Abris żąda miliarda od Polski

opublikowano: 07-05-2018, 22:00

Fundusz domaga się przed arbitrażem w Londynie 355 mln zł za długi Warszawy. To zaokrągliło jego łączne roszczenia wobec państwa

Funduszowi Abris Capital biznes na razie najlepiej wychodzi w arbitrażach międzynarodowych. W związku z zamieszaniem wokół GetBacku, Abris, który jest jego znaczącym akcjonariuszem, nie ma ostatnio najlepszej passy. W cieniu kryzysu związanego z windykatorem toczy się sprawa, w której stawką jest przeszło 300 mln zł. W październiku ubiegłego roku fundusz notyfikował w sądzie arbitrażowym w Londynie spór z Polską w sprawie wierzytelności, jakie ma wobec Warszawy. W połowie kwietnia minął termin jego polubownego rozwiązania. Jak wynika z naszych informacji, nie doszło ani do ugody, ani nawet do spotkania stron.

SPORNE ULICE WILANOWA: Spór między Abrisem a Warszawą dotyczy m.in. działek, przez które biegnie ul. Branickiego, jedna z głównych ulic Miasteczka Wilanów, oraz terenów, gdzie planowana jest południowa obwodnica stolicy.
Wyświetl galerię [1/2]

SPORNE ULICE WILANOWA: Spór między Abrisem a Warszawą dotyczy m.in. działek, przez które biegnie ul. Branickiego, jedna z głównych ulic Miasteczka Wilanów, oraz terenów, gdzie planowana jest południowa obwodnica stolicy. Fot. Marek Wiśniewski

Ze Sztokholmu do Londynu

Sprawa wierzytelności ma długą metrykę, sięga początków obecnej dekady i wiąże się z innym arbitrażem, wytoczonym Polsce przez Abris — dotyczącym FM Banku PBP, którego był właścicielem. W 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego, za złamanie zobowiązań inwestorskich, odebrała funduszowi prawo głosu z akcji i nakazała sprzedaż banku, co stało się dwa lata później. Abris uznał, że działanie nadzoru doprowadziło do bezprawnego wywłaszczenia z biznesu i, powołując się na umowę o ochronie inwestycji, wystąpił ze skargą do arbitrażu międzynarodowego o 2 mld zł odszkodowania.

Latem ubiegłego roku sąd arbitrażowy w Sztokholmie stwierdził, że faktycznie prawa inwestora zostały naruszone i dał czas stronom na porozumienie się co do wysokości odszkodowania. Ponieważ do rozmów w ogóle nie doszło, jesienią sędzia zasądził na rzecz poszkodowanego ponad 700 mln zł rekompensaty za sprzedany bank. Polska odwołała się od wyroku do sądu powszechnego w Sztokholmie. Przymusowa sprzedaż FM Banku PBP, prowadzona pod presją czasu, gdyż nadzór wyznaczył nieprzekraczalne terminy zamknięcia transakcji, była dla funduszu tym boleśniejsza, że istotną część bilansu stanowiły wierzytelności o szacunkowej wartości 200 mln zł.

Bank kupił je w 2011 r. od Polnordu. Były to wierzytelności dewelopera wobec Warszawy, wynikające z wywłaszczenia z działek pod drogi w miasteczku Wilanów, gdzie budował mieszkania. Prawidłowość roszczeń potwierdził sąd administracyjny 9 lat temu. Była to zresztą tylko część wierzytelności Polnordu wobec miasta z tytułu wywłaszczenia. W 2012 r. spółka uzyskała za nie odszkodowanie od ratusza. Inaczej było z portfelem długów w abrisowym banku — Warszawa odmówiła zapłaty i zakwestionowała roszczenia funduszu. Sprzedając FM Bank PBP w kwietniu 2015 r., Abris musiał wykroić z bilansu sporne wierzytelnościi przenieść je na swoją książkę. Spadek wartości aktywów przełożył się na cenę. Kosztowna była też sama operacja przenoszenia wierzytelności.

39 grzywien

Do dnia zamknięcia transakcji nie udało się zakończyć sporu, który zresztą trwa do dzisiaj. Odbyło się kilkadziesiąt rozpraw przed WSA i NSA, w których Abris najpierw wnosił o ustalenie obowiązku ratusza do wypłaty odszkodowania, a potem o sporządzenie wyceny wywłaszczonych działek. Z akademickiego punktu widzenia, historia sporu jest interesującą opowieścią o wykorzystywaniu kruczków prawnych przez Warszawę, w celu uniknięcia wypłaty odszkodowania, poprzez przedłużanie postępowania. Po ośmiu latach procesów spawa wróciła do punktu wyjścia, gdyż miasto ponownie odmówiło uznania roszczeń.

Prawna ekwilibrystyka ma swoją cenę: sądy administracyjne 39 razy stwierdziły rażące naruszenie prawa przed prezydenta Warszawy, co łącznie z kwotami zasądzonymi na rzecz Arbisu kosztowało budżet miasta 150 tys. zł. Grzywny, w łącznej wysokości 50 tys. zł, musiał zapłacić też wojewoda mazowiecki,również za rażące naruszenie prawa. Kary posypały się za niestosowanie się do orzeczeń sądów. To jednak drobniaki wobec kwoty głównej i odsetek. Na koniec 2016 r. audytor oszacował wartość wierzytelności na ponad 200 mln zł. Do tego dochodzą odsetki w kwocie przeszło 130 mln zł. Łącznie Abris domaga się przed arbitrem wypłaty odszkodowania w wysokości 355 mln zł. Sprawa arbitrażu wynikła w trudnym momencie dla administracji państwowej. Postępowaniami arbitrażowymi zajmuje się Prokuratoria Generalna, ale formalnie państwo reprezentował minister skarbu. Obecnie nie wiadomo, w czyich kompetencjach leży sprawa. Prokuratoria podlega KPRM, natomiast nie zostało rozstrzygnięte, kto ma być stroną sporu — czy resort infrastruktury, czy inwestycji i rozwoju, czy spraw wewnętrznych i administracji.

Sprawiedliwość z Legionowa

Fundusz nadal liczy, że spór uda się zakończyć bez odwoływania się do arbitrażu. Przed miesiącem wojewoda mazowiecki wyłączył z procesu warszawski ratusz — ze względu na stronniczość (rozstrzyga we własnej sprawie — i przerzucił gorący ziemniak staroście legionowskiemu. Abris spodziewa się, że Legionowo, obeznane z wywłaszczeniami w związku z licznymi inwestycjami, szybko zleci operat szacunkowy spornych wilanowskich działek. Starosta ma na to dwa miesiące. Pytanie jednak, czy w związku ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi urzędnicy rzeczywiście będą skorzy do szybkiego wydawania decyzji w sprawie, która w sądach jest od ośmiu lat? Nie bez znaczenia może być fakt, że starosta nosi te same barwy partyjne, co prezydent Warszawy. Kontekst polityczny może być ważniejszy, niż się wydaje. Część osób znających sprawę uważa, że wojewoda wybrał właśnie Legionowo w rewanżu za przegrane z kretesem, firmowany przez PiS referendum w sprawie włączenia miasta do metropolii warszawskiej.

Miliardy w arbitrażach

Polska zajmuje ósme miejsce na świecie i trzecie w UE na liście państw najczęściej pozywanych w arbitrażach inwestycyjnych. Ze sprawozdania Prokuratorii Generalnej wynika, że w 2017 r. toczyło się osiem spraw na wniosek inwestorów, którzy wystąpili z roszczeniami wobec skarbu państwa, oraz cztery postępowania postarbitrażowe. Łączne roszczenia wynoszą 15,5 mld zł (zsumowana kwota, obejmująca odszkodowanie za zerwany kontrakt na Caracale) i 451 mln EUR. Najgłośniejszy i najbardziej kosztowny był dotychczas spór z grupą Eureko, zakończony polubownie w 2009 r. Polska wydała na obsługę prawną 23 mln zł. Wydatki państwa na spór z Abrisem w sprawie FM Banku PBP wyniosły 8,2 mln zł (stan na październik 2017 r.) W marcu tego roku Trybunał Sprawiedliwości UE wydał ważny wyrok w sprawie ochrony zagranicznych inwestycji (koncern Achmea vs Słowacja), korzystny dla takich krajów jak Polska, będących importerami kapitału. Ogranicza on możliwość występowania do arbitraży międzynarodowych. Prezes Prokuratorii Generalnej w rozmowie z PAP powiedział, że wyrok dotyczy 90 proc. spraw z udziałem Polski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Abris żąda miliarda od Polski