Wyniki konkursu PB: Kurioza doby kryzysu

PB
27-10-2009, 14:42

Są już wyniki konkursu zorganizowanego przez Konfederację Pracodawców Prywatnych i "Puls Biznesu". Celem konkursu było wyłonienie najbardziej absurdalnych sposobów wyjścia z kryzysu gospodarczego.

Jak się okazuje, kryzys nie przytępił polskiej pomysłowości, choć jakość niektórych pomysłów jest dyskusyjna, a czasami wręcz kuriozalna. Spośród perełek, jakie opisali nasi Czytelnicy, wybraliśmy trzy, a zgłaszający je otrzymają nagrody. Przyznaliśmy też nagrodę specjalną...

I Nagrodę i 10 tys. zł

otrzyma Pan Andrzej Juszczyński, który zauważył, że w pakiecie antykryzysowym jest zapis, zgodnie z którym pracodawca chcący skorzystać z dofinansowania na szkolenia najpierw musi wykazać swoją trudną sytuację finansową i spadek obrotów o ponad 25 proc., a potem sam musi za to szkolenie zapłacić. Zwrot pieniędzy otrzyma nawet po roku.

Treść zgłoszenia:
 
Niedawno uchwalono tzw. ustawę antykryzysową, do której rząd wydał 2 rozporządzenia. Z założenia ustawa ta miała pomagać przedsiębiorcom w trudnej sytuacji finansowej. Jednak po gruntownej analizie okazuje się, że nie zawsze tak jest.
Aby skorzystać z dofinansowania na szkolenia pracowników, przedsiębiorca musi wykazać, że jest w trudnej sytuacji finansowej. Musi udowodnić, że spadek jego obrotów jest większy niż 25%, musi przedstawić plan naprawczy oraz udowodnić, że nie zalega z podatkami i składkami na ZUS. Jeśli już przebrnie przez tę biurokrację, może starać się o dofinansowanie. Okazuje się jednak, że aby dostać dofinansowanie, najpierw sam musi wyłożyć pieniądze na szkolenia, a rekompensatę może dostać nawet po roku. Wynika to z §7 rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków dofinansowania ze środków Funduszu Pracy kosztów szkoleń i studiów podyplomowych oraz szczegółowych warunków finansowania stypendiów i składek na ubezpieczenia społeczne.
Zatem przedsiębiorca z jednej strony musi wykazać, że jest w trudnej sytuacji finansowej, a z drugiej musi znaleźć pieniądze na szkolenie, które z założenia ma wyciągnąć go z tej trudnej sytuacji. Moim zdaniem, takie rozwiązania wręcz zachęcają do kombinowania i oszukiwania. Idea szkoleń w kryzysie jest jak najbardziej słuszna, ale dzięki szczegółowym rozwiązaniom kompletnie nie przystaje do rzeczywistości.
 
II Nagrodę i 5 tys. zł

otrzymuje Pan Piotr Michalik, który za kuriozum uznał propozycje redukcji zatrudnienia w administracji o 10 proc. bez względu na to, jak funkcjonuje dany urząd.

TREŚĆ ZGŁOSZENIA:

Jednym z absurdów, jaki funduje nam obecna ekipa rządząca, jest odgórne wprowadzenie nakazu redukcji etatów o 10 proc. w administracji rządowej, ZUS, KRUS, NFZ, agencjach rządowych i innych funduszach celowych. Powód jest zrozumiały - oszczędności. O ile w zakładach pracy, w których liczba etatów nie jest proporcjonalna do wykonywanych obowiązków (innymi słowy mówiąc, pracownicy przez większość czasu pracy nie mają nic do roboty) jest uzasadnione, o tyle w agencjach, w których pracowników czasami wręcz brakuje, przepis nakazujący zwolnić 10 proc. załogi wprowadzi i spowoduje ogromne problemy związane m.in. z terminowością, na co często pozwolić sobie nie można. Aby nie być gołosłownym; jednym z przykładów agencji rządowej, w której owa redukcja przysporzy wielu problemów, jest Urząd Wojewódzki w Szczecinie. Brakuje tam pracowników, a w chwili obecnej nie dość, że nie będą mogli zatrudnić nowych, to jeszcze będą zmuszeni zwolnić 10 proc. obecnych, co z całą pewnością spowoduje problemy z funkcjonowaniem. Pojawia się pytanie, co w takiej sytuacji może zrobić Urząd Wojewódzki, wiedząc, że zredukowany personel nie poradzi sobie z natłokiem pracy? Jedynym logicznym, rozsądnym i najbardziej prawdopodobnym wyjściem z sytuacji, o której już się mówi w kuluarach jest przekazanie części obowiązków Urzędowi Marszałkowskiemu - plan nie dotyczy samorządów, które nie podlegają omawianej redukcji. Absurd polega na tym, iż rząd chcąc zmniejszyć wydatki, paradoksalnie je zwiększy, ponieważ Urząd Marszałkowski przejmując określoną część obowiązków Urzędu Wojewódzkiego będzie zmuszony zatrudnić odpowiednią liczbę dodatkowych pracowników odpowiadającą liczbie przejętych
obowiązków, co wiąże się z zatrudnieniem co najmniej tylu dodatkowych pracowników, o ilu został pozbawiony Urząd Wojewódzki przez obecną ekipę rządzącą. Istotnym faktem w całej tej sytuacji jest fakt, że wynagrodzenie pracowników Urzędu Marszałkowskiego jest o kilkadziesiąt procent wyższe niż wynagrodzenie pracowników Urzędu Wojewódzkiego. Tym sposobem, zamiast ograniczenia wydatków mamy ich wzrost...
 
III Nagrodę i 5 tys. zł

otrzymuje Pan Mariusz Makowski, który uważa, że kuriozalną jest propozycja zmiany zasad opodatkowania samochodów używanych do celów prywatnych. W kontrolę w tym zakresie ma zaangażować się także Policja.

TREŚĆ ZGŁOSZENIA:
Skuteczność administracji w egzekwowaniu zobowiązań podatkowych od wielu lat oceniana jest jako słaba. Naczelnicy urzędów skarbowych winią za ten stan rzeczy braki kadrowe. Jednocześnie z powodu kryzysu nie będzie mowy o żadnych nowych etatach w urzędach. Ale Ministerstwo Finansów postanowiło poszukać „pomocników”, którzy wesprą urzędników w ściąganiu podatków. Ostatnie pomysły legislacyjne na takich „pomocników” mianują policjantów oraz pracodawców.
Wiele komentarzy i emocji wywołuje w ostatnich dniach pomysł ministerstwa, by opodatkować korzystanie przez pracowników z samochodów służbowych do celów prywatnych. Pracownik, który jeździ samochodem służbowym, będzie miał doliczone do miesięcznego przychodu 0,5 proc. wartości samochodu. Wbrew opiniom internautów, pomysł nie polega na opodatkowaniu czegoś, co do tej pory było wolne od podatku. Jeżeli pracownik jeździ w celach prywatnych samochodem służbowym, to wiadomo, że otrzymuje od pracodawcy świadczenie, które należy potraktować jako element wynagrodzenia. Ponieważ jest to świadczenie niematerialne, problemem do tej pory było ustalenie wartości tego świadczenia. Organy podatkowe w sytuacji, gdy stwierdziły, że pracownik z takiego świadczenia korzystał, nakazywały jego wycenę według cen rynkowych, czyli cen z wypożyczalni samochodów. Absurd ten zostanie od nowego roku zlikwidowany poprzez wprowadzenie w miarę jasnych zasad wyceny takiego świadczenia.
Jeżeli jednak „oficjalnie” pracownik jeździ tylko w celach służbowych, urzędnicy skarbowi mają małe możliwości udowodnienia, że pracownik jednak jeździ również „prywatnie”. Czasem za taki dowód robi faktura za paliwo z dnia wolnego od pracy lub z miejscowości, w której firma nie prowadzi interesów. Czasem urzędnicy w piątek po południu liczyli samochody na parkingu firmowym i sprawdzali, czy brakujące znajdują się w podróży służbowej. Generalnie więc, szanse na to, że urzędnik sam z siebie odkryje, iż pracownik jeździ prywatnie, są małe. Cóż więc wymyśliło ministerstwo? Ano, że urzędnikom pomogą w tym policjanci. Otóż policja ma informować urzędy skarbowe o zatrzymaniu służbowych aut, które były używane przez pracowników firm do celów prywatnych. Tyle mówią założenia do nowelizacji ustaw o PIT i VAT. Zawiadomienie takie ma zawierać dane samochodu, kierowcy oraz właściciela auta, a także "wskazywać okoliczności świadczące o tym, że samochód firmowy był wykorzystywany do celów prywatnych".
Absurd w czystej postaci! Pomysłodawcy nie wyjaśniają, niestety, na podstawie jakich „okoliczności” policjant ma stwierdzić, że kierowca jedzie w celach prywatnych, a nie służbowych. Czy może każda jazda w weekend lub po południu (czy też w nocy) skutkować będzie „donosem” do urzędu skarbowego? Obowiązki służbowe można wykonywać przecież o każdej porze dnia, nocy i tygodnia. Może dwa rowery na dachu, dzieci w fotelikach na tylnym siedzeniu i małżonek na siedzeniu pasażera będą taką przesłanką? A może po prostu policja będzie informowała urząd skarbowy o każdym zatrzymaniu samochodu służbowego? Urząd następnie będzie wzywał pracodawcę do złożenia wyjaśnień, a pracodawca posiadający dużą flotę samochodów zatrudni dodatkowego pracownika, który będzie odpowiadał na wezwania urzędu i odpisywał, że: „Pan X w dniu tym i tym jechał na spotkanie z klientem do...”
Oczywiście, z pomysłu tego nie jest również zadowolona Policja. Według rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji, młodszego inspektora Mariusza Sokołowskiego, obecny zapis projektu rodzi wiele pytań, np. na jakiej podstawie policjant miałby oceniać, czy dany przejazd jest prywatny czy służbowy.
"O ile jeszcze możliwe byłoby to do ustalenia w przypadku firm przewozowych - wiadomo, czy wieziony jest towar – o tyle przy osobach, które mają własną działalność gospodarczą i samochodem jadą na spotkanie biznesowe czy coś załatwić, takie ustalenie byłoby trudne" - tłumaczył.
"To może być przepis trudny do wyegzekwowania. Byłoby to martwe prawo, a takie konstruowanie przepisów podważa zaufanie obywateli do państwa prawa" - dodaje Sokołowski na stronie www.policja.pl.
Nie wiadomo, w jaki sposób Policja ma udowadniać, że pracownik jedzie w celach prywatnych, skoro sami urzędnicy skarbowi mają problemy, by coś takiego udowodnić.
 
Nagrodę specjalną – dyplom – mają otrzymać związki zawodowe KGHM, za propozycję 10- letnich gwarancji zatrudnienia. To stało się dla nas inspiracją do zorganizowania konkursu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wyniki konkursu PB: Kurioza doby kryzysu