Biedronka będzie pączkować z Polski

opublikowano: 23-02-2020, 22:00

Jeronimo Martins, portugalski właściciel Biedronki, planuje spożywczą ekspansję w Rumunii oraz kosmetyczną w Czechach i na Słowacji. W Polsce broni marż.

Portugalski gigant w Polsce w ostatnim roku zrobił się jeszcze większy. Biedronka, należącą do notowanego w Lizbonie koncernu Jeronimo Martins, miała w 2019 r. 54,2 mld zł przychodów, o 8,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Polski biznes odpowiada za ponad dwie trzecie sprzedaży portugalskiej firmy i za blisko 90 proc. zysków. Na poziomie EBITDA Biedronka zarobiła w ubiegłym roku 918 mln EUR, czyli w przeliczeniu prawie 4 mld zł, a jej udziały rynkowe sięgnęły 23 proc.

Ostatnią dużą akwizycją Jeronimo Martins, którego szefem jest Pedro
Soares dos Santos, było przejęcie dyskontów Plus od niemieckiego Tengelmanna.
Teraz portugalska firma szykuje się do kupna dużej sieci w Rumunii, a za
transakcję ma odpowiadać jej polski oddział.
Zobacz więcej

APETYT NA ZAKUPY:

Ostatnią dużą akwizycją Jeronimo Martins, którego szefem jest Pedro Soares dos Santos, było przejęcie dyskontów Plus od niemieckiego Tengelmanna. Teraz portugalska firma szykuje się do kupna dużej sieci w Rumunii, a za transakcję ma odpowiadać jej polski oddział. Fot. Marek Wiśniewski

— Polska jest motorem naszej działalności i rozwój w tym kraju to dla nas priorytet. Gospodarka na tle innych państw unijnych rozwija się bardzo szybko, bezrobocia praktycznie nie ma, a inflacja cen żywności wspiera wyniki sprzedaży — być może jest już nawet aż za wysoka. Wierzymy nadal w możliwość zwiększania skali działalności w Polsce, ale przyglądamy się też możliwościom ekspansji na inne kraje regionu — mówi Pedro Soares dos Santos, prezes Jeronimo Martins.

Regionalne pączkowanie

Poza Portugalią i Polską Jeronimo Martins od kilku lat działa w Kolumbii, gdzie ma już ponad 600 sklepów budowanej od zera sieci Ara, przynoszącej wciąż straty na poziomie operacyjnym. Następnym rynkiem powinna być Rumunia.

— Zastanawialiśmy się nad ekspansją na tym rynku od kilku lat i jesteśmy bliscy podjęcia decyzji. Przygotowujemy właśnie strategię do 2025 r., ale spodziewamy się, że do wejścia na rynek rumuński dojdzie wcześniej, w ciągu 2-3 lat. Ekspansja będzie prowadzona przez naszą polską spółkę zależną i menedżerów Biedronki. Nie zamierzamy budować sieci od podstaw, celem jest przejęcie istniejącego gracza — mówi Pedro Soares dos Santos.

Potencjalnym celem akwizycyjnym może być sieć Profi, licząca ponad 1000 sklepów. Od 2016 r. jej właścicielem jest fundusz Mid Europa, który zapłacił za nią 533 mln EUR.

— Mamy niskie zadłużenie i dużą elastyczno ś ćw finansowaniu transakcji. Nie jesteśmy i nie chcemy być niewolnikami banków — mówi szef Jeronimo Martins.

Wcześniej polski oddział portugalskiej firmy może zająć się ekspansją na rynki czeski i słowacki. Tam jednak Jeronimo Martins nie chce walczyć o rynek spożywczy.

— Chcemy rozwinąć w tych krajach sieć Hebe. Będzie to rozwój organiczny, nie mamy planów akwizycyjnych — zapowiada Pedro Soares dos Santos.

Polskie inwestycje

Tymczasem w Polsce Biedronka w ubiegłym roku przekroczyła liczbę 3 tys. sklepów i w tym roku może powiększyć się o 100 kolejnych.

— Takie tempo zamierzamy utrzymać w następnych latach. 40 proc. nowych sklepów będzie działało w mniejszym formacie proximity. Wciąż testujemy, w jaki sposób wpasowuje się on w polski rynek i w jakich obszarach miast możemy prowadzić takie sklepy — mówi Pedro Soares dos Santos.

Portugalczycy w przyszłym roku chcą zainwestować 700- 750 mln EUR. W ubiegłym roku na Biedronkę przypadło 57 proc. budżetu inwestycyjnego (około 1,7 mld zł), z czego na nowe sklepy poszła jedna trzecia, a ponad 40 proc. przeznaczono na remonty istniejących placówek.

— W detalu najgorsze, co może być, to przestarzałe sklepy, do których przestają przychodzić klienci. Na polskim rynku w najbliższych latach na pewno dojdzie do sporych przetasowań i niektórzy gracze będą musieli się z niego wycofać. Dobrze znane problemy ma np. Tesco, ale z mojej perspektywy każdy problem konkurentów to dobra wiadomość dla naszej firmy — mówi Pedro Soares dos Santos.

Powiększać będzie się też licząca 273 placówki sieć drogerii Hebe, której przychody urosły w ubiegłym roku o 25,9 proc., do 1,1 mld zł.

— Hebe w ubiegłym roku po raz pierwszy osiągnęło rentowność na poziomie EBITDA. Chcemy, by bardzo szybko zaczęło też przynosić zysk netto — mówi szef Jeronimo Martins.

Drogeryjna sieć od lipca ubiegłego roku sprzedaje produkty w internecie. Biedronka takich planów nie ma.

— Rynek sprzedaży żywności w internecie jest w Polsce malutki i wchodzenie na niego się nie opłaca. Nie zamierzamy też otwierać e-sklepu z asortymentem niespożywczym, który jest dostępny w Biedronkach, bo nie chcemy robić konkurencji swoim własnym sklepom — mówi Pedro Soares dos Santos.

Finansowe ryzyka

Biedronka utrzymuje marżę EBITDA na poziomie 7,3 proc. W tym roku zamierza utrzymać ją na tym samym poziomie, choć otoczenie rynkowe łatwe nie będzie — liczba dni handlowych się zmniejszy w związku z kolejnymi ograniczeniami handlu w niedziele, możliwe jest też wejście w końcu w życie podatku handlowego. Sprzyjające w ostatnich latach otoczenie makroekonomiczne też staje się trudniejsze.

— Inflacja na krótką metę pomaga detalistom, ale zbyt duża inflacja może być też dla nich największym zagrożeniem: przy rosnących cenach klienci w końcu zaczynają zmieniać preferencje zakupowe — mówi szef Jeronimo Martins.

Inflacja, ograniczenia niedzielnego handlu i dodatkowe obciążenia podatków nie wyczerpują listy zagrożeń dla wyników portugalskiej grupy na polskim rynku. We wrześniu ubiegłego roku UOKiK ogłosił, że prowadzi postępowanie w sprawie wykorzystywania przewagi kontraktowej nad dostawcami owoców i warzyw przez dyskontową sieć. Potencjalna kara za takie naruszenia to nawet 3 proc. rocznych obrotów, co w przypadku Biedronki oznaczałoby ponad 1,5 mld zł.

— Urząd prowadzi postępowanie, czekamy na jego rozstrzygnięcie i nie komentujemy sprawy. Nie zmieniliśmy naszych praktyk w tym zakresie, bo nie uważamy ich za nieprawidłowe — ucina Pedro Soares dos Santos.

W odrębnym postępowaniu UOKiK spółce grożą jeszcze większe kary w związku ze skargami klientów na to, że ceny, umieszczone przy produktach na półce, były inne od tych, które nabijano na kasie. W tym przypadku sieć przyznawała, że w sklepach zdarzały się pojedyncze nieprawidłowości i „pracuje nad ich wyeliminowaniem”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu