Afera WGI obnaża słabości rynku

Adrian Boczkowski
opublikowano: 17-09-2009, 00:00

Za aferę WGI nikt nie poniósł dotąd żadnej odpowiedzialności. Straty klientów szacuje się na 200-300 mln zł.

Bernard Madoff, twórca piramidy finansowej w USA, w błyskawicznym tempie został skazany na 150 lat więzienia. Praktycznie cały majątek Madoffa i jego żony poszedł na zaspokojenie roszczeń poszkodowanych. Tymczasem w Polsce przez ponad trzy lata ponad tysiąc inwestorów nie może doczekać się finału najgłośniejszej afery naszego rynku kapitałowego — upadłości specjalizującego się w inwestycjach walutowych WGI DM. Nikt nie poniósł żadnej odpowiedzialności, choć byli klienci brokera, którzy powierzyli mu w zarządzanie oszczędności, wyliczają straty na ponad 300 mln zł.

 

Brakuje specjalistów

Nieefektywność polskiego wymiaru sprawiedliwości w obliczu skomplikowanych przestępstw gospodarczych poraża. Brakuje specjalistów od rynku kapitałowego oraz współpracy międzynaro- dowej.

— Łatwiej ukarać za podciągnięcie giełdowego kursu jedną akcją. Odpowiedzialność za wielomilionowe przestępstwa rozmywa się. Potwierdza to przykład postępowania wobec szefów WGI DM. Obecny system zachęca do przekrętów — mówi nam były prokurator, a obecnie adwokat, który prosi o anonimowość.

Anonimowość to zresztą podstawowy warunek naszych rozmówców. Wszyscy obawiają się procesów sądowych, jakimi byli prezesi WGI skutecznie zniechęcają osoby do wypowiadania się na temat tej sprawy.

 

Wciąż duże manko

W lutym Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych uruchomił wypłaty dla poszkodowanych przez WGI DM z systemu rekompensat — łącznie 30 mln zł. Dzięki staraniom Lechosława Kochańskiego, syndyka WGI Consulting (WGI DM kupował dla klientów niezabezpieczone obligacje tej firmy), wysiłkom Komisji Nadzoru Finansowego i sprawności amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości udało się zwrócić poszkodowanym dodatkowe 40 mln zł z zablokowanych w USA kont WGI Consulting. Co się stało z resztą pieniędzy? Tego wciąż nie wiadomo. Łącznie trafiło więc do poszkodowanych około 70 mln zł. Tymczasem ostateczna prawomocna lista wierzycieli wskazuje na ponad 200 mln zł.

— W USA sprawa zamknęła się w ciągu dwóch lat, a sąd użył mocnych słów: oszuści i defraudacja. Skonfiskowano i zwrócono też 16,5 mln USD. I to wszystko pomimo braku nacisków opinii publicznej czy łatwego dostępu do świadków — mówi jeden z byłych klientów WGI DM.

 

Komedia pomyłek

Materia działalności WGI DM i WGI Consulting nie jest prosta. Tok sprawy w realiach krajowego wymiaru sprawiedliwości budzi jednak irytację.

— To komedia pomyłek lub celowe działania, podobnie jak w sprawie Olewnika, gdzie policja szukała mordercy tak, by go nie znaleźć, czy jak w aferze FOZZ, gdzie gra toczyła się o przedawnienie sprawy — mówi jeden z byłych klientów WGI DM.

Podaje przy tym ciekawe wątki prowadzenia postępowania przygotowawczego w prokuraturze, które udało nam się potwierdzić także w innych źródłach.

— Najpierw sprawę prowadziła pani prokurator, która napisała wniosek o areszt dla członków zarządu WGI DM w taki sposób, że mój adwokat złapał się za głowę. Podczas rozprawy twórcy WGI odzyskali wolność, którą wciąż się cieszą. Potem śledztwo prowadził prokurator, dla którego sprawa WGI była jedną z wielu afer i fizycznie nie mógł jej poświęcić zbyt wiele czasu. Następnie powołano biegłego do badania ksiąg WGI, podczas gdy powinno się zbadać kwestię przepływów pieniędzy. Dodatkowo, zatrudniono do tego procesu starszego pana z wynagrodzeniem liczonym na godzinę. To zachęcało do przewlekania badania — relacjonuje nasz rozmówca.

Nie tylko nieznajomość nowoczesnych instrumentów finansowych przez biegłego nie podobają się obserwatorom sprawy WGI.

— Po dwóch latach biegły dochodził już do końcowych konkluzji, ale najwidoczniej nie były one komuś na rękę. Wtedy (sierpień 2008 r.) pani prokurator przesłuchała biegłego jako świadka. Ten sprytny ruch nie wniósł nic do sprawy, ale całą pracę biegłego wrzucił do kosza. Sąd nie może przecież wziąć pod uwagę raportu eksperta, który jest świadkiem. Od stycznia sprawą WGI zajmuje się kolejna pani prokurator i można mieć tylko nadzieję, że nie pójdzie drogą poprzedników — żali się jeden z naszych rozmówców.

 

Pozwy w drodze

Poszkodowani w aferze WGI będą dalej walczyć o odzyskanie reszty oszczędności. Lista wierzycieli oparta jedynie na wpłatach i wypłatach (brakuje w niej zysków i strat) została zatwierdzona przez sąd i jest już prawomocna (200 mln zł). Zbiorowe pozwy byłych klientów wobec KDPW to kwestia miesięcy. Sąd przyznał już nawet pierwsze odszkodowanie na tej podstawie. Ale to nie wszystko.

— Wkrótce złożę do KNF wniosek o unieważnienie przyznania WGI licencji domu maklerskiego. Nadzór pewnie odmówi, by nie przyznać się do błędu. Wtedy uderzymy do Sądu Administracyjnego. Wygrana otworzy drogę do otrzymania odszkodowania od skarbu państwa — mówi nam członek zarządu Stowarzyszenia WGI Wierzyciele.

Co z odpowiedzialnością trzech byłych szefów WGI?

— Wreszcie jest szansa na rozpoczęcie procesu karnego. Obserwując jednak przebieg postępowania przygotowawczego, wątpię, by ci panowie spędzili chociaż kilka lat w więzieniu. Ich bezkarność zburzyłaby do końca naszą wiarę w sprawiedliwość — mówi jedna z byłych klientek WGI DM, która z kilkuset tysięcy złotych odzyskała do tej pory jedynie 15 tys. zł.

Afery finansowe ostatnich lat

INTERBROK

 

W firmie inwestycyjnej, która z hukiem upadła w 2007 r., ponad 600 klientów utopiło więcej niż 250 mln zł. Wśród nich można znaleźć m.in. satyryka Tadeusza Drozdę, Stanisława Paszczyka (były szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego) i Marka Ungiera (szef gabinetu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego). Rozwojowi Interbroka sprzyjała iluzja elitarnego klubu (nowym klientem mogła zostać jedynie osoba polecona przez obecnego klienta) oraz prezentowanie wysokich zysków nawet podczas realnych pokaźnych strat.

NETFOREX

 

Ta firma inwestycyjna zbankrutowała w 2007 r. w tajemniczych okolicznościach. Straty inwestorów sięgają kilkudziesięciu milionów złotych (wiceprezes mówił w sądzie o zobowiązaniach wysokości 40 mln zł). Podobnie jak w przypadku Interbroka, spółka nie posiadała licencji maklerskiej, więc działała nielegalnie. Klienci Netforeksu, podobnie jak poszkodowani przez Interbroka, domagają się pieniędzy od banków pośredniczących w feralnych transakcjach.

