Kto w Ministerstwie Zdrowia pisał nowe prawo farmaceutyczne? Dwóch urzędników i sześciu farmaceutów. Czy to nie konflikt interesów?
Rok 2006. W Ministerstwie Zdrowia nad nowelizacją prawa farmaceutycznego pracuje 10 osób. Wśród nich tylko czterech urzędników państwowych. Kim są pozostali? Farmaceutami. Czy to normalne, żeby sami zainteresowani pisali sobie ustawę?
Wespół w zespół
20 grudnia 2005 roku w Ministerstwie Zdrowia powstał zespół ds. nowelizacji prawa farmaceutycznego. Miał przeanalizować przepisy starej ustawy i przygotować nowelizację.
W skład zespołu, któremu przewodniczył Wojciech Giermaziak (wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej), weszli: Iwona Gryglicka i Adam Rudzki (oboje reprezentują Polfarmed, organizację branżową skupiającą 104 producentów leków), Katarzyna Sabiłło (koncern farmaceutyczny Berlin-Chemie), Waldemar Bieliński (Awafarm s.c., spółka specjalizująca się w doradztwie i szkoleniu w dziedzinie rejestracji leków, współpracuje z firmami doradczymi w innych krajach), Mirosława Jamrozińska (Izba Gospodarcza Farmacja Polska), Cezary Śledziewski (Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego).
Autorem nowelizacji jest Ministerstwo Zdrowia. Teoretycznie, bo w pracach nad ustawą pracuje tylko dwóch jego urzędników: Marta Gromada z Departamentu Polityki Lekowej oraz Elżbieta Waniewska z Departamentu Prawnego. W pracach zespołu uczestniczy również urzędnik z Ministerstwa Rolnictwa i reprezentant Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Ustawa to dokument prawny, ale nad jej przygotowaniem czuwa jeden prawnik: Elżbieta Waniewska.
Minister zdrowia zgodził się, aby przewodniczący zespołu Wojciech Giermaziak w razie konieczności do prac nad ustawą zapraszał, kogo zechce. Zezwala mu na to par. 4 zarządzenia Ministra Zdrowia. Praktycznie więc każdy może wpływać na kształt ustawy — od producenta leków po aptekarza.
Przedstawicielom branży farmaceutycznej za pracę nad ustawą przyznano też wynagrodzenie od skarbu państwa: przewodniczący zespołu — 3,5 tys. zł, a każdy członek — po 2,5 tys. zł.
To dziwne
Czy to normalne, że założenia ustawy tworzą ci, których ona dotyczy?
— Taką ustawę powinni pisać fachowcy zatrudniani przez Ministerstwo Zdrowia, jego pracownicy albo niezależni konsultanci zewnętrzni. W żadnym wypadku nie mogą oni mieć powiązań z jakąkolwiek grupą zainteresowaną takim czy innym zapisem. Dopiero gdy powstanie projekt aktu, należy poddać go pod konsultacje społeczne. Wtedy opinie o nim wyrażą wszystkie grupy interesów: od farmaceutów, przez NFZ, szpitale, a na pacjentach kończąc. Tak nakazuje nowa ustawa o lobbingu w procesie stanowienia prawa. Rząd powinien ustosunkować się do tych postulatów i uwzględnić je albo nie. Sytuację, kiedy ustawę mającą regulować działania pewnych firm piszą ich przedstawiciele, uznałabym za co najmniej dziwną, jeżeli nie kontrowersyjną — przekonuje Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego.
— Ustawa winna zabezpieczać przede wszystkim interes państwa czy też branży farmaceutycznej?
— Oczywiście, że interes państwa — twierdzi Grażyna Kopińska.
— To dlaczego nad tak ważnym dokumentem prawnym pracuje tak niewielu prawników?
— Rzeczywiście, dziwne. Może to są świetni fachowcy, ale wydaje mi się, że nad pisaniem ustaw winni czuwać przede wszystkim prawnicy, którzy merytoryczne założenia znają od fachowców — dodaje Grażyna Kopińska.
Czy członkowie zespołu powinni dostawać pieniądze za pracę nad projektem?
— Tak, bo inaczej mogliby je dostać od kogoś innego. Pytanie tylko, komu płacić: czy niezależnemu ekspertowi czy przedstawicielowi koncernu farmaceutycznego? Temu drugiemu absolutnie nie. Jego w ogóle nie powinno być na etapie pisania projektu ustawy — twierdzi Grażyna Kopińska.
Ostrzej sytuację puentuje przedstawiciel Transparency International.
— To skandal, by w roli ekspertów występowały prywatne firmy. To nie są eksperci, lecz lobbyści. Przy projektowaniu ustawy trudno się obejść bez znawców tematu, ale nie powinny to być osoby z firm farmaceutycznych lub z organizacji przez nie dotowanych, a jedynie niezależni naukowcy czy eksperci. W przeciwnym razie to sposób na obejście ustawy lobbingowej. Dziwi mnie, że dzieje się to w tak jawny sposób i na tak wysokim szczeblu — uważa Paweł Kamiński, prawnik.
Za robotę pieniądze
Inaczej problem udziału przedstawicieli firm farmaceutycznych w pracach nad ustawą i konfliktu interesów widzi Wojciech Giermaziak, przewodniczący zespołu przygotowującego projekt ustawy, zarazem wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej
— Zespół, którym kierowałem, zakończył pracę 28 lutego i więcej się nie zebrał. Praktycznie żadnej uwagi naniesionej przez środowisko farmaceutów Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło. Nie wiem dlaczego. To sprawa rządu — twierdzi Wojciech Giermaziak.
— Nie zaskoczyło pana, że w zespole był tylko jeden prawnik?
— Źle pan zrozumiał: był jeden aptekarz, czyli ja, pozostali to menedżerowie farmacji. Praktycznie nie zabierali głosu. W ich imieniu wypowiadali się prawnicy. To nie był jakiś działający w tajemnicy sąd kapturowy. Wszystkie dokumenty są jawne i ma je wiceminister Piecha — zastrzega Wojciech Giermaziak.
— Członkowie zespołu dostawali z ministerstwa pieniądze.
— Prawo pracy mówi, że za pracę przysługuje płaca. Zrobiłeś jakąś robotę, zakończyłeś ją, to masz zapłacone. Minister zapisał w zarządzeniu, że jakieś pieniądze mamy dostać. Do dzisiaj nie zobaczyłem ani złotówki. Zostawmy to... Myślę, że robienie z igły wideł tam, gdzie ich nie ma, to show medialny, który jest stworzony w jakimś celu. Uważam, że Ministerstwo Zdrowia ma teraz wystarczająco dużo kłopotów, więc powinno się skupić na bieżących problemach. Rozgrzebywanie tego, co było twórczą pracą, i ocena tego bez znajomości przedmiotu jest co najmniej dyskusyjne — dodaje Wojciech Giermaziak.
Słowem, pracowali, nic z tego nie wyszło, ale pieniądze się należą.
A ministerstwo na to...
Poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o wyjaśnienie sprawy. Z pisma, jakie nadeszło do redakcji, dowiedzieliśmy się tylko tyle, że „28 lutego 2006 r. zespół do spraw nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne zakończył prace i uległ rozwiązaniu. Zadaniem zespołu do spraw nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne, jako organu opiniodawczo-doradczego Ministra Zdrowia, było dokonanie analizy obowiązującej ustawy Prawo farmaceutyczne pod kątem spójności z prawem Unii Europejskiej, a także zmian wynikających z bieżących potrzeb prawidłowego stosowania prawa oraz przygotowanie projektu nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne wraz z uzasadnieniem. Dorobek zespołu przedłożony został Ministrowi Zdrowia do oceny”.
Na zakończenie coś z jak „Paragrafu 22”. Nowe prawo farmaceutyczne — zanim trafi do Sejmu — zostanie skierowane do konsultacji społecznych. Zagadka: kto będzie je konsultować? Przedstawiciele branży farmaceutycznej. Czy ci sami, którzy tworzyli ustawę?
Aptekarska robota.
