Zmienia się gospodarcza i polityczna geografia

opublikowano: 01-07-2022, 16:34
Obserwuj w MójPB:
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Polscy producenci działający w Białorusi wciąż sprzedają swoje towary na Wschód, na Zachód nie mogą — mówi Kazimierz Zdunowski, prezes Polsko-Białoruskiej Izby Handlowo-Przemysłowej.

PB”: Czy po 24 lutego wielu członków opuściło Polsko-Białoruską Izbę Handlowo-Przemysłową?

Marek Wiśniewski

Kazimierz Zdunowski: Nie znam takiego przypadku.

Czyli wszystko działa tak jak działało przed inwazją Rosji na Ukrainę?

Oczywiście, że nie. Nie działa tak jak działało, ale to nie znaczy, że ludzie mają porzucić to, co do tej pory robili.

Jak obecnie wyglądają kontakty handlowe, gospodarcze między polskimi firmami a firmami białoruskimi? Na ile przeszkadzają temu sankcje?

Sankcje zdecydowanie przeszkadzają, a jak w tej chwili są określane? Bardzo nieparlamentarnie...

Czyli?

Mówiąc o sankcjach ludzie używają bardzo mocnych słów. Nic dziwnego — tracą przecież majątki, tracą dorobek życia, tracą firmy, tracą klientów, tracą rynki, tracą przestrzeń gospodarczą, w której dotychczas się obracali. Trudno to przyjmować ze spokojem. Takie rzeczy wzbudzają emocje, a emocje różny znajdują wyraz.

Dziś nie można po prostu prowadzić biznesu, który założyło się w Białorusi. Kupujemy na przykład komponenty, surowce, podzespoły, różne elementy do produkcji, żeby nasz produkt był lepszy i dobrze się sprzedawał, ale okazuje się, że nie dostaniemy za niego zapłaty, bo nie funkcjonuje SWIFT.

Nasza izba czuła się zaszczycona tym, że naszym członkiem został Belagroprombank, jeden z największych banków białoruskich, na tyle dobrze oceniany przez stronę polską, zarówno przez Bank Gospodarstwa Krajowego, jak też Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, że duża część pieniędzy przeznaczanych na finansowanie polskiego eksportu przechodziła właśnie przez niego. Teraz jest objęty sankcjami i trzeba szukać nowych rozwiązań.

Stomil Sanok na przykład ma specyficzną produkcję, bo dostarcza gorący surowiec z Polski, przerabia go w Białorusi na uszczelki i sprzedaje do wszystkich ważniejszych producentów, którzy wykorzystują je do lodówek, zamrażarek. Teraz jednak nie może sam sobie zapłacić za te dostawy i musi przerwać produkcję. Nie sprzedaje surowca, nie zarabia, a rynek przejmują Turcy.

Jest jakiś sposób na to, żeby w tych warunkach prowadzić jednak handel?

Jest sporo różnych sposobów, bo życie jest złożone i — może na szczęście — nie wszyscy do końca je rozumieją. Przedsiębiorcy zmniejszyli obroty, ale wciąż sprzedają towary w takim zakresie, w jakim jest to możliwe, dopuszczone przepisami państwowymi i postanowieniami Komisji Europejskiej. To samo dotyczy importu. Białoruski gaz do butli na przykład wciąż jest sprzedawany w Polsce, tyle tylko że jego ilość mocno i gwałtownie spadła.

Jest tłok na granicy, zatrzymywane są całe dostawy, zwiększyła się liczba niezbędnych dokumentów związanych tranzytem. Czasami trzeba dodatkowo oświadczać, że nie sprzeda się towaru konkretnej firmie objętej sankcjami. A jak ten towar sprzeda nasz odbiorca, to co?

Generalnie obroty są realizowane, tylko w mniejszym stopniu i w mniejszym zakresie oraz z większymi kłopotami.

Jak sobie radzą firmy, które w Białorusi zajmują się produkcją?

