Azimo ożywi teleprzelewy

Operator przekazów pieniężnych odgrzewa stary pomysł, który dotychczas się nie sprawdził. Chce z niego zrobić rynkowy hit

Nie udało się Google’owi i Facebookowi, furory na tym polu nie zrobiły też polski Blik i brytyjski Paym. Teoretycznie trudno o bardziej praktyczne rozwiązanie niż wysyłka pieniędzy do odbiorcy wyszukanego w książce adresowej smartfona. Mimo to przelewy fejsbukowe, za pośrednictwem Twittera, między użytkownikami Google Walletu czy aplikacji bankowych nigdzie specjalnie się nie przyjęły.

NIEDALEKO JEDNOROŻCA:
Zobacz więcej

NIEDALEKO JEDNOROŻCA:

Marta Krupińska mówi, że Azimo, które powstało pięć lat temu, nie jest jeszcze rentowne ze względu na inwestycje. Zapewnia jednak, że pod względem wyceny spółka „jest niedaleko” od jednorożców, czyli finteków o wartości 1 mld USD. Marek Wiśniewski

Tymczasem Azimo, operator transferów międzynarodowych (brytyjski, ale z polskimi korzeniami i koneksjami, bo wśród założycieli jest dwójka Polaków), liczy, że do końca wakacji co piąty funt, dolar, euro, złoty, naira, peso czy inna waluta z liczącej 80 pozycji listy trafi do odbiorcy właśnie tą drogą. — Pomysł z przelewami na numer telefonu nie jest nowy, ale zazwyczaj pomysł to tylko 5 proc. sukcesu — mówi Marta Krupińska, współzałożycielka Azimo.

Jej zdaniem, przelewy za pośrednictwem Facebooka czy Google Walletu stały się niczym więcej jak ciekawostką dlatego, że — podobnie jak Blik — miały zastosowanie tylko dla transferów krajowych. Ten rynek jest zaś limitowany potrzebami lokalnego użytkownika, który, jeśli chce komuś wysłać pieniądze, to po prostu robi przelew. Inaczej jest z rynkiem przekazów międzynarodowych.

— Największą uciążliwością dla wysyłającego pieniądze za granicę jest konieczność skompletowania pełnych danych niezbędnych do zidentyfikowania odbiorcy. Standardowo trzeba zebrać dane osobowe i numer rachunku, jeśli transfer idzie przelewem bankowym. Usługa przelewu na telefon pozwala tego uniknąć — wyjaśnia Marta Krupińska.

W praktyce nadawca musi zasilić aplikację Azimo, np. „podpinając” kartę płatniczą. Jeszcze w tym roku pojawi się inna opcja: wirtualny portfel do przechowywania pieniędzy przeznaczonych do transferu. Następnie, korzystając z aplikacji, wybiera z książki adresowej odbiorcę przekazu. Adresat otrzymuje na telefon powiadomienie o przelewie do odbioru. Loguje się do aplikacji, podaje numer bankowy, na który pieniądze mają trafić, i po chwili oczekiwana kwota, denominowana w lokalnej walucie, zostaje zaksięgowana.

Gotówka kontra przelew

Azimo oferuje pięć metod dostępu do pieniędzy przesłanych zza granicy: od przelewu bankowego, przez pobór gotówki, po zasilenie wirtualnej portmonetki. W Polsce 100 proc. transferów idzie na konta bankowe, ale na Filipinach rozkład jest fifty/fifty między przelewy a gotówkę. Nigeryjczycy w gotówce podejmują co piątą nirę. Reszta trafia do banków. W Kenii rządzi PESA, czyli lokalny system płatności mobilnych, poprzez który do odbiorców wędruje 75 proc. zagranicznych transferów wysłanych przez rodzinę i bliskich.

— Na świecie wciąż dominują wypłaty gotówkowe, które mają ponad 90 proc. udziałów w wolumenie zagranicznych transferów, ale rola cyfrowych kanałów rośnie, czemu sprzyja błyskawiczne upowszechnienie się smartfonów. Konta bankowe mają 2 mld ludzi, a smartfona 3,5 mld — mówi Marta Krupińska.

Potentatami rynku przekazów międzynarodowych, którego wartość w 2015 r. według Banku Światowego wyniosła 580 mld USD, są zasiedziałe w tym biznesie od dziesiątków lat Western Union i MoneyGram (w lutym amerykańską spółkę przejął behemot chińskiego rynku płatności mobilnych i internetowych — Ant Financial z grupy Alibaba), dysponujące dziesiątkami tysięcy biur i przedstawicielstw na całym globie. Kiedyś zajmowały na nim niemal monopolistyczną pozycję, ale od kilku lat podgryzane są przez firmy technologiczne, jak Paypal, TransferWise czy Azimo. Marta Krupińska mówi, że sprzymierzeńcami fintechów są technologia, zapewniająca wygodę, oraz ceny.

Według Remittance Prices Worldwide, średnia prowizja za przekaz w III kwartale 2016 r. wyniosła 7,42 proc. wobec 7,68 proc. rok wcześniej i 9,67 proc. na początku 2009 r. Marże spadają wskutek konkurencji operatorów cyfrowych, u których koszt wysłania pieniędzy za granicę wynosi 0,5-2 proc.

Transfery z Polski

Na rynku operatorów cyfrowych konkurencja robi się coraz większa, ale przybywa firm obsługujących płatności między dwoma, trzema krajami — zazwyczaj tam, gdzie transfery są największe, czyli np. na kierunku Filipiny, Indie itp.

— Nie ma wielu globalnych firm i więcej nie będzie, ponieważ istnieją dość duże bariery wejścia: regulacyjne, specyficzne dla różnych krajów, kapitałowe oraz w zakresie know-how. Żeby sprawnie obsługiwać przekazy na tak różne rynki, jak Pakistan, Bangladesz, Polska i Kenia, trzeba wiedzieć, jak działają systemy finansowe w tych krajach i z kim warto pracować, żeby oferować odbiorcy najlepszą jakość — mówi Marta Krupińska.

Azimo koncentruje się na rynku przekazów z Europy. Co roku w różne strony świata wypływa stąd 130 mld USD. Jest to nieco mniejszy rynek niż amerykański, ale liczba kierunków jest znacznie większa. Z USA pieniądze wędrują głównie do pięciu krajów, a tylko transfery do Meksyku obsługuje 200 firm. Azimo pośredniczy w przekazach z 24 krajów do 190. Polska jest tylko na dłuższej liście odbiorców.

Marta Krupińska zapewnia jednak, że jeszcze w tym roku będzie można wysyłać od nas pieniędze w świat. Firma przygląda się też transferom od coraz liczniejszej imigracji zarobkowej z Ukrainy. Na razie to głównie gotówka, ale za rok, dwa powstanie rynek dla takich pośredników jak Azimo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Azimo ożywi teleprzelewy