Zarabiaj, grzesząc w poszyciu leśnym

opublikowano: 21-03-2018, 22:00

Naga prawda o nowelizacji łowieckiego prawa: tej niedzieli na łosie i płochliwe boginie polować można wyłącznie na aukcjach — w Agrze-Art

W mchu miękkim jak gąbeczka — z bosymi stopami, z kopytami w bzyczącym od muszek bagnie, a z psimi pazurami przez las skuty zimą. Mogą uciekać spłoszone albo rwać się w pogoni na sygnał myśliwych, ale ostatecznie cały surowy krąg leśnego życia zamknie się na licytacji 25 marca w stołecznej Agrze-Art. Przyglądając się rynkowi z poziomu wilgotnego runa, trudno nie odnieść wrażenia, że katalogi sztuki dawnej wciąż odtwarzają niekończące się łowy — na jesiennym oleju Fałata las ma kolor pistacji i spadziowego miodu, a łoś jeszcze oddycha nim w spokoju, tymczasem kilka pozycji dalej jego ciężkie łopaty wiozą już sanie namalowane przez Wasilewskiego, razem z parskającym zaprzęgiem i jasnofioletową zimą.

„Milda,
bogini miłości” Kazimierza Alchimowicza z ceną wywoławczą 290 tys. zł zajmowała
pierwotnie płótno na prawie 2,5 m. Wyeksponowaniem bogini kosztem pejzażu być
może zajął się amerykański pastor, chociaż dokładne okoliczności przycięcia
obrazu nie są znane.
Wyświetl galerię [1/2]

PRYWATNA DEWOCJA

„Milda, bogini miłości” Kazimierza Alchimowicza z ceną wywoławczą 290 tys. zł zajmowała pierwotnie płótno na prawie 2,5 m. Wyeksponowaniem bogini kosztem pejzażu być może zajął się amerykański pastor, chociaż dokładne okoliczności przycięcia obrazu nie są znane. Fot. Agra-art

Pierwszy kadr licytowany będzie od 35 tys. zł, drugi od 18 tys. zł, natomiast o brakujące ujęcie będzie można rywalizować od progu 30 tys. zł — tyle tylko, że gwasz Wojciecha Kossaka nie zatrzymuje w czasie skradania się do łosia, ale gonitwę za lisem, wpadającą w dodatku z impetem w przygarbiony od żałoby, grafitowy kondukt.

Pojedziemy na łów

Aż tam biegnie panna, panna, towarzyszu mój… Kiedy piaszczystą drogą na jednym skraju lasu snuje się ochrypłe łkanie, na drugim mogłaby się rozlegać jedna z dalszych, rzadziej pamiętanych zwrotek pieśni myśliwskiej. Litewska bogini miłości Milda umyka boso i bez figowego listka przed gniewem „pana gromu”, boga Perkuna, a młode zielone piórka paproci zostawiają na jej skórze kropelki rosy. Słowiańsko romantyczny kadr rozgrywa się na ponad dwumetrowym, starannie zakomponowanym płótnie autorstwa Kazimierza Alchimowicza, które licytowane będzie w niedzielę od 290 tys. zł jako jedno z najbardziej osławionych dzieł jego dorobku.

Wędrując oczami w głąb, pomiędzy przewalone konary, zauważymy na nim, że w tej części lasu iskrzyć musiały nie tylko błyskawice zazdrosnego boga, bo w brunatno-zielonym chruście bezwładne ręce rozkłada powalony Litwin — rybak. Zacisze nad namalowanym w tle jeziorem okazało się ostatnim miejscem, w którym sycił się zaróżowioną karnacją bogini, ta natomiast — nie chcąc podzielić jego losu — zastygła na obrazie w czujnej pozie, jeszcze osnuta woalem z pajęczynek. Mając na uwadze, że przepastne dzieło opuściło pracownię artysty w 1890 r., warto na moment wysupłać tę porcelanową nagość z kruchych krzewinek i osadzić w suchym, podręcznikowym kontekście tzw. akademizmu.

Koniec XIX w. był dla europejskiego malarstwa okresem gwałtownego rozdarcia, bo nad jednymi jeziorami sztalugi rozstawiali już swobodni impresjoniści, a nad drugimi posągowe pozy wciąż przyjmowały klasyczne boginie — malowane jeszcze w pracowniach, w zmyślonych lasach, wśród wyobrażonych ruin i na arkadyjskich łąkach. W przeciwieństwie do spontanicznych impresji prąd akademicki karałby jakimś wydartym z mitologii mieczem za każdą niedopracowaną sylwetkę, potarganą zieleń tła czy kompozycyjny chaos — dzieło musiało być tradycyjnie szlachetne, co do błękitnego poblasku pioruna, który przemyka od żeber po biodra Mildy.

Litwo, ojczyzno

Salonowym oklaskom i błyskom w oczach łakomych odbiorców nie było końca, odkąd „Milda, bogini miłości” debiutowała latem, na dorocznej wystawie w Monachium. Zbierając medale na ekspozycjach w kraju i za granicą, zgromadziła bezwiednie imponującą historię wystawową — a to czynnik, który bez wątpienia skutecznie podnosi wartość rynkową, zwłaszcza że katalog nie wymienia w tym wykazie podrzędnych domów kultury, tylko ogromne międzynarodowe wystawy w Berlinie czy Chicago.

— Jedną z ciekawszych pozycji na tej liście jest Światowa Kolumbijska Wystawa, tzw. Columbiana, zorganizowana w Ameryce dla uczczenia czterechsetnej rocznicy jej odkrycia. Ciepło przyjęto właściwie cały polski pawilon, z obrazami Żmurki czy Wierusza- -Kowalskiego, ale bogini Alchimowicza poświęcono całą stronę w katalogu. Zważając na to, że Polska była wtedy pod zaborami, ekspozycja miała też wydźwięk pozaartystyczny, krzepiąco narodowy. Od tamtych czasów Milda pojawiła się jeszcze na rynku, a przed dotarciem nad Wisłę ponoć przez sto lat wisiała na Broadwayu, kupiona przez bogatą amerykańską rodzinę — komentuje Konrad Szukalski z organizującej aukcję Agry-Art.

Twierdzi, że sam Alchimowicz, owszem, jest ceniony w kraju, ale najwyższy popyt zgłaszany jest zazwyczaj z Litwy, bo tam właśnie uznano go za artystę rodzimego i rangi najwyższej, jak Matejko czy Malczewski na polskim rynku.

W związku z tym, że obraz nie wymaga zezwolenia na wywóz za granicę, może bez skrępowania ponownie obiegać kontynenty — ostatnie aukcyjne notowanie zarejestrowano jeszcze w XIX w. w Nowym Jorku, kiedy za 625 USD nagą boginię wylicytował pastor. Oprócz spłoszonej Mildy, w jeszcze niższej cenie kupił wtedy olbrzymi „Chrzest Litwy” Wojciecha Gersona — motyw religijny miał podarować swojemu kościołowi, a w godzinach wolnych od pracy oddawać rozmodlony wzrok Ewie, która skradła podobno niebo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zarabiaj, grzesząc w poszyciu leśnym