb, bez wątpienia nadawałby się do kolekcji kosmicznych broszek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wszystko o takich, co ukradli Księżyc