Antidotum na choroby i rynkowy niedobór

Dorota Zawiślińska
opublikowano: 05-11-2018, 22:00

Preparaty od Melli Care rozwiązują problemy skórne osób, które cierpią na schorzenia autoimmunologiczne. Polska marka chce zaistnieć m.in. w Japonii i Arabii Saudyjskiej

Segment kosmetyków dla diabetyków to wciąż niezagospodarowana nisza. Chcą w niej rozwijać skrzydła firmy, które szukają alternatywy dla bezzapachowych, standardowych maści aptecznych. Sił w tej branży postanowiła spróbować Aleksandra Matysiak. Przez ponad dekadę zdobywała doświadczenie w kosmetologii w małej firmie produkcyjnej. Trzy lata temu stworzyła markę Melli Care. Skąd pomysł na to określenie? Od drugiego członu łacińskiej nazwy diabetes mellitus, która oznacza cukrzycę. Dla osób borykających się z tą chorobą opracowała recepturę naturalnych kosmetyków do pielęgnacji ciała. Postawiła na mocznik — emolient zmiękczający skórę — oraz olej migdałowy i z avocado, orzechy makadamia, masło shea i witaminę E, która konserwuje wymienione składniki. W ofercie ma peeling, krem do ciała, a także do rąk i stóp.

Aleksandra Matysiak, twórczyni marki Melli Care, zamierza rozwijać
ofertę w kierunku kosmetyków pielęgnacyjnych do dłoni i stóp. Planuje też
ekspansję na nowe rynki.
Zobacz więcej

POSZERZYĆ PALETĘ:

Aleksandra Matysiak, twórczyni marki Melli Care, zamierza rozwijać ofertę w kierunku kosmetyków pielęgnacyjnych do dłoni i stóp. Planuje też ekspansję na nowe rynki. Fot. Marek Wiśniewski

Zaraz po studiach lingwistycznych na Uniwersytecie Warszawskim Aleksandra Matysiak zaczęła pracować w handlu zagranicznym. Po krótkiej przygodzie w międzynarodowym przedsiębiorstwie dostarczającym surowce dla branży hutniczej i budowlanej trafiła do małej podwarszawskiej firmy kosmetycznej. Najpierw była asystentką w dziale eksportu i czuwała nad tym, aby umowy zawierane z zagranicznymi kontrahentami były prawidłowo przygotowane i realizowane. Potem zaczęła odpowiadać za sprzedaż kosmetyków na konkretnych rynkach i odnosiła na tym polu niemałe sukcesy. Miała też wpływ na to, jak będą wyglądać preparaty wysyłane na eksport. Uczestniczyła we wszystkich fazach powstawania produktu.

— Nauczyłam się, jak robić kosmetyki, a także jak je sprzedać i gdzie. Kiedy zajmowałam się rynkiem włoskim i rosyjskim, musiałam wziąć pod uwagę opinie osób tam mieszkających. Wiedziałam, że kobiety zza wschodniej granicy stawiają na luksus i lubują się w bogato zdobionych opakowaniach. Natomiast dla pań z zachodniej czy północnej Europy kwintesencją elegancji i wysublimowanego gustu jest prostota — opowiada Aleksandra Matysiak.

Jak rottweiler

Wiedzę na temat rynku kosmetycznego poszerzała również podczas zagranicznych targów branżowych. Najgorętszy okres dla takich wydarzeń to wiosna i jesień.

— Zawsze byłam pyskata, niepokorna, miałam swoje zdanie. Jeżeli mój szef podejmował niewłaściwą decyzję dotyczącą działań na nowym rynku, natychmiast buntowałam się. Miałam żartobliwą ksywkę „rottweiler” — śmieje się Aleksandra Matysiak.

Kiedyś usłyszała od przełożonego, że jest niemądra, bo chciała podzielić się kwartalną premią z koleżanką. Ta ostatnia rozkręciła rynek, który później przeszedł pod opiekę Aleksandry Matysiak.

— Solidaryzowałam się z moim zespołem. Kiedy na mnie spływał splendor, nigdy nie zapominałam o osobach, które przyczyniały się do sukcesu firmy. W pewnym momencie powiedziałam „basta”. Postanowiłam, że będę miała swój biznes, swoje podwórko, na którym będę zarządzać. Nie mam wykształcenia technologicznego ani chemicznego, ale przez tzw. zasiedzenie w branży kosmetycznej postawiłam właśnie na nią — przyznaje Aleksandra Matysiak.

Wspomina, że w małej firmie produkcyjnej przeszła szkołę życia. Do dziś pamięta dobre rady ówczesnego szefa.

Zbadać rynek

Kiedy zaczęła zgłębiać branżę, okazało się, że produktów jest tak wiele, że można dostać od nich oczopląsu. Ktoś bliski z rodziny — chory na cukrzycę — podpowiedział jej aby zainwestowała w kremy dla diabetyków. Narzekał, że nie może znaleźć odpowiedniej maści w aptece, bo te obecne na rynku są tłuste, kiepsko się wchłaniają i mają słabą skuteczność.

— Sprawdziłam, czy rodzima branża oferuje kosmetyki dla diabetyków. Znalazłam kilka firm, ale żadna z nich nie koncentruje się tylko na tej grupie odbiorców, a w konsekwencji nie rozwiązuje ich problemów. Dlatego w portfolio mojej spółki postawiłam tylko na takie kosmetyki — mówi Aleksandra Matysiak.

Jest typem zadaniowca. To, co na początku ją podłamuje, potem dodaje skrzydeł. Nie zraziła jej nawet przykra historia z niedoszłym wspólnikiem, który ukradł jej pomysły na receptury kosmetyków. Potraktowała to jak lekcję życia. Bierze udział w projektach wspierających kobiety przedsiębiorcze. Została ambasadorką jednego z programów akceleracyjnych, angażuje się też w działania Sieci Przedsiębiorczych Kobiet. Nie chce, aby jej marka zaistniała w większych sieciach drogeryjnych, bo tam liczy się efekt skali. Poza tym chciałaby uniknąć sytuacji, w której jej produkty wchodzą na półkę, a potem drogeria wymusza na niej obniżenie ceny. Wtedy trudno wrócić do poprzednich stawek, a o wypchnięcie z rynku nie jest trudno.

Nuta owocowa

Z kosmetyków Melli Care mogą korzystać nie tylko cukrzycy, ale również osoby z łuszczycą i mające problemy z tarczycą, które borykają się z nadmiernie suchą skórą.

— Diabetycy muszą każdego dnia wykonywać sporo zadań związanych z chorobą, w tym m.in. zastrzyki, czy przeliczać zamienniki węglowodanowe. Chcą też ładnie wyglądać i czuć się komfortowo. Problemy ze skórą są dla nich krępujące. Dlatego stworzyłam kosmetyki dobrej jakości, które ładnie wyglądają i pachną. Padło na nutę owocową — wyjaśnia Aleksandra Matysiak.

Jej produkty można zaliczyć do średniej półki.

— Myślę, że ich cena — biorąc pod uwagę jakość — jest korzystna. Są sprzedawane w salonach kosmetycznych i w powstających jak grzyby po deszczu sklepach z naturalnymi kosmetykami — podkreśla twórczyni marki Melli Care.

Na razie działa głównie na rynku polskim. Preparaty sprzedaje też do kilku salonów kosmetycznych w Anglii i Holandii.

Czas na nowe rynki

Aleksandra Matysiak ma świadomość, że jej produkty są niszowe. Chce uświadomić osobom z problemami skórnymi, że jej wyroby mogą być dla nich panaceum. Dlatego stanęła w szranki o granty na promocję produktów za granicą w organizowanym przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) konkursie Go to Brand i otrzymała finansowe wsparcie. Dzięki niemu zamierza rozwinąć markę m.in. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Japonii, Korei Południowej i Arabii Saudyjskiej. Planuje też uczestniczyć w targach bolońskich, najważniejszej imprezie kosmetycznej na Starym Kontynencie.

— Tam trzeba być — podkreśla Aleksandra Matysiak.

Zwycięstwo w konkursie rządowej agencji otwiera jej drzwi do kolejnych grantów. Szefowa Melli Care nie wyklucza udziału w naborze dotacyjnym „Polskie Mosty Technologiczne”. Program wspiera przedsiębiorców, którzy stawiają m.in. na rynek kenijski. W PARP nie brakuje też grantów na design i wzornictwo, które mogłaby przeznaczyć na udoskonalenie opakowań produktów.

— Na pewno będę rozszerzać ofertę pielęgnacyjną dłoni i stóp. Mam coraz więcej zapytań o kosmetyki do twarzy — i również w tym kierunku zamierzam rozwijać biznes w przyszłości — dodaje Aleksandra Matysiak. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Zawiślińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Antidotum na choroby i rynkowy niedobór