American dream Turka w Polsce

opublikowano: 28-01-2022, 14:59

Maho przyjechał do Polski 30 lat temu. Zaczynał od budki z kebabami na Dworcu Centralnym w Warszawie, potem tworzył kolejne punkty gastronomiczne. Dziś prowadzi własne przetwórstwo mięsa, hurtownię, sklep i dwie restauracje. Lokal o nazwie Meat Point działa w stolicy, niedawno otworzył w Łodzi tureckie delikatesy połączone z restauracją.

Gusta:
Gusta:
Restaurator, który przybył do Polski w latach 90., zaobserwował, że nasze preferencje kulinarne różnią się od tureckich: wolimy mniej ostro, bardziej tłusto, z sosem i kapustą zamiast sałaty. Ahmet Maho Kazkondu, właściciel m.in. restauracji Meat Point, to zaakceptował i zaadaptował turecką tradycję do polskiej kuchni.
K.Jarczewski

Ahmet Maho Kazkondu, nazywany Maho, urodził się w tureckim miasteczku, w którym najprostszą ścieżką zawodową, wybieraną przez większość mężczyzn, była praca w kopalni. Miał jednak marzenie – zdobył zawód kucharza i rzeźnika, założył knajpkę z kebabem. Na początku lat 90. odwiedził go znajomy z żoną Polką. Maho usłyszał o popularności kebaba w Niemczech i o tym, że w Polsce to jeszcze potrawa nieznana. A interes nie szedł najlepiej.

Jeśli nie uda się w Polsce, będę bliżej Niemiec – pomyślał ówczesny dwudziestoparolatek. I wsiadł w samolot do Warszawy, by jako pierwszy robić tu kebab.

Pionier

Na patyku:
Na patyku:
Kebab przypomina szaszłyki z egzotyczną nutą.
K.Jarczewski

– Pierwsze pięć-sześć lat w Polsce to był ciężki czas. Skończyła się wiza, pieniądze, nie miałem gdzie mieszkać. Trudno mi było nauczyć się języka, zdarzało się, że pracowałem tylko za jedzenie, za spanie. Nie wstydzę się tych wspomnień o biedzie, bo zaznałem jednocześnie mnóstwa dobra, pomocy i wsparcia, bez których nie przetrwałbym, a dobrem staram się dzielić dalej – podkreśla przedsiębiorca.

Codziennie wstawał o piątej rano i jechał na bazar po zakupy – wołowinę i warzywa, które doprawiał czosnkiem i oregano zgodnie z tradycyjnym tureckim przepisem. Wtedy jednak polskie podniebienia nie były gotowe na danie, które dziś jest kulinarnym ratownikiem studentów uczących się do sesji i spragnionych szybkiego posiłku pracowników korporacji, którzy mają zbyt krótką przerwę na lunch.

Pierwszy biznes padł. Pracując u innych, Maho zaczął obserwować i uczyć się, czego oczekują podniebienia mieszkańców środkowej Europy, choć w tureckich budkach żywili się też jego rodacy budujący swoje handlowe biznesy nad Wisłą. Polskie preferencje kulinarne różnią się od tureckich: wolimy mniej ostro, bardziej tłusto, z sosem i kapustą zamiast sałaty. Maho to zaakceptował i zaadaptował turecką tradycję do polskiej kuchni. Dzięki temu, krok po kroku, zbudował w Warszawie sieć kilku punktów z kebabem. Pomagał też innym w tworzeniu lokali, a ponieważ potrzebowali dostaw mięsa, doszedł do wniosku, że czas na własną produkcję – w 2005 r. w Halinowie powstały MBM Zakłady Mięsne Maho. W 2009 r. otworzył w Warszawie restaurację Maho. Trudny czas jednak się nie skończył.

– Już przed przyjazdem do Polski nie miałem jednej nerki. W 2012 r. choroba powróciła, przez kolejnych osiem lat musiałem walczyć o zdrowie. Sprzedałem restaurację, sprowadziłem z Turcji syna, który przejął kontrolę nad zakładem. W 2020 r. miałem przeszczep, a gdy tylko zdrowie pozwoliło, wróciłem do pomysłu otwierania restauracji – opowiada Maho.

Meat Point:
Meat Point:
Lokale w Warszawie i Łodzi powstały w 2021 r., lecz już doczekały się stałych klientów – zapewnia właściciel restauracji.
K.Jarczewski

Dziś w skład jego biznesu wchodzi sklep mięsny w Warszawie, hurtownia w Raszynie, masarnia w Radomiu, sklep internetowy Harbi Meat i dwie restauracje – lipcu 2021 r. otworzył Meat Point w Centrum Łopuszańska 22, w grudniu zainwestował w Łodzi.

Skrzyżowanie szlaków kulinarnych

Koncept kulinarny:
Koncept kulinarny:
Maho otworzył w Łodzi delikatesy spożywczo-orientalne z możliwością zjedzenia posiłku na miejscu.
K.Jarczewski

Miasto w centrum Polski, z dużą liczbą obcokrajowców, przyciągnęło uwagę restauratora.

– Ważna była informacja zwrotna z naszego sklepu internetowego – to z Łodzi przychodziło najwięcej zamówień, dlatego zdecydowałem się otworzyć tu kolejny lokal – wyjaśnia Maho.

W realizację tego projektu włożył 4,5 mln zł, choć łódzki Meat Point nie znajduje się na ulubionym szlaku koneserów, tylko przy ulicy Krótkiej na Bałutach. To specjalistyczny sklep spożywczo-orientalny z możliwością zjedzenia posiłku na miejscu. Nie bar, lecz miejsce z wydzieloną salą na spotkania biznesowe, z pokojem w tureckim stylu. W części delikatesowej można kupić zarówno świeże mięso (wołowinę, jagnięcinę, drób), jak również sery, wędliny, mrożonki. Działa od grudnia 2021 r.

– Choć jesteśmy w Łodzi tylko półtora miesiąca, około 90 proc. klientów to stali bywalcy, Polacy. Szczerze mówiąc, jestem tym pozytywnie zaskoczony. Sądzę jednak, że gdybyśmy nie trafili w ich gust, nie byłoby ich aż tylu – podkreśla restaurator.

Podniebienia znad Wisły:
Podniebienia znad Wisły:
Dania w restauracjach Meat Point nieco odbiegają od tradycyjnej kuchni tureckiej, bo Maho bierze pod uwagę preferencje kulinarne Polaków.
Krzysztof Jarczewski

Goście znajdą tu m.in. karniyarik – to smażony bakłażan z mięsem mielonym, cebulką, pietruszką, czosnkiem i pomidorem, kasarli köfte – grillowane mięso mielone z serem kaszar, lahmacun – rodzaj tureckiej pizzy, turlu – mieszany gulasz warzywny. Zimne przekąski to m.in. hummus, grillowane cukinie i bakłażany w sosie jogurtowo-czosnkowym, ispanak – duszony szpinak z czosnkiem i cebulą w sosie jogurtowym. Do dań podawana jest turecka herbata w maleńkich szklaneczkach w kształcie tulipanów i chleb posypany czarnuszką i sezamem, który najlepiej smakuje rwany palcami.

– Tak jak nie ma jednej kuchni polskiej, bo np. góralska różni się od śląskiej, tak różnią się potrawy z różnych stron Turcji. Dania w naszych restauracjach też odbiegają od tradycyjnej kuchni kraju mojego pochodzenia. Akceptuję to, że klient daje nam znać, co mu smakuje. Nie oznacza to jednak, że nie chcę pokazywać i uczyć gości, czym jest tradycyjne tureckie jedzenie, pachnące aromatami mojego rodzinnego kraju – podkreśla właściciel Meat Point.

Tradycja i zmiany

Poranne biesiadowanie:
Poranne biesiadowanie:
Podczas weekendowego tureckiego śniadania przed gośćmi staje kilkanaście miseczek, więc nie da się go zjeść szybko. Można czerpać przyjemność ze spokojnego posiłku z rodziną i przyjaciółmi.
K.Jarczewski

W nowej restauracji przedsiębiorca zamierza wprowadzać ciągłe i starannie przemyślane zmiany.

– Mamy wielu gości Turków, którzy szukają zapachu domu, ale zależy nam bardzo na polskich klientach. A oni coraz częściej kupują turecką kawę, herbatę, oliwki, miód, chałwę. Wiele osób przychodzi, szukając wspomnień, smaków z wakacji – mówi biznesmen.

Każdy, kto chce zabrać odrobinę Turcji do domu, dostanie ją – np. mięso doprawione na życzenie. W restauracji uczą też chętnych, jak się je po turecku, np. ściągania szaszłyka ze szpady na talerz chlebem. Ponieważ Maho zauważył, że Polacy lubią widzieć, jak przygotowywane są potrawy, które zamawiają, kuchnia jest otwarta i goście mogą obserwować kucharzy przy pracy.

Otwarta kuchnia:
Otwarta kuchnia:
W Meat Pointach można obserwować kucharzy przy pracy.
K.Jarczewski

W łódzkiej restauracji pracuje kilkanaście osób, docelowo pracowników będzie przynajmniej dwa razy więcej – to międzynarodowe towarzystwo mówiące po polsku, turecku, angielsku.

– Będziemy stawiali na krótkie, często zmieniające się menu, by klient przychodzący codziennie jadł każdego dnia coś innego. Chcemy też pokazywać turecką tradycję powolnego biesiadowania, żeby goście czerpali przyjemność ze spokojnego posiłku w gronie znajomych – podkreśla restaurator.

Stąd pomysł na weekendowe tureckie śniadania, kiedy każdy gość lokalu częstowany jest herbatą w małych szklaneczkach, do wyboru jest też orientalna kawa i przygotowywany na miejscu ajran, czyli napój z jogurtu podawany w miedzianych dzbanuszkach. A śniadanie to kilkanaście miseczek, więc nie da się go zjeść szybko.

Orientalna zastawa:
Orientalna zastawa:
Do dań podawana jest turecka herbata rozlewana z miedzianych czajniczków do maleńkich szklaneczek w kształcie tulipanów.
K.Jarczewski

Maho nadal codziennie wstaje o piątej. Objeżdża firmy, jedzie do Łodzi, by poznawać kulinarne preferencje klientów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane