Czytasz dzięki

Bessa nie wszystkich ściągnęła na dno

opublikowano: 01-04-2020, 22:00

WIG20 zamknął najgorszy kwartał w swojej historii, na GPW nie brakowało jednak spółek, które podczas koronawirusowej paniki zwiększyły swoją wartość

Spadkiem o 29,6 proc. zakończył I kwartał 2020 r. indeks najbardziej płynnych spółek z warszawskiej giełdy. To najsłabszy kwartał w 26-letniej historii tego indeksu, spadki w ostatnich trzech miesiącach były mocniejsze nawet niż w III kwartale 1998 (po bankructwie Rosji), I kwartale 2001 (w trakcie pękania bańki dotcomów) czy IV kwartale 2008 (po upadku Lehmann Brothers). Fatalnie poradził sobie też szeroki WIG, który stracił 28 proc. i był to dla niego drugi najgorszy kwartał w 29-letniej historii (gorzej było tylko, gdy pękała bańka po „szalonej hossie” lat 1993-94).

Tak fatalne wyniki nie oznaczają jednak, że całą giełdę zalała czerwień. Nawet w trakcie najgorszych sesji tej bessy znajdowały się spółki, którym udawało się utrzymywać ponad kreską. W sumie, biorąc pod uwagę dane za cały kwartał i wszystkie spółki z głównego rynku, których cena w tym okresie uległa zmianie, aż 84 proc. firm zanotowało spadek notowań. 62 podmioty na koniec marca 2020 były jednak notowane wyżej niż na koniec grudnia 2019 r.

Spożywcze nadzieje w WIG20

Zieleń można znaleźć nawet w indeksie WIG20. W kontraście do przecenionych o 73 proc. akcji CCC i o ponad 50-proc. walorów Aliora oraz PGE, stanęły Dino Polska oraz CD Projekt. Pierwsza ze spółek zyskała od początku roku aż 12,6 proc., druga 3,4 proc. Obu nie ominęły zawirowania i silne spadki na przełomie lutego i marca, później szybko odzyskiwały one jednak wartość dzięki swego rodzaju fundamentalnej odporności na koronawirusa. W przypadku Dino za ową odporność miało odpowiadać przesunięcie wydatków Polaków z innych kategorii na produkty spożywcze. Z jednej strony zamknięto galerie handlowe, z drugiej Polacy ruszyli robić zapasy na czasy pandemii.

Dodatkowo pojawiła się szansa, że być może przy okazji koronawirusa uda się wstrzymać dwie inicjatywy polityczne, które są istotnymi wyzwaniami dla spółki: wzrost płacy minimalnej i zakaz handlu w niedziele. Ten ostatni na razie wydaje się jednak nie do ruszenia. Warto też pamiętać, że gdy przyjdą zwolnienia z powodu pokoronawirusowego kryzysu gospodarczego, także Dino może ucierpieć.

Sama wartość koszyka zresztą już zaczęła spadać. Jak wynika z raportu Nielsena za dni 16-22 marca 2020 r. Polacy już się nakupowali i pandemiczny szał zakupów minął. Wartość sprzedaży produktów spożywczych spadła o 4,5 proc. rok do roku. Spektrum pozytywów wokół Dino powoli się zatem wyczerpuje.

Gry odporne na wirusa?

Na CD Projekt warto spojrzeć szerzej. W mWIG40 spośród 40 spółek, czterem udało się zakończyć kwartał ponad kreską. Dwie najmocniejsze to TenSquare Games (+42,9 proc.) oraz PlayWay (+28,2 proc.), a więc także producenci gier. Natomiast najmocniejszą spółką pierwszego kwartału w sWIG80 był inny przedstawiciel branży: BoomBit (+215 proc.), który po roku pełnym rozczarowań w końcu zaczął raportować lepsze wyniki sprzedażowe. Branża gamingowa początkowo mocno traciła podczas koronawirusowej bessy, co zrzucano na karb wysokich wycen, później jednak producenci gier ruszyli mocno w górę.

W rajdzie pomagały m.in. dane o rekordowej liczbie graczy na Steamie (najważniejszy sklep z grami) czy rosnącej sprzedaży konsol (z danych GSD wynika, że w tygodniu od 16 do 22 marca na 17 dużych rynkach sprzedano o 155 proc. więcej konsol rok do roku). Zamknięci w domach ludzie po prostu mocniej sięgnęli po gry. Na polskiej giełdzie pozytywny wpływ koronawirusa na biznes komunikowali m.in. Bloober czy Prime Bit. Warto jednak pamiętać, że branża na GPW jest bardzo zróżnicowana i nadal potrzebna jest odpowiednia selekcja. Koronawirus jest mniej groźny dla spółek, które „śpią na gotówce”, dla zadłużonych firm może jednak oznaczać problemy.

Zastanowić się należy także, jak kryzys gospodarczy wpłynie na rynek, gry to bowiem często nie jest produkt pierwszej potrzeby. Może to oznaczać mniejszy popyt na drogie duże produkcje, ze sporymi wymaganiami sprzętowymi, a większy na gry mobilne w modelu „free-to-play”.

Medyczno-higieniczny galimatias

Największe emocje budziły jednak spółki z branż, które bezpośrednio mogą skorzystać na koronawirusie. Aż o 266 proc. poszedł w górę kurs Harpera, producenta m.in. chusteczek. 92 proc. zyskał Mercator, producent rękawic i masek, który choć w 2019 r. miał stratę, w 2020 notuje ogromne zainteresowanie swoimi produktami. Gwiazdą ostatnich sesjikwartału był Biomed Lublin, którego kurs od początku roku urósł już o 96 proc. Wszystko za sprawą informacji, że „stara” szczepionka na gruźlicę produkowana przez firmę może pomóc w walce z koronawirusem. Tak zwanych koronawirusowych spółek jest jednak więcej.

Kolejne firmy ogłaszają, że biorą się za testy, zaczynają produkować specjalne maty, czujniki czy inne środki pomagające w walce z epidemią. Często są to firmy, które mają problemy z rentownością i dotrzymywaniem starych obietnic i liczą po prostu na spekulacyjny kapitał. Efektem są szybkie wzrosty kursu, ale również szybkie późniejsze spadki. Warto zadawać sobie zatem pytania o historię spółki, jej dotychczasowe dokonania oraz o czas, jaki ewentualnie mogłoby zająć wdrożenie danego pomysłu. Trzeba też pamiętać, że jeżeli spółka ma jeden „koronawirusowy” produkt i nawet na nim zarobi, to nie oznacza, że uzasadniony jest wzrost kursu o 100 czy 200 proc. w ciągu kilku sesji.

Stadne poszukiwanie wzrostów

Ta ostatnia kwestia dotyczy szczególnie spółek, które na wszystkim zyskują „przy okazji”. Najlepszym przykładem jest tzw. makaronowa hossa, która — gdy pojawiły się informacje o pustych półkach w sklepach — wywindowała notowania producentów żywności z długim terminem przydatności. Gwałtownie rosły wówczas m.in. notowania Makaronów Polskich oraz Pamapolu. Kilka dni później papiery spółek były jednak notowane przy poziomach sprzed rajdu. Jedno, że szał na makaron się skończył, drugie, że taki chwilowy zastrzyk gotówki niewiele zmienia w długoterminowym spojrzeniu na spółkę.

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Na giełdzie widać jednak swego rodzaju ruchy stadne drobnych inwestorów. Gdy jedna spółka z szeroko rozumianej branży biotechnologicznej ogłasza, że np. będzie sprowadzać testy koronawirusowe, w górę idą też akcje innych spółek z sektora. Za Makaronami w górę poszedł Pamapol. Gdy Steam pokazał mocne dane o liczbie graczy, w górę ruszył cały gaming. Drobni inwestorzy szukają „tematu pod grę” i gdy na rynku posucha, mocno chwytają się każdej szansy na wzrosty.

Widać to zresztą również po rynku NewConnect. NCIndex w I kw. 2020 r... zyskał 7,7 proc. właśnie głównie dzięki producentom gier i malutkim spółkom kolejno ogłaszającym próby „zarobienia na koronawirusie”. W efekcie wpływy pozytywnych informacji są przeszacowywane, a w skrajnych przypadkach za pozytyw brane są informacje bez znaczenia. Analizując giełdowe zmiany, które przyniósł pierwszy kwartał, warto także pamiętać, że na rynku wciąż jest bardzo wiele niewiadomych. Choć spółki publikują raporty o wpływie pandemii na ich biznes, niewiele z nich potrafi ocenić skalę tego wpływu. Nikt nie wie, kiedy koronawirusowe zamknięcie gospodarki się skończy i jak duże uderzenie w firmy ostatecznie przyniesie. Dlatego tym ważniejsze jest patrzenie na fundamenty spółek, ich zadłużenie oraz możliwości finansowe, a nie krótkoterminowe ruchy na giełdzie.

Krajobraz po bitwie

BARTŁOMIEJ CENDECKI, Quercus TFI

Blisko 30-procentowa przecena indeksu WIG w pierwszym kwartale to rzecz rzadko spotykana w historii naszej giełdy. Ostatnie dwa tygodnie przyniosły jednak uspokojenie sytuacji na rynkach, a nawet dosyć solidne odbicie. Inwestorzy na świecie uwierzyli (przynajmniej na razie), że rządy i banki centralne są w stanie opanować sytuację i złagodzić negatywne skutki gospodarcze pandemii. Dodatkowo zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki zbliżającego się szczytu zakażeń w krajach europejskich, co daje nadzieję, że wprowadzone trzy tygodnie temu restrykcje jednak działają.

Warto zauważyć, że odbicie naszego rynku zbiegło się z silnym osłabieniem polskiego złotego. W przeszłości wielokrotnie właśnie słaby kurs walutowy był kluczowym czynnikiem stabilizującym naszą gospodarkę. Jednocześnie staliśmy się jeszcze tańsi dla inwestorów zagranicznych. Niska cena ropy i benzyny na stacjach paliw powinna również w średnim terminie działać wspierająco i częściowo ograniczać skalę załamania gospodarczego. Dodatkowo nasz rynek ostatnie bardzo silne spadki rozpoczął i tak z już całkiem niskich poziomów wycen, czym odróżnialiśmy się od rynków zagranicznych.

Wydaje się, że z perspektywy długoterminowej dużo jest już w cenach polskich akcji. Trzeba zdać sobie natomiast sprawę z faktu, że szczególnie w przypadku mniejszych i średnich spółek inwestorzy będą potrzebowali obecnie trochę czasu, aby móc realnie ocenić, jak ostatnie wydarzenia wpłyną na wyniki. Być może do tego potrzebnych będzie kilka miesięcy, natomiast wiele podmiotów, które poradzą sobie z problemami, jest obecnie atrakcyjnych z punktu widzenia inwestycyjnego. Wpływ na poszczególne branże będzie jednakże bardzo zróżnicowany i duże znaczenie odgrywać będzie odpowiednia selekcja spółek.

Obecna sytuacja różni się również w jednym ważnym aspekcie od tej z 2007 r. W ostatnich dwóch latach nie było widocznych napływów do polskich funduszy akcyjnych, co więcej — miały miejsce duże umorzenia. To spowodowało, że obecnie przy tak silnej wyprzedaży nie ma większych problemów z umorzeniami z funduszy akcyjnych i — co ważne — potencjalne odbicia rynku nie powinny być blokowane przez kolejne fale umorzeniowe, jak to bywało w przeszłości. Wręcz przeciwnie, widoczne jest obecnie coraz większe zainteresowanie nowych inwestorów, co widać po liczbie otwieranych rachunków maklerskich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała

Polecane