Bessa na szerokim rynku ledwie na półmetku

W trwającej bessie indeks cenowy GPW może łącznie stracić nawet połowę wartości, ostrzega analiza techniczna wykresu.

Indeks cenowy GPW, w którym jednakową wagę mają wszystkie spółki notowane na warszawskim parkiecie, rozpoczął kończący się tydzień od pogłębienia blisko pięcioletniego dołka. Wskaźnik, który dobrze odzwierciedla warunki rynkowe dla inwestorów indywidualnych (to oni są nabywcami tak wielkich spółek, jak i tych najmniejszych, które mają znikomy wpływ na wskaźniki takie jak WIG), utrzymuje się od 15 miesięcy w regularnej bessie. Od szczytu hossy z marca ubiegłego roku stracił już 30,6 proc, a dekoniunktura może się nie skończyć, nim indeks nie straci drugie tyle, ostrzega analiza techniczna.

Celem dla indeksu cenowego GPW w obecnej bessie mogą być dopiero okolice 500 punktów, gdzie wkrótce zbiegną się dwie kluczowe linie wsparcia. Mowa o dolnym ograniczeniu zwyżkującego kanału, opisującego ostatnich 25 lat notowań wskaźnika, oraz dolnym ograniczeniu klina zniżkującego, w którym zawiera się całość trwającej od szczytu z 2007 r. dekoniunktury. Jeśli wyprzedaż na szerokim rynku będzie dalej przebiegała w tempie podobnym do obserwowanego dotychczas, jej dno może wypaść dopiero latem 2019 r. Strefa wsparcia będzie się wówczas znajdowała na wysokości 475-520 punktów, a to oznaczałoby pogłębienie bessy o kolejne 27-34 proc.

Wliczając dotychczasową przecenę, w czasie całej bessy przeciętna spółka z warszawskiej giełdy potaniałaby więc łącznie o co najmniej 50 proc. Sytuacja zresztą do złudzenia przypomina tą z czasów bessy, jaka przetoczyła się przez szeroki rynek w latach 2000-2002. Wówczas indeks cenowy GPW wykonywał trzeci ruch od górnego w kierunku dolnego ograniczenia symetrycznego trójkąta, opisującego strukturalną bessę lat 1994-2002. Obecnie jest w trakcie rysowania trzecie fali spadkowej w ramach zniżkującego klina, zawierającego strukturalną bessę lat 2007-2019 (?).

Jeśli analogia ta się sprawdzi, to z jednej strony inwestorzy indywidualni będą mieli przed sobą trudny rok. Jednak z drugiej – gdy tylko rynek znajdzie twarde dno, będzie to oznaczało znalezienie się inwestorów w momencie analogicznym do tego z jesieni 2002 r. Wówczas zakończenie długotrwałej bessy, naznaczonej przez marazm, a nawet zwątpienie co do sensu dalszego istnienia warszawskiej giełdy, zapoczątkowało strukturalną hossę lat 2002-2007. Aby jednak móc dołączyć do przyszłej wielkiej hossy, do zakupów akcji najprawdopodobniej trzeba będzie przystąpić z wyprzedzeniem. Historia bessy lat 2000-2002 i późniejszej hossy pokazuje, że odbicie od dna może być gwałtowne, a inwestorzy, którzy nie zdążą wsiąść do odjeżdżającego pociągu, nie będą mogli liczyć na to, że zrobi on jeszcze jeden przystanek, by na nich zaczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bessa na szerokim rynku ledwie na półmetku