Jest tam kilka typów takich firm. Wszystkich polskich przedsiębiorstw jest na Białorusi około 500. Część z nich korzystała z takiego mechanizmu biznesowego — część wyposażenia, surowców czy podzespołów dostarczała do białoruskiego zakładu ze swojej fabryki w Polsce, natomiast produkty wytwarzała na szeroko rozumiany rynek wschodni. Te przedsiębiorstwa nadal spokojnie funkcjonują, tyle tylko że z przedstawionymi wcześniej trudnościami. Najważniejsze jednak, że mają rynek zbytu. Tego nikt im nie zabiera.

Zupełnie inaczej funkcjonują przedsiębiorstwa, które produkowały w Białorusi i sprzedawały na rynek Unii Europejskiej. Choćby branża meblowa, która z jakiegoś powodu została objęta sankcjami. To zdumiewające — taka na przykład firma jak Black Red White, która ma dużą fabrykę w Wolnej Strefie Ekonomicznej w Grodnie i sprzedawała meble na rynek wschodni i zachodni, teraz z zachodnim ma kłopoty. Wschodni natomiast wciąż funkcjonuje dobrze. To samo dotyczy firmy Szynaka Meble. Trudno wytłumaczyć właścicielowi, który włożył dużo pieniędzy i dużo pracy w to, żeby zorganizować tam swoje przedsiębiorstwo, że w najbliższym czasie nie będzie ono mogło sprzedać swojego produktu do Unii Europejskiej.

To tylko przykłady. Generalnie trudno dziś zrozumieć politykę polegająca na osłabianiu Białorusi przez zamykanie w niej polskich przedsiębiorstw. Przecież w ich miejsce będą wchodzić producenci z innych krajów.

Czy nie ma pan takiego wrażenia, że Białoruś jest jednak troszkę inaczej traktowana przez Zachód niż Rosja?

Tak, ale Białoruś od dawna była postrzegana jako kraj, który ma ogromny potencjał ekonomiczny, społeczny, który może być wykorzystany. Różne państwa różnie do tego podchodzą. Niemiecka ambasada na przykład wydaje wizy białoruskim pracownikom, żeby przyjeżdżali i pracowali w Niemczech. Także ambasada węgierska tak jak wcześniej wydaje im wizy. Polska ograniczyła ich wydawanie tylko do przypadków humanitarnych, wyjazdów w celach zdrowotnych i łączenia rodzin. To zdecydowanie za mało jak na obecne potrzeby.

Jakie są pana przewidywania co do najbliższej przyszłości współpracy polsko-białoruskiej?

Nie mam zielonego pojęcia. Nie potrafię nic powiedzieć na temat tego, w jaki sposób konflikt się rozwiąże, jakie będzie jego zakończenie i jakie będą skutki. Nie chcę gdybać. To, co dzieje się w tej chwili w Ukrainie, jest straszne. To jest wojna, giną ludzie, tracą majątki, tracą mieszkania, tracą dzieci, rodziny nie mają gdzie mieszkać. Na naszych oczach dokonuje się zmiana w geografii gospodarczej, a także politycznej świata. To są zmiany, które idą, które wpłyną na naszą gospodarkę, na gospodarkę naszych sąsiadów, na gospodarkę przede wszystkim całej Europy Zachodniej. To jednak już nie moja działka. Nie jestem specjalistą od strategii i polityki międzynarodowej.

Rozmawiał Bartłomiej Mayer

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcast, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji

Tym razem: „Białoruś — wróg, ale mniejszy”

Goście: Elżbieta Kacprzykowska — KUKE, Kamil Kłysiński — Ośrodek Studiów Wschodnich, Jan Strzelecki — Polski Instytut Ekonomiczny, Andrzej Szurek — wideoblog Ze Wschodu, Kazimierz Zdunowski — Polsko-Białoruska Izba Handlowo-Przemysłowa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane