300 firm na dnie, a może być gorzej

opublikowano: 07-05-2012, 00:00

Polskie firmy przestają być wypłacalne. Problem dotyka zwłaszcza przedsiębiorców z branż budowlanej, handlowej i transportowej.

Bilans zysków i strat krajowych przedsiębiorstw dokonany po pierwszych czterech miesiącach 2012 r. nie napawa optymizmem. Od stycznia do kwietnia ogłoszono upadłości 300 firm.

Największe problemy ma sektor budowlany. Odwlekające się terminy odbioru robót, a co za tym idzie opóźnienia płatnicze, nie pokrywają sporych, bieżących nakładów na wykonanie prac.

Niestety z zatorami borykają się coraz większe firmy, a to w najbliższym czasie może się odbić również na kondycji mniejszych podwykonawców — wynika z raportu opublikowanego przez firmę ubezpieczeniową Euler Hermes.

Budowlanka pod kreską

Dane pokazują, że od początku roku zbankrutowało 85 firm budowlanych. To o ponad 60 proc. więcej niż rok wcześniej.

Budownictwo jest najliczniejszą, bo stanowiącą 28 proc., branżą w zestawieniu upadłości. Z problemem niewypłacalności borykają się firmy budowlane zlokalizowane zwłaszcza w woj. dolnośląskim — upadłość ogłosiło tam 17 firm, czyli ponad połowa z regionu.

Podobnie jest w woj. śląskim, gdzie od początku roku zbankrutowało 15 przedsiębiorstw z branży (również połowa wszystkich upadłości).

Sytuacja w mazowieckim też nie rysuje się najlepiej — w sumie odnotowano tu 79 upadłości, z czego 20 w sektorze budowlanym. Spore straty poniosło woj. podkarpackie, gdzie z rynku wypadły cztery firmy budowlane. Oznacza to jednak likwidację w sumie 400 miejsc pracy.

— Przy takiej skali opóźnionych płatności, z jaką mamy do czynienia w budownictwie, zbyt wiele zależy już od dobrej woli i cierpliwości wierzycieli. Skala problemu jest coraz większa, a dopływ pieniędzy mniejszy, dlatego zdesperowani wierzyciele próbują odzyskać pieniądze w drodze postępowania upadłościowego — wyjaśnia Grzegorz Hylewicz, dyrektor Działu Windykacji w Euler Hermes.

Zatory u hurtowników

Straty odnotowali także hurtownicy. Zatory płatnicze zmusiły do ogłoszenia upadłości m.in. trzy hurtownie w woj. małopolskim, które w sumie dawały zatrudnienie 850 osobom i osiągały obroty na poziomie 380 mln zł.

— Upadłość hurtowni zawsze jest problemem, ponieważ osiągają one spore obroty, a z reguły mają mały majątek własny. Nie dysponują cennymi urządzeniamiprodukcyjnymi, teren, na którym działają, jest często dzierżawiony, a flota leasingowana. Wszystko to sprawia, że straty dostawców w razie upadłości są znaczne, i niestety — z małymi szansami na ich pokrycie — mówi Grzegorz Hylewicz.

Ale wzrost liczby upadłości daje się zauważyć również w handlu detalicznym. Kłopoty dotykają zarówno właścicieli sklepów spożywczych, odzieżowych, obuwniczych, jak i aptek.

Słaby rok w transporcie

Pogorszenie płynności finansowej widać również w sektorze transportowym. Tu wartość należności otrzymywanych w terminie spadła z 72 proc. w marcu 2011 r. do 61 proc. w marcu 2012 r.

— Wygląda na to, że po dobrym 2011 r. znowu mamy słabszy rok, przynajmniej w odniesieniu do płynności finansowej branży i orzekanych w niej upadłości. Cofnęliśmy się pod tym względem do 2010 r. — mówi Tomasz Starus, główny analityk i dyrektor Biura Oceny Ryzyka w Euler Hermes.

Dodaje, że o ile w całym 2011 r. sądy ogłosiły upadłość 17 firm transportu drogowego, o tyle w ciągu czterech miesięcy tego roku upadłości jest już 14. Są obawy, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość firm transportowych to małe, rodzinne przedsiębiorstwa, które znikają z rynku bez przeprowadzania procedury upadłościowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane