Żarty się skończyły

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-03-25 00:00

Decyzja o zamknięciu dwóch oddziałów radomskiego szpitala spadła jak grom. Nie dlatego, że była zbyt surowa ani nieracjonalna, ale dlatego, że zburzyła dotychczasowy zwyczaj. Lekarze strajkowali, dyrekcje szpitali wysupływały jakieś pieniądze, niekiedy kosztem zadłużenia i wszystko jakoś lepiej lub gorzej (częściej gorzej) się kręciło. W Radomiu przestało się kręcić.

Lekarze z radomskiego szpitala najwyraźniej nieco przeholowali w żądaniach. Z drugiej strony trudno też nie dostrzec, że decyzja wojewody o zamknięciu oddziałów chociaż uzasadniona, ma też inne intencje — pokazania, że protesty lekarzy o podwyżki nie są skazane na sukces. I jest to jedna z bardziej racjonalnych decyzji, jaka zapadła w ostatnich latach w sektorze ochrony zdrowia. Cóż się stało w Radomiu? Lekarze odrzucili warunki zaoferowane przez pracodawcę i nie chcą pracować więcej niż 48 godzin tygodniowo. Mają do tego nie tylko unijne, lecz także święte prawo. Dyrekcja szpitala nie miała pieniędzy, by skusić lekarzy do pracy większą gotówką, a nie chciała szpitala zadłużać. Funkcjonowanie dwóch oddziałów w tym szpitalu stało się niemożliwe. Decyzja o ich zamknięciu była więc jedynym logicznym wyjściem. Wszelkie lamenty o brutalnym ataku na lekarzy z jednej strony i chwytające za serca apele o opamiętanie z drugiej, nie są warte funta kłaków. Odbyły się po prostu negocjacje na temat warunków pracy i ich fiasko ma właśnie takie, a nie inne konsekwencje.

To ważna lekcja, bo strajk stał się w ostatnich miesiącach najprostszym i, zdawałoby się, niezawodnym sposobem na podwyżki. Nie tylko w przypadku lekarzy negocjacje płacowe zamieniały się często w licytację między konkurującymi związkami zawodowymi: kto zażąda więcej. Czas był przerwać to błędne koło i, słusznie czy nie, przegranymi okazali się radomscy lekarze. Jednak i rząd nie może świętować zwycięstwa, bo nie jest nim zamykanie szpitali, lecz problemy wywołane ustawą o czasie pracy lekarzy nie znikną. O tym, że lekarze nie mają prawa do szantażu mówił już (fakt, że ostro) Ludwik Dorn, któremu wypada oddać za to sprawiedliwość. Jednak nieuleganie wygórowanym żądaniom lekarzy może być jedynie pierwszym krokiem do uczynienia systemu ochrony zdrowia wydolnym. Na pewno niejedynym krokiem.

Adam Sofuł

Możesz zainteresować się również: