Czytasz dzięki

Złoty umocnił się bez wyraźnej przyczyny

opublikowano: 27-05-2020, 22:00

Okoliczności, w jakich złoty wyraźnie zyskał do głównych walut, wskazują, że dalsze umocnienie jest wątpliwe. Analitycy wieszczą raczej stagnację

Niemal 4,52 zł trzeba było zapłacić za euro w poniedziałek 25 maja 2020 r. W środę 27 maja kurs euro zszedł już poniżej 4,42 zł.

Podobne ruchy złotego zanotowano względem innych walut. Amerykański dolar z ponad 4,14 zł potaniał do niespełna 4,02 zł, natomiast frank szwajcarski z ponad 4,26 zł spadał do 4,15 zł. Zdecydowana większość tego umocnienia polskiej waluty przypadła na wtorek. W środę złoty jeszcze trochę zyskiwał względem dolara i franka, które we wtorek trzymały się mocniej niż euro.

— Z czego wynika gwałtowne umocnienie złotego, tego nikt nie wie. Nie pojawiła się żadna informacja o charakterze fundamentalnym, która tłumaczyłaby, dlaczego złoty jest nagle o 10 groszy mocniejszy — komentuje Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM Banku Ochrony Środowiska.

— Fundamentalnie nic się nie zmieniło, a mamy ewidentny rajd złotego — wtóruje mu Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers.

Marek Rogalski zwraca jednak uwagę, że złoty zaczął się zachowywać lepiej już około 20 maja 2020 r. Wtedy też poprawiła się kondycja innych walut rynków wschodzących.

— A było to związane z tym, że na Wall Street zanegowana została formacja spadkowa. Być może więc część inwestorów zwiększyła swój apetyt na ryzyko na tyle, by zwrócić się również w kierunku rynków wschodzących. Natomiast to, dlaczego złoty tak wyraźnie umocnił się akurat we wtorek, może wynikać ze splotu okoliczności — zaznacza Marek Rogalski.

Na to, że umocnienie złotego było skorelowane z nieco wcześniejszą poprawą kondycji innych walut rynków wschodzących, wskazuje też Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

— Rynki uznały, że ryzyko systemowe krachu tak spadło, że trzeba szukać czegoś, co jest tanie. Wiadomo, że nie są to amerykańskie spółki technologiczne. Ostatnie odbicie na giełdach wygenerowali zaś inwestorzy indywidualni. Inwestorzy instytucjonalni zaczęli więc szukać czegoś, co wciąż jest przecenione, a jednym z segmentów, który nie odrobił zbyt wiele od marca, są rynki wschodzące — tłumaczy Przemysław Kwiecień.

— W przypadku euro i franka ewidentnie puściły stop lossy, co zanegowało nadejście kolejnej fali wyprzedaży złotego, po której dopiero następowałoby jego powolne umacnianie. To aspekt techniczny. Z drugiej strony nastąpiła ogólna poprawa nastrojów i sentymentu do naszego regionu, co widać również po GPW. To dwa zasadnicze powody ostatniego ruchu złotego. Można się jeszcze zastanawiać, czy nie miała nań wpływu sytuacja na rynku stopy procentowej. W ostatnich dwóch tygodniach zmieniły się oczekiwania względem dalszych obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej — mówi Marcin Kiepas, analityk Tickmill.

— Największe stop lossy na parze EUR/ PLN najprawdopodobniej zrealizowały się już we wtorek po przełamaniu 4,50 zł. W kolejnych dniach nie powinno być więc powodów do równie dynamicznego ruchu. Brak zmian stóp na posiedzeniu RPP też jest już prawdopodobnie w cenach — dodaje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

To by było na tyle

Inni nasi rozmówcy również nie wierzą w to, że umocnienie złotego będzie kontynuowane. Marek Rogalski zakłada, że euro niebawem podrożeje do 4,60 zł, a dolar — do 4,30 zł. Oznaczałoby to powrót do poziomów z marca 2020 r. — Umocnienie złotego, jakie niektórzy prognozowali do jesieni, dokonało się już z nawiązką. Gdyby złoty się umocnił o kolejne kilka groszy, to euro kosztowałoby mniej więcej tyle ile wtedy, gdy żadnej pandemii nie było i wszystko było w najlepszym porządku — uzasadnia swoje stanowisko analityk DM BOŚ. Przemysław Kwiecień i Konrad Białas nie widzą natomiast podstaw do tego, by złoty niebawem się ponownie osłabił. Zakładają utrzymanie status quo, z pewnym potencjałem do dalszego umocnienia względem dolara.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Ostatni ruch był bardzo dynamiczny i zejście poniżej 4,40 zł za euro byłoby nienaturalne. Nie powiem jednak, żeby mnie zdziwiło, bo w ostatnich tygodniach wydarzyło się wiele rzeczy, które wydawały się niemożliwe. Za to dolar ma cały czas potencjał do przeceny, bo jest przewartościowany. Jeśli ryzyko systemowe zmaleje, to amerykańska waluta powinna tanieć. Czy będzie to ruch jednolity, czy bardziej wyboista ścieżka, to już co innego. Na koniec czerwca można brać pod uwagę dolara nawet po 3,95 zł — mówi Przemysław Kwiecień.

— Dolar może zejść poniżej 4 zł, choć wiele w tej kwestii będzie zależało od notowańEUR/USD. Euro może jeszcze spaść do 4,40 zł. Natomiast nie uważam, że jest to początek trwałego ruchu skutkującego dalszym umacnianiem złotego. Spodziewam się stabilizacji kursu euro w przedziale 4,40-4,50 zł — estymuje Marcin Kiepas.

Gospodarcze realia

Rafał Benecki wskazuje na przedział 4,40- 4,45 jako kurs euro w najbliższym czasie. Konrad Białas mówi wprost: pod koniec czerwca za euro trzeba będzie zapłacić 4,45 zł.

— Obawiam się o to, jak sobie poradzi gospodarka strefy euro. Myślę, że będzie to kulą u nogi dla złotego. Na to nakładają się obniżki stóp procentowych w Polsce. Tak niskie stopy procentowe jak obecnie są dobre w gospodarkach rozwiniętych, ale nie wschodzących — uważa specjalista z DM TMS Brokers.

— Czynników negatywnych dla złotego jest sporo. Naszej walucie nie pomaga uruchomiony przez NBP program QE, słabe są dane makroekonomiczne, niekorzystnie wyglądają też informacje o nastrojach konsumentów. A nie jest tajemnicą, że nasz PKB był napędzany konsumpcją. Nie jest to bez znaczenia w sytuacji, gdy inwestycje firm prywatnych stoją, a samorządy mają problemy z niższymi wpływami podatkowymi. Także wychodzenie z dołka trochę potrwa, a żeby kurs euro wrócił poniżej 4,30 zł, rynek musiałby widzieć na horyzoncie wzrost gospodarczy wyraźnie powyżej 2 proc. Na razie jest zbyt wiele niewiadomych, by taki scenariusz zakładać. Bardziej prawdopodobne jest, że kurs złotego zszedł po prostu półkę niżej i teraz zacznie się nowa stabilizacja w oczekiwaniu na kolejne impulsy z gospodarki — tłumaczy Marcin Kiepas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane