Bilans mieszany

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-06-28 00:00

Wzrost bezrobocia i deficytu, ustabilizowanie niskiej inflacji, obniżenie stóp procentowych i większa wiarygodność — to zmiany ostatnich 10 lat.

Ostatnia dekada przyniosła istotne zmiany w obrazie naszej gospodarki, a także w warunkach życia zarówno przedsiębiorców, jak i przeciętnych ludzi. Od 1995 r., w którym ceny rosły o blisko jedną trzecią rocznie, przeszliśmy do etapu stabilizacji inflacji na poziomie, jakiego nie powstydziłby się nie jeden kraj o starszej od naszej gospodarce wolnorynkowej.

Ciągle rosło

Minione lata to także okres nieprzerwanego wzrostu gospodarczego. I choć nie odnotowaliśmy recesji, warto zauważyć, że nie był to czas jednorodny.

— Okres od 1995 do 1997 roku przyniósł największy wzrost, rzędu 7 proc. Ten czas charakteryzował się wysokimi nakładami inwestycyjnymi, modernizacją gospodarki, to także boom konsumpcyjny, wyjątkowy okres stymulowany wysokim popytem wewnętrznym — przekonuje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Koniec ubiegłego wieku przyniósł wyhamowanie wzrostu do 4 proc., a początek tego stulecia —spowolnienie do ślimaczego tempa 1 proc.

— Towarzyszyło temu ograniczenie popytu wewnętrznego, prawie 10-proc. spadek inwestycji i silna korekta w aktywności gospodarczej przedsiębiorstw. Recesja polskiej gospodarki miała też wpływ na rynek pracy — zauważa Łukasz Tarnawa.

Firmy dały radę

Przedsiębiorstwa zmuszone były do restrukturyzacji i obniżania kosztów. Te, które nie sprostały wyzwaniom, najczęściej odchodziły w niebyt. Te, które przetrwały —są silniejsze.

— Po dekadzie zmiennego wzrostu, sektor korporacyjny jest zaprawiony w bojach. Możemy być spokojni o kondycję przedsiębiorstw, w myśl powiedzenia, że “co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Podmioty, które zostały są przygotowane na wahania kursowe i zmienność popytu — twierdzi Łukasz Tarnawa.

Zwiększanie wydajności, ograniczanie kosztów firm, a także wysokie koszty pracy spowodowały, że przy poprawie sytuacji finansowej rosło bezrobocie. Zatrudnianie stało się ryzykowne. Dziesięć lat temu bezrobotnych było 2,6 mln. W końcu 2004 r. — 3 mln. Zatrudnienie w gospodarce narodowej wynosiło odpowiednio 8,8 mln w 1995 r. i 7,5 mln w 2004 r.

Nowa polityka

W polityce monetarnej zaszły bardzo duże zmiany. W 1995 r. nie było jeszcze Rady Polityki Pieniężnej. Przełom nastąpił w 1998 r., gdy RPP wprowadziła politykę bezpośredniego celu inflacyjnego.

Jacek Wiśniewski, szef działu analiz i prognoz rynkowych Pekao, zwraca uwagę na to, że ustanowienie RPP w 1998 r. oznaczało zmianę stylu prowadzenia polityki pieniężnej.

— To pozwoliło ujarzmić inflację. Bilans działalności rady oceniam dobrze — dodaje analityk Pekao.

Zmiany dotyczyły też prowadzonej przez bank centralny polityki kursowej. Kurs złotego ze sterowanego w 1995 r. w przedziale +/- 7 proc. został całkowicie uwolniony.

Ostatnie dziesięć lat to także okres dużego deficytu budżetowego i rosnącego długu publicznego.

— Dług publiczny narasta z roku na rok, choć nie jest jeszcze dużym zagrożeniem. Gdyby jednak ta tendencja utrzymała się, mogłoby to być niebezpieczne. Problemy fiskalne wciąż nie zostały rozwiązane — podkreśla Łukasz Tarnawa.

Zwraca uwagę, że Polska nie doświadczyła kryzysu walutowego, mimo że to był okres burzliwy na rynkach wschodzących.

— To spore osiągnięcie. Nie wystąpił też kryzys bankowy, tak jak w wielu gospodarkach wschodzących — dodaje ekonomista PKO.

— Dekadę temu nasz kraj nie był wiarygodny dla inwestorów. Dziś jesteśmy postrzegani jako pełnowartościowy uczestnik europejskiego rynku finansowego i nikt nie kojarzy nas z bankrutem, który nie potrafi spłacać swoich długów, jak to miało miejsce jeszcze w roku 1994 — podsumowuje Jacek Wiśniewski.