Banki rzucone frankowiczom

Spełnia się czarny sen bankowców: prezydent wywiązuje się z wyborczych obietnic złożonych posiadaczom kredytów frankowych. Kto nie pożyczał, niech żałuje

Przed rokiem, 15 stycznia stan przedzawałowy przeżyli frankowicze. Rok później palpitacji dostali bankowcy. W rocznicę załamania kursu franka wobec złotego kancelaria prezydenta przedstawiła projekt ustawy „O sposobach przywrócenia równości stron”, czyli zasadach przewalutowania kredytów frankowych. Na giełdzie nerwowo było już od rana, bo inwestorzy wiedzieli, że w piątek w południe prezydent pochwali się projektem.

Akcje banków z portfelem kredytów frankowych taniały, ale umiarkowanie. Kursy tąpnęły tuż przed południem, gdy założenia projektu zostały ogłoszone na konferencji prasowej. Niektórzy prezydencki dokument mieli w rękach już od kilku godzin — przedstawicielom stowarzyszeń frankowiczów kancelaria udostępniła pełny tekst szykowanej ustawy.

Jeśli ktoś wykorzystał wrażliwą informację, mógł nieźle zarobić lub uniknąć strat. Kurs mBanku spadł w piątek o przeszło 2 proc., Millennium o 5,7 proc., Getinu o ponad 6 proc. Przedstawiciele prezydenta na pytanie inwestorów giełdowych, czy mają świadomość naruszenia przepisów o udostępnianiu wrażliwych danych, nie udzielili odpowiedzi.

Duży wpływ, ale bez wpływu

Przekazanie treści projektu „stronie społecznej” to tylko jedna z kilku niestandardowych i zaskakujących procedur podczas prac nad ustawą. Maciej Łopiński, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta, przyznał, że dokument nie był konsultowany ani z Ministerstwem Finansów, ani z NBP. Nie było też dyskusji ze środowiskiem bankowym, z którym odbyły się zaledwie dwa spotkania: jedno tylko z prezesami banków, drugie z udziałem przedstawicieli frankowiczów.

Projekt nie był też konsultowany z Komisją Nadzoru Finansowego (KNF), do której dokument został wysłany, kiedy poznali go frankowicze i dziennikarze. Zresztą nie po to, żeby nadzór wypowiedział się w tej sprawie, tylko żeby oszacował koszty regulacji. Projekt został napisany i opublikowany bez informacji, jaki wpływ przewalutowanie kredytów frankowych będzie miało na budżet, gospodarkę i sektor bankowy.

— Nie ma żadnych rekompensat wynikających wprost z ustawy. Wyrównanie stosunków umów powinno mieć bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę — stwierdza Przemysław Bryksa, zastępca dyrektora Biura do Spraw Narodowej Rady Rozwoju. Chociaż kancelaria nie policzyła kosztów przewalutowania na sektor bankowy, jest przekonana, że ustawa nim nie zachwieje.

— Chcąc zadbać o stabilność sektora finansowego, umożliwiliśmy bankom ponoszącym koszty ustawy frankowej zmniejszenie podatku bankowego, maksymalnie o 20 proc. To zrekompensuje im „straty”, będące w rzeczywistości utraconymi zyskami. Konsekwencje może ponieść budżet — przyznaje Przemysław Bryksa.

Straty na raty

Na powtarzające się pytania o szacunki kosztów dla sektora przedstawiciele kancelarii odpowiedzieli, że „powstaną zmniejszenia zysków, ale to nie będzie strata”. Choć w projekcie nie zostało to zapisane, wszystko wskazuje na to, że autorzy ustawy frankowej uznali, iż banki nie będą dokonywały jednorazowego odpisu w związku z przewalutowaniem portfela frankowego, lecz rozłożą stratę w czasie.

Wiosną ubiegłego roku KNF przedstawiła swój pomysł na rozwiązanie problemu frankowego, zakładający właśnie księgowanie strat przez wiele lat. Zasady przewalutowania były jednak zupełnie inne niż w prezydenckim projekcie i zostały oprotestowane przez audytorów. Analitycy szacują, że łączny koszt do pokrycia przez sektor bankowy może sięgnąć kilkudziesięciu miliardów złotych.

mBank wylicza, że gdyby wszyscy frankowicze zdecydowali się na przewalutowanie kredytów, sektor zapłaciłby za operację 32 mld zł. Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego, szacuje, że koszt wyniesie około 40 mld zł, i to bez spreadów walutowych, które trzeba oddać klientom. To kolejne 7-8 mld zł.

Autorzy projektu przewidzieli zwrot spreadów wraz z ustawowymi odsetkami. Wyliczenia opierają się na założeniu, że wszyscy frankowicze (i inni posiadaczekredytów walutowych) skorzystają z dobrodziejstwa ustawy. — Wydaje mi się, że jest to rozsądne założenie, bo o ile pierwsza opcja jest atrakcyjna dla wybranych grup kredytobiorców, to druga, zakładającą obniżkę miesięcznej raty, daje korzyść wszystkim — mówi Andrzej Powierża.

Zarządy pod lupę

Minister Maciej Łopiński z kancelarii prezydenta, otwierając konferencję prasową, podczas której prezentował założenia do ustawy, stwierdził, że niezadowoleni z proponowanych rozwiązań znajdą się zarówno wśród banków, jak i frankowiczów. W piątek przed południem drudzy deklarowali, że „wstępnie są zadowoleni”, ale w trakcie popołudniowej demonstracji w Warszawie złożyli poprawki do projektu.

Bankowcy, z którymi rozmawialiśmy, są absolutnie zaskoczeni kształtem prezydenckiej ustawy, bo w środowisku przeważało przekonanie, że Andrzej Duda zrezygnował już z wyborczej retoryki i nie poprzez rozwiązań skrajnie niekorzystnych dla rynku bankowego. W to, że przewalutowanie kredytów w tej wersji będzie katastrofą dla sektora, mało kto wątpi.

— Średni kurs dla naszego portfela frankowego wynosi 2,5 zł. Kurs sprawiedliwy to 2,8 zł. Przewalutowanie po tej cenie to dla nas strata w bilansie rzędu kilku miliardów złotych, która sprawi, że bank przestanie spełniać regulacyjne wymogi kapitałowe — twierdzi jeden z bankowców. Mówiąc mniej eufemistycznie, bank zostałby formalnym bankrutem.

KNF w wyliczeniach sprzed kilku miesięcy wykazała, że przewalutowanie po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu (a kurs sprawiedliwy jest do niego zbliżony) może zachwiać stabilnością sektora i doprowadzić do upadłości kilku banków. — Jeśli jakiś bank miałby upaść z tego powodu, to należałoby się uważnie przyjrzeć zarządowi banku, radzie nadzorczej i działalności KNF — skomentował prezydencki minister.

Za, a nawet przeciw

Maciej Łopiński chwali się, że Węgrzy pracowali dwa lata nad ustawą frankową, a u nas powstała w kilka miesięcy.

Pośpiech nie musi jednak przysłużyć się sprawie, bo dokument dopiero teraz będzie przechodził procedurę konsultacji. KNF twierdzi, że na potrzeby wyliczeń musi wysłać ankiety do wszystkich banków, co zajmie sporo czasu, podobnie jak analiza danych. O projekcie nie chce się wypowiadać.

Kurs prawy i sprawiedliwy

Swoje zdanie ezopowym językiem wyraziło Ministerstwo Finansów, chwaląc kompleksowość rozwiązania, ale stwierdzając, że „rozwiązania co do zasady są możliwe do przyjęcia, wymagają jednocześnie dopracowania w oparciu o szczegółowe dane z KNF. Za wcześnie jest jednak, aby zająć jednoznaczne stanowisko w sprawie szczegółowych zapisów”.

Przedstawiony w piątek prezydencki projekt ustawy „O sposobach przywrócenia równości stron” jest nieco rozbudowaną i rozszerzoną wersją pierwszej propozycji, która wyszła z kancelarii w listopadzie ubiegłego roku. Zakłada trzy sposoby „restrukturyzacji” kredytów: przewalutowanie, dalszą spłatę w walucie, ale po korzystnym kursie wymiany, oraz rezygnację klienta z kredytu i kredytowanej nieruchomości. Pierwsza opcja byłaby dobrowolna dla banku i klienta, druga obowiązkowa dla banku. W trzeciej bank dostaje od klienta klucze do mieszkania. Nowością w projekcie jest tzw. kurs sprawiedliwy, czyli mechanizm wyliczania kursu przewalutowania kredytu oparty na skomplikowanym algorytmie. Przy jego pomocy, znając datę udzielenia kredytu, kwotę, kurs w dniu udzielenia kredytu oraz kurs bieżący, można wyliczyć kurs sprawiedliwy. Przykład: kredyt zaciągnięty w sierpniu 2008 r. na 300 tys. zł po kursie 2,01 zł. Przy kursie bieżącym 3,91 zł, kurs sprawiedliwy wynosi 2,18 zł. Przykład: kredyt z lipca 2010 r. na 400 tys. zł, kurs początkowy 3,03 zł. Kurs bieżący 3,91 zł. Kurs sprawiedliwy 3,62 zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Banki rzucone frankowiczom