Wczoraj euro kosztowało już nawet 3,26 zł. Tak tanie nie było od 2002 roku, czyli nigdy
Silny złoty może cieszyć. Ale na krótką metę — przez niego cierpią rodzimi producenci, a to oni tworzą wzrost gospodarczy.
Wczoraj padły kolejne rekordy na rynku walutowym. Za jedno euro płacono tylko 3,26 zł, przez pięć dni roboczych cena unijnej waluty spadła o 8 gr — kosztuje najmniej w historii. Na rynku słychać głównie głosy zadowolenia. Ekonomiści zgodnie podkreślają, że umacniający się złoty pomógł Radzie Polityki Pieniężnej w walce z inflacją (ceny będą rosły wolniej, bo zagraniczne towary w przeliczeniu na złote są tańsze), dlatego ta wstrzyma się z podwyżką stóp procentowych.
Cieszą się też osoby planujące zagraniczne podróże. Euro staniało w najlepszym momencie — na samym początku wakacji. Kredytobiorcy walutowi również mają powody do zadowolenia, ponieważ ich długi topnieją w oczach. Na tym jednak radość się skończy.
Toporem na oślep
Zarówno stopy procentowe, jak i umacniający się złoty są bronią obosieczną. Tłumią inflację, ale też spowalniają gospodarkę.
— Dziesięcioprocentowy wzrost siły waluty w kwartale powoduje obniżenie przyszłej inflacji o punkt procentowy, lecz także ogranicza dynamikę PKB o 0,35 pkt proc. Umacnianie się złotego w ostatnich dniach i miesiącach będzie więc miało duże znaczenie dla naszej gospodarki — uważa Łukasz Tarnawa, dyrektor biura głównego ekonomisty PKO BP.
Co ma złoty do rozwoju gospodarczego? Otóż na wzrost gospodarczy duży wpływ ma relacja eksportu do importu.
— Mechanizm jest prosty. Jeśli eksport w danym miesiącu był wyższy niż import, PKB zyskuje. Jeśli było odwrotnie, dynamika rozwoju gospodarczego spada — tłumaczy Łukasz Tarnawa.
Szybko umacniający się złoty niestety sprzyja drugiemu scenariuszowi. Eksport przestaje się opłacać, a import jest coraz bardziej dochodowym zajęciem. Z tego powodu od końca 2005 r. do Polski trafiało zazwyczaj więcej towarów, niż było z niej wywożonych. Przez to gospodarka rozwijała się wolniej, niż mogłaby przy stałym kursie.
— Sytuacja eksporterów robi się coraz mniej ciekawa. Do silnego złotego dołączył inny problem. Do strefy euro powoli wkracza spowolnienie gospodarcze, przez co popyt na polskie towary słabnie. W takich warunkach dynamika eksportu może zacząć spadać — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.
Bogu ducha winni
Gospodarka otrzymuje cios od silnego złotego nie tylko za pośrednictwem eksporterów. Cierpią na nim też producenci skupieni na rynku krajowym.
— Ponieważ towary zagraniczne są coraz tańsze, relatywnie coraz droższe są artykuły wyprodukowane w kraju. Ich atrakcyjność spada. Niestety, nie zawsze przedsiębiorcy mogą obniżać ceny, ponieważ koszty prowadzenia działalności rosną. Dlatego spodziewam się, że w 2009 r. gospodarka będzie się rozwijać w tempie 4,3 proc. — twierdzi Piotr Kalisz.
Dla porównania, dynamika PKB w 2007 r. wyniosła 6,6 proc. Ekonomiści widzą jednak też pozytywy.
— Na szczęście nie jesteśmy tak uzależnieni od eksportu jak Czesi czy Słowacy. Oni silne umocnienie waluty odczują bardziej dotkliwie. Poduszką powietrzną jest też to, że większość naszego eksportu produkowana jest przez ulokowane w Polsce, międzynarodowe koncerny. Z partnerami, do których wysyłają swoje produkty, rozliczają się w obcej walucie. Kurs nie ma dla nich większego znaczenia — tłumaczy Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.
Jego zdaniem, na wytchnienie eksporterzy w najbliższym czasie nie mają co liczyć.
— Złoty będzie się dalej umacniał w stosunku do euro, choć na szczęście tempo nie będzie tak szybkie jak ostatnio. Na koniec roku kurs spadnie do 3,15-3,20 zł. Dolar nieco się umocni — do 2,15 zł — prognozuje Ryszard Petru.
1. Euro i dolar są rekordowo tanie...
Złoty drożeje w oczach. Cena za jedno euro zeszła wczoraj do 3,26 zł — najniższego poziomu w historii unijnej waluty. Za dolara płacono już niewiele ponad 2,07 zł. Jeszcze niespełna pół roku temu euro było droższe o 40 gr, a dolar o 45 gr.
2. ...dlatego eksport przegrywa z importem...
Tanie waluty to dobra wiadomość dla polskich turystów wybierających się na zagraniczne wakacje i kredytobiorców dewizowych. Dla eksporterów to jednak dramat, w złotych otrzymują znacznie mniej, niż zakładali przy podpisywaniu kontraktów. Przez to od kilku lat prawie w każdym miesiącu import rośnie szybciej od eksportu.
3. ...a gospodarka rozwija się wolniej
Silny złoty pogłębia deficyt handlu zagranicznego. A to hamuje naszą gospodarkę. Szacuje się, że gdyby nie przerost importu nad eksportem, rozwijalibyśmy się o 1-2 punkty procentowe szybciej.