Bałtowie cenią polski wiatr i słońce

Magdalena Graniszewska
05-09-2018, 22:00

Lietuvos Energija i Eesti Energia, państwowe firmy z Litwy i Estonii, chcą inwestować w Polsce. Badają polskie aktywa wiatrowe i fotowoltaiczne

Lietuvos Energija (LE), litewski państwowy producent energii i odpowiednik polskiej PGE, chce zbadać dwie firmy z Polski pod kątem potencjalnego przejęcia. Poinformowała o tym litewska agencja prasowa BNS, donosząc jednocześnie, że LE rozstrzygnęła przetarg na przeprowadzenie takiego badania. Wygrała go firma doradcza E&Y.

Według BNS, chodzi prawdopodobnie o farmy wiatrowe lub fotowoltaiczne. Jeśli dojdzie do transakcji, to litewska LE dołączy do grona inwestorów z państw bałtyckich, którzy rozpychają się na polskim rynku OZE. Skąd ten fenomen?

Kto lubi polskie słońce

Zainteresowanie LE Polską wynika ze strategii „litewskiej PGE”. Do 2020 r. grupa chce mieć w portfelu w państwach bałtyckich i w Polsce odnawialne źródła o mocy 400 MW.

— Jesteśmy otwarci na wszystkie możliwości, ale na razie nie możemy mówić o konkretach — tak o polskich planach LE mówi reprezentujący spółkę Arturas Ketlerius.

W lipcu Darius Maikstenas, dyrektor generalny LE, wskazywał, że grupa interesuje się projektami wiatrowymi i słonecznymi w regionie, a do transakcji mogłoby dojść jeszcze w tym roku. LE ma pieniądze na takie inwestycje, ponieważ ma za sobą dwie emisje zielonych obligacji, w których uczestniczył m.in. EBOR.

Jeśli LE rzeczywiście coś kupi, to powiększy i tak widoczny już udział litewskich inwestorów w polskiej branży OZE. Sun Investment Group, litewska firma inwestycyjna, przejęła niedawno 43 projekty fotowoltaiczne, co czyni z niej największego gracza w tym sektorze w Polsce. Uruchomiła już pierwszy projekt — Gralewo, a w rozwój kolejnych chce zainwestować w ciągu dwóch lat ponad 200 mln EUR. Modus Energy natomiast chce zainwestować 11 mln EUR (45,9 mln zł) w budowę 12 elektrowni słonecznych w Polsce.

Wysyp firm na sprzedaż

— Zainteresowanie litewskich inwestorów mnie nie dziwi. Po pierwsze, ich rząd strategicznie wspiera trend związany z inwestowaniem w odnawialne źródła, a LE ma mandat do szukania celów do przejęcia w Polsce. Po drugie, na polskim rynku jest teraz wiele podmiotów, które rozglądają się za nowymi właścicielami — mówi menedżer z branży wiatrowej, który też prowadzi rozmowy z inwestorami.

Wysyp firm na sprzedaż wynika m.in. ze zmęczenia inwestorów, którzy po kilku latach prowadzenia biznesu w Polsce, w bardzo zmiennym otoczeniu, chcą z niego wyjść. Wchodzeniu nowych graczy sprzyja zaś perspektywa aukcji na wsparcie, które odbędą się pod koniec roku i niektórym zapewnią stabilne przepływy na lata.

W Polsce jak u siebie

Wokół odnawialnych inwestycji w Polsce chodzą też przedstawiciele „estońskiej PGE”, czyli Eesti Energia. Robią to za pośrednictwem spółki Enefit Green.

— Mamy ambitne plany. Analizujemy projekty wiatrowe i fotowoltaiczne, będziemy też bacznie obserwować aukcje na wsparcie dla odnawialnych źródeł, zaplanowane na koniec roku. Polski rząd zmienił nastawienie do OZE i to nas zachęca — mówi Aavo Kärmas, dyrektor zarządzający w Enefit Green.

Jego zdaniem, rozwój w regionie jest dla firmy naturalny, a Polska to dla niej w zasadzie krajowy rynek.

— Eesti Energia jest obecna w trzech krajach bałtyckich, w których jesteśmy największym zielonym inwestorem. Ponadto jesteśmy w Szwecji, Finlandii i właśnie w Polsce — podkreśla Aavo Kärmas.

Łotysze wolą wodę

Nie widać natomiast w polskim sektorze odnawialnym potencjalnych inwestorów z Łotwy. Wynika to z lokalnych uwarunkowań, które sprzyjają głównie rozwojowi hydroenergetyki.

— Litwa i Estonia stawiają na OZE, natomiast Łotwa opiera się na hydroenergetyce. Litwini, którzy zamknęli elektrownię w Ignalinie, są uzależnieni od importu z Rosji i Białorusi, więc zależy im na rozwoju lokalnego rynku. Estończycy natomiast dużą część zapotrzebowania zaspokajają dzięki elektrowni w Narwie, przy granicy z Rosją. Jest zasilana ropą z łupków, więc jest bardzo niszcząca dla środowiska. Dlatego rząd chce się przestawić na zieloną energię i ma ogromne wsparcie społeczeństwa, bo Estończycy mają mentalność zbliżoną do skandynawskiej — tak wyjaśnia to Grzegorz Zieliński, do niedawna dyrektor generalny EBOR na Polskę i kraje nadbałtyckie, a od kilku dni — na Europę Środkową. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Bałtowie cenią polski wiatr i słońce