Złoty jest istotnie niedowartościowany

Przejściowo złoty może jeszcze tracić, jednak w dłuższej perspektywie powinien zacząć odzyskiwać siły, przewiduje Piotr Popławski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Nasilanie się fali zachorowań na COVID-19 oraz wyprzedaż na globalnych rynkach aktywów cyklicznych sprawiły, że w ubiegłym tygodniu złoty pogłębił rekord słabości. W czwartek notowania euro chwilowo wyszły powyżej szczytu z okresu marcowego krachu, zbliżając się do pułapu 4,65 zł. Jednak zdaniem Piotra Popławskiego z ING Banku Śląskiego nawet dalszy napływ niekorzystnych informacji nie powinien już znacząco osłabić krajowej waluty.

— Poziomy kursu euro powyżej 4,55 oznaczają silnie niedowartościowanie złotego. Dlatego choć złoty może jeszcze pozostawać pod presją, dotarcie do 4,80 czy wyżej wymagać będzie drastycznego pogorszenia nastrojów na rynkach, spadków giełd itp. — przewiduje ekonomista.

Ze względu na pogorszenie nastrojów na globalnych rynkach, związane z niepewnością co do impulsu fiskalnego w USA, specjalista nieznacznie podniósł prognozę dla kursu euro na koniec roku do 4,55 zł. To jednak nadal oznaczałoby blisko 3-procentowy potencjał odbicia notowań złotego w tym czasie. Jeszcze w pierwszej połowie tygodnia złoty może lekko tracić za sprawą wyborów w USA, ocenia Piotr Popławski.

Oczekiwane zwycięstwo Joego Bidena nie wesprze rynków aktywów cyklicznych, jeśli jednocześnie demokratom nie uda się przejąć kontroli nad Senatem. Szanse na utrzymanie większości w Senacie przez republikanów (co pozwoliłoby im zablokować duży impuls fiskalny w USA w przyszłym roku) specjalista szacuje na około 40 proc.

— Jeśli im to się nie uda, będzie to złą wiadomością m.in. dla rynków akcji i walut z rynków wschodzących. Bez tego zapowiadany przez demokratów pakiet stymulacji fiskalnej będzie prawdopodobnie mocno okrojony — ostrzega Piotr Popławski.

Specjalista przyznaje, że złotemu nie służy wyjątkowo łagodna polityka RPP. Jednak według niego zwołane na 4 listopada posiedzenie nie powinno wpłynąć

na kurs złotego, bo nastawienie władz monetarnych jest inwestorom dobrze znane. Tymczasem dalszą presję na wyprzedaż złotego ograniczać będzie nadwyżka na rachunku bieżącym, sięgająca 3 proc. PKB.

— To wprawdzie o połowę niższa nadwyżka niż w przypadku Niemiec, jednak w polskich warunkach i tak bezprecedensowa, a to powinno zniechęcać inwestorów do wyprzedawania złotego — ocenia Piotr Popławski.

Specjalista przyznaje, że złotemu nie sprzyjają coraz gorsze wiadomości dotyczące przebiegu epidemii COVID-19. Dla inwestorów kluczowe będzie teraz, czy w ciągu tygodnia-dwóch zacznie być widoczne przełożenie zaostrzenia restrykcji w Europie na zahamowanie przyrostu liczby zakażeń.

— Jeśli to się nie uda, to presja na złotego może się dalej nasilać — ostrzega ekonomista ING Banku Śląskiego.

Tymczasem jego zdaniem nie warto przeceniać wpływu niepokojów społecznych na rynek walutowy. Z protestami ma do czynienia wiele krajów europejskich, gdzie społeczeństwa sprzeciwiają się lockdownom. Po wyjaśnieniu kwestii wyników wyborów za oceanem do końca roku rynkiem będzie sterowała sytuacja epidemiologiczna.

— Niepokoje społeczne mogą mieć wpływ na kurs złotego głównie o tyle, że mogą utrudniać odzyskanie władzom kontroli nad epidemią — zastrzega Piotr Popławski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane