Aniołki biznesu

Anna Popek
opublikowano: 2005-01-21 00:00

Początek bywa różny, różnie też się rozwija. Jednak panie, które mają podobne przekonania, wiele mogą wspólnie zrobić. A raczej zarobić...

Anna Bigott i Marta Olszewska poznały się w siłowni. Dogadały... przy kawie. Obie szukały pomysłu na biznes. Ania — po ekonomii — miała już doświadczenie w zarządzaniu własną firmą: prowadziła zakład produkujący szkła ozdobne i kryształy. Na rynku jednak pojawiły się wyroby czeskie — produkcja przestała być opłacalna. Marta, która zanim skończyła ekonomię, uczyła się w szkole muzycznej, myślała o otwarciu prywatnej szkoły muzycznej. Efekt wspólnych dyskusji — prywatna szkoła... języków obcych i biuro tłumaczeń — Lingwejon. Wówczas, w 2000 r. na rynku była spora luka.

Co chciały zapewnić w szkole? Dobre warunki nauki, dostosowanie oferty do bardzo różnych — i tak naprawdę dopiero rodzących się — potrzeb klientów, nawet doradzanie, jaki sposób pracy byłby optymalny. A w biurze — ich intencją było stworzenie firmy, w której tłumaczyć można by było we wszystkich językach. Od początku miały więc chiński, japoński, hebrajski, mongolski — również w ujęciu biznesowym, technicznym czy prawniczym. Jednym z pierwszych klientów był duży polski holding — ktoś odpowiedzialny w tej firmie za szkolenia znalazł za wycieraczką ich ulotkę i zadzwonił. Współpraca trwa do dziś. Teraz jednak nie drukują ulotek — po badaniach marketingowych, po przeprowadzonych ankietach, a także po tym, jak wypróbowały całą gamę środków reklamowych — doszły do wniosku, że w ich sektorze najskuteczniejsza jest reklama selektywna. Chociaż zakładały, że z ich usług korzystać będą głównie klienci indywidualni — teraz 95 proc. „uczniów” przysyłają korporacje. Nic dziwnego, firmom szczególnie zależy na skutecznym nauczaniu swoich pracowników — a po kursach w Lingwejonie zdają wszyscy, nawet jeśli egzaminatorem jest Centrum Egzaminacyjne Londyńskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Jak w książce

A co ze stereotypem, że babskie kłótnie mogą zniszczyć każdą spółkę? Przede wszystkim wspólniczki nie rywalizują ze sobą, za to konsekwentnie dzielą na pół koszty i zyski. Jeżeli odczuwają nadmiar kontaktów — nie widują się przez kilka dni. Ale to sytuacje sporadyczne. Zazwyczaj jest odwrotnie — spotykają się po pracy, żeby omówić sposób postępowania i ustalić, co robić w sytuacjach kryzysowych. Rozmawiają ze sobą — nie szukają porad na zewnątrz. Czasem, któraś ma kryzys, nie wierzy w sukces, chce odpuścić — wtedy druga ją mobilizuje.

Jest to zresztą zgodne z tym, co piszą w swojej pracy „Kobiecy styl zarządzania w Polsce” (publikacja w piśmie „Kobieta i Biznes”) Joanna Brol i Monika Kosior z Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu: kobiecy styl zarządzania cechuje się komunikatywnością, mężczyźni zaś zazwyczaj nie doceniają „czynnika ludzkiego” w zarządzaniu zespołem. Kobiety wykorzystują swoje zdolności interpersonalne, inteligencję emocjonalną, empatię. Szefom w spódnicy łatwiej pójść na kompromis...

Sztuczki na bok

Skoro tak dużą wagę przykładają do relacji z innymi, dbałości o dobre samopoczucie współpracowników i o komunikowanie stanów emocjonalnych, to czy mogą być poważnie traktowane w biznesie? Zwłaszcza jeśli są młode, atrakcyjne, zadbane? Tak, ale... Na spotkania z klientami, zwłaszcza na pierwsze, ubierają się tak, by nie podkreślać kobiecych walorów. Nie flirtują, nie stosują „kobiecych sztuczek” — zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika. Do potrzeb klienta podchodzą rzetelnie, kompetentnie z szacunkiem i wyczuciem — budzi to respekt.

Monika Janowska i Ola Pawłowska z agencji public relations Point of View starannie przygotowują się do spotkań z klientami. Odpowiednio dobierają także strój. Ma podkreślać wiarygodność merytoryczną nie kobiecość, ale bez epatowania męskością. Ich praca to tworzenie czyjegoś wizerunku — dbają więc o swój: uczesanie, dobre buty, torebki czy notes. Są eleganckie. I słusznie. Jak wynika z cytowanych wyżej badań, kobieta nadmiernie korzystającą z tradycyjnego sztafażu męskiego postrzegana jest jako nieuprzejma, surowa i oschła. Co wpływa na niekorzystny odbiór? Strój, brak makijażu, „męski” sposób bycia czy podawanie ręki. A w komunikacji? Na oznajmianiu, nie zaś uzasadnianiu, którego celem jest zwycięstwo, a nie kreowanie stosunków opartych na szacunku.

Naturalnie kobiety łatwiej nawiązują kontakty z partnerami, nie traktują klienta jak przeciwnika. I właśnie komunikacja to mocna strona Point of View. Właścicielki agencji nie kryją, że podczas pierwszej rozmowy lubią ten moment, kiedy spojrzenie klienta z rozbawionego i zaciekawionego w stylu „co też te śliczne panie mogą powiedzieć o moich poważnych problemach” zmienia się w spojrzenie pełne zaskoczenia, a potem szacunku.

Wewnętrzny sufler

Intuicja — uchodzi za cechę typowo kobiecą. I świetnie sprawdza się w biznesie. Ola — zodiakalna ryba (o ile ma to jakieś znaczenie) — wykorzystywała ją przy naborze nowych pracowników dla firmy Burson Marsteller. Jej szefowie szybko zorientowali się, że ma wyczucie — pozwolili jej rozwijać się. Zresztą intuicja podpowiedziała jej, żeby przyjąć do pracy Monikę Janowską — swoją obecną wspólniczę. Monika — po kilku latach pracy — postanowiła założyć własną firmę PR. Powiadomiła o tym swoją przełożoną, która była wówczas wicedyrektorem i właśnie wróciła z urlopu macierzyńskiego. Ola w firmie miała sytuację, o jakiej można tylko marzyć — pełna swoboda w układaniu kalendarza zajęć, doskonale znany zakres obowiązków, stabilizacja. I to właśnie stało się przeszkodą —stwierdziła, że skoro ma pracować, a nie być z dzieckiem w domu, to woli robić coś bardziej inspirującego. Postanowiła, że wspólnie z Moniką podejmie wyzwanie.

Podobnie rozumieją współczesny public relations i nowoczesne tworzenie wizerunku. Przykładają ogromną wagę do konstruowania komunikatu adekwatnego do charakteru produktu, potrzeb i celów klienta. Kluczowe jest pierwsze spotkanie — często klient chce np. zorganizować konferencję prasową. Po rozmowie okazuje się, że nie jest potrzebna, wskazany natomiast byłby spójny plan innych działań PR, który wydobyłby wszystkie atuty klienta. Dlatego wspólnie zastanawiają się, co jest celem działań firmy, jakie ma walory i jak można je wyeksponować, jak wzmocnić słabe punkty i jaką obrać metodę komunikacji firmy z otoczeniem.

Atut w różnicy

Pierwszy kontakt to: wysłuchanie, przeanalizowanie, wyczucie intencji i wyciągnięcie wniosków. Charakter drugiego spotkania w dużym stopniu zależy od... intuicji. Ważny jest bowiem wybór sposobu prezentacji czy nawet języka — do jednych przemawia projekcja slajdów, inni wolą arkusze Power Point, jeszcze inni zwięzły język i zwykłą tablicę. Intuicyjnie wybierają więc metodę prezentacji i osobę, która jej dokona.

W zarządzie Point of View jest także Dariusz Sobczyński — zaproszony do współpracy przez obie panie. Absolwent politechniki, umysł analityczny, lubi skupić się na jednym zadaniu i doprowadzić je do końca. Preferuje linearny sposób pracy — jego wspólniczki mają większą zdolność zajmowania się równolegle kilkoma sprawami z różnych dziedzin.

Podobne różnice zauważalne są także w sposobie pracy osób zatrudnionych w agencji — mężczyzn trzeba motywować częściej, dawać im konkretne, poważne, „męskie” zadania. Kobiety z kolei dłużej mogą pracować bez motywacji, ich ego nie musi być często podbudowywane. Potwierdza to także dr Ewa Lisowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, prezes Międzynarodowego Forum Kobiet, która przeprowadzała badania nad różnicami w sposobie pracy kobiet i mężczyzn. Wnioski z jej obserwacji — dla pań ważniejsza od spektakularnego sukcesu była dobra atmosfera w pracy i współpraca, a nie współzawodnictwo. Większą wagę przywiązują też do dobrej komunikacji i wymiany informacji.

Lider z dziećmi

Doświadczenia Joanny Pruszyńskiej-Witkowskiej z agencji Haedlines są tego najlepszym dowodem. Siedem lat temu założyła spółkę z mężczyznami. Oni dali kapitał, ona wiedzę. Firmą zarządzała Joanna, mężczyźni byli większościowymi udziałowcami. Przez wiele lat próbowała stać się ich partnerem. Nie udało się. Biznes dla nich to 12 godzin w pracy, potem „urabianie” klientów w klubach i restauracjach. Od niej oczekiwano tego samego. Gdy postanowiła założyć rodzinę i urodzić dzieci, jej relacje ze wspólnikami legły w gruzach. Sprowadzano ją do roli kobiety matki, deprecjonując wiedzę i umiejętności. Postanowiła więc wykupić wspólników — nie bez trudu — i rozpocząć działalność na własną rękę.

Z Katarzyną Wierzbowską znała się od 12 lat — ten sam krąg znajomych, ten sam wiek, ten sam moment rozpoczęcia pracy w Warszawie (Katarzyna jest z Krakowa, Joanna mieszkała i studiowała w Kanadzie). Pracowały nawet równocześnie, na dyrektorskich stanowiskach, w firmie Euro RSCG. Nie przyszło im jednak do głowy by pracować wspólnie. To headhunter podsunął im tę myśl...

Katarzyna wróciła właśnie z urlopu wychowawczego (ma troje dzieci), Joanna potrzebowała wsparcia — partnera do prowadzenia firmy. Zaproponowała więc Katarzynie pracę u siebie, na stanowisku dyrektora zarządzającego. Decyzja nie przyszła łatwo — Katarzyna obawiała się, że ta praca podważy ich przyjaźń. Teraz — po wspólnie przepracowanym roku — obie doceniają to, że mogą współpracować z kimś, kogo cenią, lubią i do kogo mają zaufanie. Uzupełniają się i inspirują wzajemnie. Wierzą, że ich atutem jest bycie kobietami-matkami-żonami. Nie przez przypadek Headlines realizuje projekty adresowane do kobiet i buduje silne relacje z klientami — nie przez „urabianie” w klubach. Przesłanie dla innych kobiet: wiara w siebie i niezamykanie się w stereotypach.

Zdaniem dr Ewy Lisowskiej, kobiecy sposób zarządzania będzie się rozwijał. Panie bowiem coraz śmielej w zarządzaniu wykorzystują intuicję, starają się indywidualnie podchodzić do każdego pracownika, liczą się ze zdaniem podwładnych i troszczą o dobrą atmosferę w pracy. Pracownicy to lubią.

W naszej kulturze pracy mężczyzna szef pytający o zdanie pracowników lub wprowadzający demokratyczny sposób zarządzania musi się liczyć przynajmniej z początkowym osłabieniem swojego autorytetu. Kobiecie takie zachowanie przystoi. Mało tego, jest za to premiowana sympatią i dobrymi efektami pracy swoich podwładnych. Ludzie lubią miękkie zarządzanie, choć z przyzwyczajenia oczekują „twardych” nakazów, poleceń i ocen efektów działań. Ale to się zmienia....

Najważniejszy powód

Razem łatwiej? O tak! Anna Bigott z Lingwejona bez Marty nie wyobraża sobie prowadzenia interesu. Jeśli masz te same cele — lepiej iść razem. Monika, Ola i Darek z Point of View hołdują temu samemu wzorcowi wartości. Nie było między nimi zasadniczych sporów, ale też nie doprowadzali do sytuacji, w której musieliby wybierać między przekonaniami a rzeczywistością. Nie tracą energii na rozwiązywanie dylematów. Idą do przodu. Podkreślają, że zaufanie jest najważniejszą wartością w biznesie. Katarzyna Wierzbowska z Headlines uważa, że pozycja Joanny jest nie do podważenia, wie czego chce i że z kimś takim można rozwijać firmę, rozwijając się jednocześnie samemu. A to jest najbardziej pociągające.