Banki szukają nowych właścicieli

Fachowcy od przejęć badają, czy rynek jest zainteresowany zakupem Idea Banku. Pod młotek pójdzie też Alior, ale nie tak szybko

Zapowiada się kolejny ciekawy rok na rynku fuzji bankowych i wygląda na to, że specom od przejęć w tym sektorze nie zabraknie pracy. Po rynku krążą bankowcy inwestycyjni i próbują skojarzyć potencjalnych sprzedawców z potencjalnymi nabywcami. Klimat, podgrzany sprzedażą BPH, który trafił do Aliora, czy niedawną transakcją przejęcia Pekao od włoskiej grupy Unicredit, sprzyja rozmowom o przejęciach.

Od pewnego czasu, jak wynika z informacji „PB”, rynek sondowany jest pod kątem zainteresowania przejęciem Idea Banku od Leszka Czarneckiego. Pod koniec ubiegłego roku pojawił się oferent — fundusz CVC, jednak do konkretów wówczas nie doszło.

W trzech źródłach usłyszeliśmy, że bankowcy inwestycyjni nadal badają grunt pod ewentualną transakcję, odpytując sondażowo potencjalnych nabywców.

— O ile mi wiadomo, nie ma oficjalnego procesu, nikt też nie ma mandatu do reprezentowania głównego akcjonariusza. W przeciwnym razie bank musiałby wydać komunikat w tej sprawie. Jednak z moich informacji wynika, że ten, kto znajdzie poważnego oferenta, dostanie kontrakt na obsługę transakcji — mówi jeden z naszych rozmówców.

Doniesienia o możliwej sprzedaży Idei są dość zaskakujące, gdyż rynek zakładał dotychczas, że Leszek Czarnecki nie pozbędzie się szybko banku. To instytucja młoda, zatem pozbawiona grzechu śmiertelnego, jaki skaził większość branży, czyli kredytów frankowych. Bratni Getin Noble, również kontrolowalny przez wrocławskiego inwestora, ma ich w bilansie tyle, że potrzebuje lat kwarantanny, żeby wyjść na prostą. Dlatego w średniej perspektywie jest to bank „niesprzedawalny”.

Jeśli zatem Leszek Czarnecki planuje dalszą ekspansję w sektorze bankowym, to Idea nadaje się do tego najlepiej. Z naszych informacji wynika jednak, że w błędzie są ci, którzy sądzą, że inwestor postawił „krzyżyk” na Getinie. Przeciwnie, skłonny jest sprzedać Ideę (jeśli nie całość, to przynajmniej część), dopuszczając do spółki inwestora finansowego i skupić się na Getinie.

To szósta co do wielkości instytucja w kraju, która po przeprowadzeniu porządków ma widoki na powrót za kilka lat do pełnej formy. Pieniądze z Idei mogą się przydać, ponieważ Getin prawdopodobnie wkrótce będzie potrzebował funduszy. W związku z wytycznymi Komitetu Stabilności w górę pójdą wagi ryzyka dla hipotek walutowych, co uderzy w kapitały banków frankowych. W przypadku Getinu potrzeby kapitałowe wzrosną o około 400 mln zł. Przedstawiciele grupy Leszka Czarneckiego odmówili komentarza do naszych informacji.

Prawo pierwokupu

Sprzedaż Idei jest na razie w sferze planów, pewna jest natomiast inna transakcja na rynku bankowym: sprzedaż na giełdzie 15 proc. Raiffeisen Polbanku. Zgodnie z porozumieniem zawartym z Komisją Nadzoru Finansowego, na przeprowadzenie oferty właściciel ma czas do czerwca. Austriakom jednak na warszawski parkiet nie pilno, bo spółka, którą mają do zaoferowania inwestorom na dobrą wycenę raczej nie może liczyć z powodu portfela kredytów frankowych, jednego z największych w Polsce. Być może jednak do debiutu nie dojdzie.

— Pomimo trwających przygotowań do IPO sprzedaży banku na obecnym etapie nie moża wykluczyć — mówi Christof Danz, rzecznik Raiffeisen Bank International (RBI). Z naszych informacji wynika, że to, czy dojdzie do wcześniejszej sprzedaży, czy nie, niekoniecznie zależy od Wiednia. Polski rząd daje bowiem do zrozumienia, że rezerwuje sobie prawo pierwokupu Raiffeisena i niechętny jest transakcji z zagranicznym inwestorem. Ryzyko pojawienia się konkurencji jest zresztą stosunkowo niewielkie, gdyż zainteresowanie bankiem jest umiarkowane.

Nasi rozmówcy wskazują na Santandera, BNP Paribas czy grupę ING jako potencjalnych kupujących, ale projekt wystawiony na sprzedaż i skomplikowany model sprzedaży (polegający na zbyciu wyodrębnionego przedsiębiorstwa, bez portfela frankowego) nie zachęcają do rozpoczynania rozmów. Jeśli ktoś miałby kupić Raiffeisena, to Alior, który jesienią ubiegłego roku był o krok od przejęcia wydzielonej części banku. Transakcja została zatrzymana na ostatniej prostej przez radę nadzorczą Aliora, która zebrała się, by zatwierdzić umowę z Austriakami.

— Zarząd PZU jednomyślnie opowiedział się przeciw transakcji i takie było też stanowisko przedstawiciela ubezpieczyciela na radzie — mówi osoba zbliżona do sprawy, zastrzegając anonimowość.

Powodem veta miała być zbyt wysoka cena Raiffeisena, przekraczająca wartość księgową banku. Zerwanie negocjacji na ostatnim etapie było bolesne dla RBI, który mentalnie pożegnał się z Polską i rachował już pieniądze z transakcji.

Jeden inwestor, jeden bank

Zerwanie negocjacji przez Aliora dobrze wpłynęło na kurs tego banku. Inwestorzy bali się kolejnej transakcji tak szybko po przejęciu BPH. Kurs banku pilnie śledzi PZU, bo pomimo wzrostu wciąż daleko mu do ceny, jaką towarzystwo zapłaciło za 25-procentowy pakiet akcji dwa lata temu (89,25 zł za papier). Nie chodzi tylko o księgową stratę na transakcji. Rzecz w tym, że zgodnie z linią nadzorczą dawno zarysowaną przez KNF jeden inwestor nie może kontrolować dwóch banków.

W 2012 r. fundusz Abris został zmuszony, wbrew stanowisku mniejszościowego akcjonariusza, którym była jedna z agend Banku Światowego, do połączenia FM Banku i Polskiego Banku Przedsiębiorczości. Również BZ WBK musiał ulec presji i wchłonąć Santander Consumer Bank. PZU nie będzie wyjątkiem. Po zakupie jednej trzeciej Pekao ubezpieczyciel zapowiedział, że nie zamierza łączyć nabytku z Aliorem. Jeśli zostanie postawiony pod ścianą, będzie musiał go sprzedać.

Według naszych informacji, taki scenariusz jest brany pod uwagę, ale wyjście z inwestycji przewidywane jest za kilka lat. Zasada „jeden inwestor — jeden bank” obowiązuje również Leszka Czarneckiego. Według naszych informacji, kilka lat temu zadeklarował on w KNF, że połączy Getin z Ideą. Fakt, że do takiej fuzji jeszcze nie doszło, świadczy o tym, że nadzór potrafi wykazać się cierpliwością i zrozumieniem sytuacji rynkowej. PZU liczy, że nie inaczej będzie w jego przypadku.

OKIEM ANALITYKA

Wieloryby i plankton

ANDRZEJ POWIERŻA

analityk DM Citi Handlowego

Kiedyś panowało przekonanie, że bez 5 proc. udziałów w rynku prowadzenie biznesu bankowego nie jest opłacalne. Dzisiaj sądzę, że jest to minimum 10 proc. I rzeczywiście: PKO BP ma ponad 20 proc., za nim są cztery banki z niemal identycznym 10-procentowym udziałem, czyli Pekao, BZ WBK, mBank i ING Bank Śląski. Trochę dalej jest Millennium. Nie zapominajmy też o Getinie, który chciałby być jak Millennium. Wydaje się, że na rynku detalicznym w przyszłości będzie rządzić kilka banków. Model biznesowy w erze cyfrowej wymaga od wszystkich takich samych nakładów na rozwiązania technologiczne. Nie wszystkich będzie na to stać. Z drugiej strony jest coraz więcej firm technologicznych, zainteresowanych usługami finansowymi. Rynek będzie więc jak akwarium z kilkoma wielorybami i mnóstwem planktonu. Niewiele miejsca zostanie dla średniaków. Plankton, czyli fintechy będą rozwijały się w niszach i jeśli podrosną, zostaną połknięte przez wieloryby. Banki liczą, że to one zostaną dużymi graczami, ale nie jest to przesądzone. W bankowości korporacyjnej przewaga będzie po stronie banków z międzynarodową siecią oddziałów. W związku z rosnącą internacjonalizacją polskich firm dostęp do usług bankowych za granicą będzie wartością dodaną. Tak więc mogą sobie radzić banki, które w Polsce są małe, ale pod warunkiem, że ich grupy kapitałowe są duże w skali globalnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska, Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy