Beethoven jak nowy

Hanna Branecka
opublikowano: 2003-10-10 00:00

Goście weselni mieli dylemat, ale zamiast zamówić naturalnej wielkości konia z gipsu, zdecydowali się jednak na replikę starego radia. Państwo młodzi byli w siódmym niebie!

To już przeszłość. Teraz Krzysztof Siedlecki stara się zamknąć nowoczesną wieżę w archaicznym radioodbiorniku. Skomplikowana operacja. Są kłopoty z przystosowaniem oryginalnych przełączników do nowej konstrukcji.

— Klient zostawił mi wolną rękę. Wstawię nowy sprzęt w tużpowojenne radio Beethoven — planuje Siedlecki.

Mężczyzna w średnim wieku ogląda coś na półkach. Frapuje go niebieski radioodbiornik.

— Czy ta Szarotka jest na sprzedaż? — pyta.

— To ekspozycja... Nie chcę się pozbyć tego egzemplarza — zniechęcająco odpowiada sprzedawca i właściciel sklepu, Krzysztof Siedlecki.

Trudno mu się rozstać z ulubieńcem. Tworzy kolekcję, wymienia się i sprzedaje tylko dublety. Wskazuje inne radio.

— Nad tą białą Szarotką mogę się zastanowić. Może się dogadamy... — dodaje.

W starej części warszawskiego Mokotowa, przy ul. Grażyny 16 mieści się nietuzinkowy sklep Bomis. Kiedy przekroczyć próg, ma się wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Półki przyciągają jak magnes. Z rozgardiaszu da się wyłowić przedwojenny gramofon czy radio. Elektronicy i hobbyści zaopatrują się tu także w trudno dostępne części i podzespoły; zjawiają się i ci, którzy potrzebują fachowej porady. Aktorzy, śpiewacy operowi i muzycy nabywają nietypowy, specjalistyczny sprzęt nagłośnieniowy.

— Moda, prawie szaleństwo... Stare obudowy, telewizory, radioodbiorniki stoją w pubach i w mieszkaniach prywatnych. Ludzie kupują te przedmioty zazwyczaj przez sentyment. Może chcą wrócić do czasów młodości? — zastanawia się Krzysztof Siedlecki.

Kiedyś skrzynka radioodbiornika miała spełniać rolę dekoracyjną. Modelowe radia oddawano do testowania różnym instytucjom. Nawet po wadze można się było zorientować w latach produkcji i jakości.

Krzysztof Siedlecki, z wykształcenia ogrodnik, interesował się elektroniką od lat. Dostał kiedyś od kolegi radio Pionier z przełomu lat 60 i 70. Potem poszło już szybko: w jego pokoju regularnie przybywało wiekowych radioodbiorników, telewizorów, gramofonów. Kolekcjoner każde zdobyte cacko otacza opieką, chroni przed zapomnieniem. Wiekową elektronikę przynoszą mu ludzie, którzy usłyszeli o jego pasji. Elektroniczne sprzęty kupuje, wymienia na inne egzemplarze, czasem dostaje w prezencie.

— Aktor Zygmunt Glinke fascynuje się radiami, podziwia moją pasję. Przyjaźnimy się. Od niego dostałem rosyjski lampowy magnetofon szpulowy z połowy lat 40. Odziedziczył go po ojcu — opowiada Krzysztof Siedlecki.

Pierwszy polski telewizor Wisła otrzymał w prezencie od znajomego. Chyba wszystkich fascynuje teraz niespotykany, okrągły kineskop. Już kilkakrotnie za Wisłę ludzie chcieli oddać nowe telewizory. Jeden z klientów upierał się, aby 14-calowego Sony’ego włożyć w „wiślaną” obudowę.

— Zdobyłem taką, ale bez kineskopu. Przypadkowo okazało się, że ktoś przechowuje u siebie w piwnicy nieużywany, jeszcze zapakowany kineskop do Wisły! Odsprzedał mi go za symboliczne pieniądze! — cieszy się Krzysztof Siedlecki.

Chciałby stworzyć — na własny użytek — replikę Wisły: na pilota, w kolorze.

W zbiorach warszawski zbieracz ma prawie 200 radioodbiorników — od starych detektorów (radia kryształkowe), przez odbiorniki z tzw. magicznym okiem (to podświetlana lampa ze wskaźnikiem poziomu sygnału, jak w radiu Stolica), aż po odbiorniki z lat 60. i 70.

— W sklepie trzymam 50 radioodbiorniów, głównie powojennych. Na więcej nie ma miejsca. Resztę przechowuję w garażu i w domu. W mieszkaniu stoi teraz 6 telewizorów — opowiada Krzysztof Siedlecki.

Kolekcjoner ma też stare igły do gramofonu — niemieckie (Gamma) i nakręcany skrzyniowy adapter. I gramofon WG 580 F, adapter Bambino z lat 60., magnetofony szpulowe: Dama Pik, Aria 2408, Koncert.

Ciekawy jest radioodbiornik Aga — w dwu wersjach. Na niemieckiej — w odróżnieniu od szwedzkiej — widnieje napis „Nie dla Polaków”. Jest też w jego posiadaniu radioodbiornik Elektryt z lat 40.

— To najdroższe radio, jakie kupiłem. Dałem za nie tysiąc złotych — zdradza Krzysztof Siedlecki

Plany kolekcjonera? Małe muzeum, w którym mógłby pokazywać zwiedzającym zgromadzone eksponaty. Wszystkie.

Zainteresowanie elektroniką odziedziczył po ojcu i dziadku. Techniką interesuje się też jego mama.

— Elektronikę mam we krwi. Mój ojciec Tadeusz Pawlak był konstruktorem jednego z pierwszych przedwojennych radioodbiorników — radia kryształkowego. W czasie wojny tato — ryzykując życiem — swoje radioodbiorniki wymieniał na inne potrzebne rodzinie przedmioty. Raz za radio dostał rower — mówi pani Jadwiga Siedlecka.

Mama kolekcjonera wspomina historię z czasów swej pracy w Warszawskich Zakładach Telewizyjnych.

— Do telewizorów potrzebne były 4 małe kondensatorki. W Polsce nikt ich w latach 60. nie produkował. Tych części nie można było też importować, gdyż na nasz kraj nałożono embargo. Jedyny tego typu kontakt gospodarczy utrzymywaliśmy z Japonią. Wreszcie Polacy złożyli zamówienie — przez Japonię — do fabryki we Francji. Dokument podpisywali: dyrektor zakładu, główny konstruktor, a potem minister, gdyż była to transakcja walutowa. Minęło kilka tygodni. Kondensatorki nie przychodziły. Zaniepokojenie... Wreszcie dostaliśmy informację, by pojechać na bocznicę. Zamiast malutkich kondensatorków przyjechały 4 ogromne kondensatory na czterech wagonach! Okazało się, że podczas przepisywania słowo „mikro” maszynistka zmieniła na „makro”. Dostarczone kondensatory były stosowne tylko dla elektrowni, a na dodatek nieprzydatne w Polsce. Pojechały dalej, na Wschód — wspomina Jadwiga Siedlecka.

Kilkanaście starych radioodbiorników i telewizorów wypożyczonych przez Siedleckiego można podziwiać w filmach i na zdjęciach reklamowych. Stare polskie telewizory Wisła i Belweder przydały się do sesji zdjęciowych, w której brały udział prezenterki Vivy i MTV (magazyn „Uroda”), gramofon i stary magnetofon Kasprzak RM-222 wykorzystano w czasie zdjęć do magazynu „Fluid”. Stare radia spożytkowali scenografowie filmu „Pianista” i wielu seriali. Przedmioty retro z kolekcji Siedleckiego posłużyły też za fragmenty dekoracji w sztukach teatralnych — m.in. w teatrach Syrena i Guliwer.

Do wiernych klientów Bomisu należą Kazik Staszewski, Marek Siudym, Czesław Niemen, śpiewaczka operowa Małgorzata Walewska i jej mąż, muzyk Piotr Kokosiński.

Bomis odwiedzają często starsze osoby, które kwadransami przyglądają się starym radiom. Ktoś obiecał nawet właścicielowi sklepu, że zapisze mu w testamencie wszystkie swe elektroniczne zbiory. Bo wie, że nie pójdą na zmarnowanie.