Ekonomiści nie są zgodni w ocenie perspektyw gospodarki. Wiele wyjaśnią dane, których publikację przewidziano na ten tydzień.
Gospodarka w pierwszym kwartale sprawiła ekonomistom niemiłą niespodziankę. Jej słabymi wynikami byli też zaskoczeni członkowie Rady Polityki Pieniężnej, którzy coraz częściej zaczynają mówić o przestrzeni do dalszych obniżek stóp procentowych. Rynek czeka teraz na informacje o majowych wynikach gospodarki, które mogą być wskazówką, czy gospodarka budzi się z letargu, czy raczej w nim pozostanie. Zdania ekonomistów są podzielone.
— Jestem pesymistą. Zmierzamy w stronę spowolnienia gospodarczego. Spodziewam się, że produkt krajowy brutto wzrośnie w ciągu roku zaledwie o 3-3,5 proc. — mówi Marek Rogalski, analityk Palladia Capital Markets.
W podobnym tonie wypowiada się Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ.
— Nawet jeśli majowe dane okażą się nie najgorsze, cały drugi kwartał będzie słaby i to mimo niższej bazy z ubiegłego roku. Widać, że gospodarka jest schładzana — uważa ekonomista.
Część ekonomistów widzi jednak przyszłość w bardziej różowych barwach. Zdaniem Michała Chyczewskiego, analityka Banku BPH, spowolnienie z pierwszego kwartału zakończyło się.
— Świadczą o tym m.in. badania koniunktury GUS i NBP, wskazujące na dobrą sytuację firm, spadające bezrobocie, a także wyniki — znajdujących się w podobnej sytuacji do naszej — gospodarek Czech czy Węgier, które były lepsze od oczekiwań — wylicza ekonomista.
Mimo różnych przewidywań co do przyszłości gospodarki, ekonomiści nie mają wątpliwości, że gorsze od oczekiwań dane z początku roku, podobnie jak niska inflacja, zmuszą Radę Polityki Pieniężnej do obniżki stóp procentowych jeszcze w czerwcu.
Inflacja spada...
Zagrożenia nagłym wzrostem cen nie widać. Ekonomiści przewidują spadek wskaźnika CPI do poziomów sprzed tzw. szoku unijnego.
Po odbiciu inflacji powyżej 4,6 proc. przed rokiem wskaźnik cen konsumpcyjnych wraca do niskich poziomów. Ekonomiści przewidują, że w maju spadła poniżej wyznaczonego na 2,5 proc. środka celu inflacyjnego NBP. W następnych miesiącach ma być jeszcze niższa.
— Spodziewam się jej spadku poniżej 1,5 proc. i utrzymania trendu spadkowego — przewiduje Stanisław Kluza, ekonomista BGŻ.
Tymczasem przed wzrostem inflacji związanym z wejściem Polski do UE wskaźnik cen konsumpcyjnych utrzymywał się w okolicach 1,5-1,7 proc., lecz w trendzie wzrostowym. Wiele wskazuje zatem na to, że z perspektywy zagrożenia inflacyjnego sytuacja będzie lepsza niż przed tzw. szokiem unijnym. Wskazuje na to także spodziewany przez ekonomistów spadek inflacji bazowej netto. Taka sytuacja może sprawić, że na koniec roku inflacja spadnie w okolice dolnej granicy celu inflacyjnego NBP, lub nawet znajdzie się poza nim, co jest argumentem za obniżką stóp procentowych.
...jak inwestycje
Nie ma pewności, czy gospodarka najgorsze ma już za sobą. Ale bardziej prawdopodobna jest poprawa w drugiej części roku.
Początek roku przyniósł trzy razy słabszy wzrost gospodarczy niż rok wcześniej. Zawiodły inwestycje, które miały stać się w tym roku siłą napędową gospodarki. Miały znacznie wzrosnąć, lecz zawiodły, osiągając jedynie 1-proc. dynamikę. Zaskoczenie było tak duże, że podniosły się głosy o ewentualnym błędzie GUS.
— To wyniki tak słabe, że nie można ich tłumaczyć tylko efektem wysokiej bazy sprzed roku, gdy wchodziliśmy do UE. To po prostu oznaka słabej koniunktury — uważa Stanisław Kluza, ekonomista BGŻ.
Nie ma wątpliwości, że słaby wynik pierwszego kwartału obniży tempo wzrostu gospodarczego w całym roku. I nawet jeśli gospodarka — co przewidują ekonomiści — w drugiej połowie roku zdecydowanie przyspieszy, osiągnięcie zakładanego w budżecie 5-proc. wzrostu gospodarczego w tym roku wydaje się niemożliwe.
— Sam eksport nie wystarczy — uważa Marek Rogalski, analityk Palladia Capital Markets.
Produkcja ruszy...
W maju produkcja wyszła na plus — uważają analitycy. Sytuacja będzie się teraz poprawiać, choć powoli.
Po dwóch miesiącach spadków produkcja przemysłowa prawdopodobnie odnotowała w maju wzrost. Jak duży? Trudno przewidzieć, bo prognozy analityków są różne i wskazują na wzrosty od 1 do nawet 8 proc. Na rynku jednak dominuje przeświadczenie, że najgorsze miesiące przemysł ma za sobą.
— Już w kwietniu produkcja okazała się lepsza od oczekiwań. Teraz spodziewamy się wzrostu 3,8 proc., czyli trochę powyżej średniej rynkowej. Dobre dane ostudzą oczekiwania na drastyczne cięcia stóp procentowych — uważa Michał Chyczewski z Banku BPH.
Według Marka Zubera, głównego ekonomisty IDM, z miesiąca na miesiąc sytuacja będzie się poprawiała.
— Choć będzie się to działo powoli — zastrzega ekonomista.
Tymczasem indeks cen producentów zbliża się do zera. Ekonomiści nie wykluczają, że w maju otarliśmy się o deflację.
...bez konsumpcji
Nie powinniśmy liczyć na wzrost konsumpcji. Popyt wewnętrzny nie podbije inflacji.
Ożywienie konsumpcji, które mogłoby skutkować wzrostem inflacji, jest mało prawdopodobne. Drugi kwartał zaczął się od spadku sprzedaży detalicznej o 14,4 proc. w skali roku, co może spowodować, że w całym kwartale trudno będzie wyjść jej na plus. Bezrobocie, mimo notowanych w ostatnich miesiącach spadków, pozostaje bardzo wysokie, a pensje nie nadążają za wzrostem cen, co hamuje zakupy Polaków. Nieznaczną poprawę sytuacji może przynieść przewidywany spadek inflacji i niższe stopy procentowe, jednak trudno liczyć na duże wzrosty.
— Spodziewam się, że wzrost konsumpcji pozostanie stabilny na poziomie około 2,5 proc. — uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.
Wciąż doskonale radzi sobie natomiast eksport. Zdaniem większości analityków, ta sytuacja w najbliższym czasie się nie zmieni, choć nie powinniśmy liczyć na kilkudziesięcioprocentowe wzrosty.