Banki i firmy udzielające pożyczek przygotowują się do ograniczeń nałożonych ustawą antylichwiarską, która wejdzie w życie 20 lutego. Przeciwnicy ustawy ostrzegają przed ograniczeniem dostępu do kredytu. Zwolennicy ustawy uważają natomiast, że będzie ona chronić konsumentów.
Uchwalona przez Sejm 7 lipca 2005 r. tzw. ustawa antylichwiarska, czyli ustawa nowelizująca kodeks cywilny oraz ustawę o kredycie konsumenckim, ogranicza wysokość odsetek od kredytów dla klientów detalicznych, a także odsetek w obrocie gospodarczym do czterokrotności kredytu lombardowego NBP.
Obecnie stopa kredytu lombardowego wynosi 5,75 proc., co oznacza, że maksymalne odsetki nie mogą przekraczać 23 proc. W chwili uchwalania ustawy maksymalne odsetki wynosiłyby 26 proc. Koszt opłat i prowizji od kredytu konsumenckiego nie może przekraczać 5 proc. kwoty udzielonego kredytu. Za pobieranie zbyt wysokich odsetek grozi do 2 lat więzienia lub grzywna.
Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz powiedział PAP, że "paradoksalnie im niższe będą stopy procentowe, tym bardziej pewne grupy, wbrew intencjom ustawodawcy, na skutek niemożliwości naliczania premii za ryzyko będą miały problem z zewnętrznym finansowaniem". "Niektórzy klienci trafią do instytucji nie podlegających nadzorowi i nie poddających się ustawie" - dodał.
ZBP przygotowuje się do rozmów, które mają doprowadzić do zmian w ustawie. "Ta ustawa była przygotowywana w pewnym pośpiechu, stąd pewne trudności interpretacyjne" - powiedział Pietraszkiewicz.
Zwrócił uwagę, że ustawa będzie wpływać na przychody odsetkowe banków. Tymczasem średnio w portfelu kredytowym ok. 16 proc. kredytów udzielonych przedsiębiorstwom to kredyty nieregularne, czyli nie spłacane w terminie; wśród kredytów dla gospodarstw domowych stanowią one 9 proc., a 22 proc. - dla przedsiębiorców indywidualnych.
"Pewna grupa klientów o podwyższonym ryzyku kredytu może teraz nie dostać" - powiedział PAP członek zarządu BZ WBK Jacek Marcinkowski. BZ WBK nie zmieniło w związku z ustawą antylichwiarską metod oceny zdolności kredytowej ani oprocentowania, natomiast obniżyło odsetki od kredytów w karcie kredytowej. Obniżkę oprocentowania kredytów w karcie zastosowało także kilka innych banków.
Banki mogą wprowadzać ubezpieczenia dla zabezpieczania spłaty kredytów. Jednak - zdaniem Marcinkowskiego - nawet ich zastosowanie może nie zmienić sytuacji klientów o wyższym ryzyku.
"Można użyć ubezpieczenia. Jednak nie jestem pewien, czy wszyscy ubezpieczyciele chętnie podpisywaliby takie umowy" - powiedział PAP wiceprezes Commercial Union TUnŻ Zygmunt Kostkiewicz.
Dodał, że aby składka ubezpieczeniowa mogła zrekompensować część utraconych marż odsetkowych, większość składki musiałaby trafiać do banku. "Są takie produkty, w których np. jest 30 proc. prowizji do banku od składki, potem jest szkodowość na poziomie 30 proc. i 75 proc. udział w zyskach banku. Ubezpieczyciel wychodzi na tym i tak nie najgorzej" - powiedział Kostkiewicz. Dodał, że taka konstrukcja produktu ma sens, gdy ubezpieczenie kredytu jest obowiązkowe.
Provident, firma pożyczkowa, której twórcy ustawy antylichwiarskiej zarzucali zbyt wysokie odsetki, poinformowała we wtorek o takiej zmianie konstrukcji swoich pożyczek, że ich oprocentowanie nie przekracza 21 proc.
Pożyczki Providenta są obecnie obligatoryjnie ubezpieczone przez Amplico Life na wypadek śmierci kredytobiorcy, pobytu w szpitalu i uszczerbku na zdrowiu. Klient może wybrać możliwość spłaty przez bank bądź w dotychczasowej formie, czyli spłaty w domu za pośrednictwem przedstawiciela firmy. Przy tysiączłotowej rocznej pożyczce koszt takiej obsługi stanowi dodatkowo 46,8 proc. wartości pożyczki. "Jednak dla wielu klientów spłata w domu jest prostsza" - powiedział wiceprezes Provident Polska Adam Chiliński.
Prezes Provident Polska Mark Bardsley powiedział podczas wtorkowej konferencji prasowej, że firma analizuje możliwość wprowadzenia na polski rynek udzielania pożyczek także za pośrednictwem kart kredytowych. W Wielkiej Brytanii taka działalność jest prowadzona przez Vanquis Bank, należący do grupy Provident.
Zastępca dyrektora generalnego Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) Łukasz Mężyk powiedział PAP, że wszyscy członkowie KPF dostosowują swoją działalność do wymogów ustawy, choć KPF ciągle rozważa zaskarżenie jej do Trybunału Konstytucyjnego. "Jednak z prawem nie dyskutujemy" - zapewnił.
"Zwracamy jednak uwagę, że część osób może zostać wykluczona z rynku finansowego" - dodał Mężyk. Jego zdaniem prawdopodobny jest rozwój lombardów, które mogą pobierać np. opłaty za przechowywanie czy za wycenę, nie podlegające limitowi ustawy. "Na początku nikt nie zauważy skutków ustawy, będą one widoczne najwcześniej za pół roku" - powiedział.
Zwolennicy ustawy, która była połączeniem projektów zgłoszonych przez PiS i SLD, uważali, że będzie ona chronić przed wyzyskiem.
Ustawie przeciwne były banki, firmy udzielające pożyczek, a także rząd i NBP. Banki ostrzegały, że ustawa uderzy w osoby o niskiej wiarygodności kredytowej, ponieważ zlikwiduje możliwość dostosowywania odsetek do niższej zdolności kredytowej. Przeciwnicy ustawy obawiali się też rozwoju szarej strefy.
Z opublikowanego rok temu badania Instytutu Pentor wynikało, że zdaniem 68 proc. respondentów, to wolny rynek ustala wysokość oprocentowania, a ludzie decydują, czy godzą się tyle zapłacić.
Anna Lach