"AFERA 100 SEKUND"

 

4 lutego 2004 r. w niecałe dwie minuty 280 mln zł obrotu na kontraktach nominowało nasz rynek do miana najpłynniejszego na świecie. Najpierw notowania mocno tąpnęły, by później jeszcze mocniej wystrzelić w górę. Pozwoliło to tajemniczemu inwestorowi z Wysp Dziewiczych zarobić blisko 3 mln zł kosztem kilkuset inwestorów. Umożliwił mu to pracownik BDM (obecnie DM PKO BP), który bezprawnie skorzystał z uprawnień zaprzyjaźnionego maklera i wysłał na GPW potężne zlecenia. Broker musiał pokryć stratę klienta, na którego rachunek złożono feralne zlecenia (około 4 mln zł).

Łukasz Dajnowicz: Robimy, co możemy

1Czy KNF nie ma odczucia, że przeciągająca się sprawa WGI zachęca innych do zejścia z drogi prawa?

Zajmujemy się wykrywaniem nadużyć na rynku kapitałowym, ale nie dysponujemy uprawnieniami prokuratorskimi w postępowaniu karnym i nie mamy uprawnień dochodzeniowo-śledczych. Na podstawie zebranego materiału dowodowego pozwalającego uzasadnić podejrzenie przestępstwa kierujemy zawiadomienie do prokuratury. Szybkość naszej reakcji można ocenić np. na podstawie sprawy "100 sekund" (zawiadomienie z materiałem dowodowym poszło następnego dnia) czy "fixingu cudów JP Morgan" (materiał dowodowy, również z zagranicy, zebraliśmy w tydzień). Później czynności i decyzje podejmuje prokuratura i sąd.

 

2Co KNF zrobiła, aby pomóc poszkodowanym w sprawie WGI? Niektórzy klienci zarzucają urzędowi brak determinacji w ukaraniu winnych.

Jeśli chodzi o WGI, to UKNF po przejęciu we wrześniu 2006 r. nadzoru nad rynkiem kapitałowym zrobił wszystko, co się dało, aby pomóc poszkodowanym. Wystąpiliśmy z powództwem cywilnym przeciwko członkom władz WGI. Przyczyniliśmy się do wypłaty rekompensat przez KDPW. Przy naszym udziale środki zablokowane po upadłości WGI Consulting w amerykańskiej Wachovii wróciły do Polski. Uczestniczymy na prawach pokrzywdzonego w postępowaniach karnych toczących się przeciwko osobom związanym z WGI. Pytanie, co jeszcze moglibyśmy zrobić, dysponując takimi a nie innymi uprawnieniami?

rzecznik Urzędu KNF

Ogranicza nas system prawny

Nie ulega wątpliwości, że postępowania długo u nas trwają. Wynika to z kręgu kultury prawnej, w jakim się znajdujemy. Nie ma tu miejsca na domniemania i uproszczone procedury. Wszystko musi być udowodnione ponad wszelką wątpliwość. Dochodzi do tego brak specjalistycznych kompetencji po stronie wymiaru sprawiedliwości o zdarzeniach na rynku kapitałowym, co jest potrzebne do zrozumienia istoty zjawisk. Czasem jednak publiczność ulega wrażeniu manipulacji, przestępstwa, choć zależy to przecież od intencji konkretnej transakcji. W przypadku skazania Madoffa sprawę ułatwiła prostota sprawy, możliwość zastosowania przyspieszonego trybu postępowania i przyznanie się oskarżonego. Skomplikowanie sprawy wydłuża jednak czas postępowania.

Na krajowym rynku kapitałowym przestępstwa nie są marginesem, ale ich skala nie jest jednocześnie duża. Są natomiast wyraziste i negatywnie wpływają na rozwój rynku. Trzeba z nimi walczyć, ale trudno wskazać bez głębszej analizy konkretne działania, które miałyby podnieść efektywność karania za przestępstwa na rynku kapitałowym.

Ludwik Sobolewski

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu