Bilet z Wrocławia od 100 tys. zł

opublikowano: 08-09-2019, 22:00

Bilet w klasie królewskiej? Można tak przyjąć, bo mowa o rzadkim „bilecie kassowym” — banknocie, na który stolica łypie już okiem zazdrośnicy.

Gdyby aukcyjny rynek numizmatyczny doczekał się chłopięcego komiksu, Warszawa może i byłaby graczem tłustości King Konga, jednak nie górowałaby aż tak niepodzielnie ani nie rzucała tak głębokiego cienia na resztę. We wrześniowym odcinku tych przygód superbohater nadleciałby ze stolicy Dolnego Śląska, zapowiadając na nadchodzący weekend aukcję online, a więc dostępną również dla wojowników, których magiczną mocą jest sobotnio-niedzielne lenistwo. Salon Numizmatyczny Mateusza Wójcickiego wie, że starcie z gorylem o terytorium może nie być łatwe, ale nie raz zastrzelił już stolicę aukcyjnym rekordem, a tym razem sięgnie po broń najwyższej jakości — wśród armat m.in. stanisławowski talar oraz banknot zwany biletem z progiem 100 tys. zł.

Stanisławowska
moneta licytowana będzie od 10 tys. zł m.in. dlatego, że jest najlepiej
zachowanym odnotowanym egzemplarzem. Ten sam próg na aukcji będzie miało
również 5 fenigów Wolnego Miasta Gdańska — rzadkość ze względu na lustrzane
tło, w którym można się przeglądać.
Zobacz więcej

PRZEGLĄD MONET:

Stanisławowska moneta licytowana będzie od 10 tys. zł m.in. dlatego, że jest najlepiej zachowanym odnotowanym egzemplarzem. Ten sam próg na aukcji będzie miało również 5 fenigów Wolnego Miasta Gdańska — rzadkość ze względu na lustrzane tło, w którym można się przeglądać. FOT. MATEUSZ WÓJCICKI

Stanisław August Mocny

Szkolny poczet królów być może zapiszczał właśnie z bólu, jednak w katalogu nadchodzącej aukcji talar Poniatowskiego istotnie odsłania tajemne moce, dzięki którym licytowany będzie od poziomu 10 tys. zł. Dla mniej wprawionych inwestorów czynnik wyda się śmieszną drobnostką, bo tym razem mowa nie tylko o niespotykanie dobrym stanie zachowania, ale i o detalu łatwo umykającym oczom. W bogaty kompozycyjnie rewers — z koroną, wstęgami i końmi w galopie — wpleciono drobne inicjały I.S. wskazujące na Justyna Schrödera, zarządcę warszawskiej mennicy, którą właśnie w tym czasie czekały istotne zmiany kadrowe. Talary z 1772 r. z sygnaturą odchodzącego intendenta są wobec tego rzadkością i odmianą wczesną, zawdzięczającą inwestycyjny potencjał dwóm szczupłym literom.

Lustrzanka znad Bałtyku

Mimo że 5 fenigów Wolnego Miasta Gdańska nie przedstawia żadnego wymagającego lupy widoku z ratuszem, w pewnym sensie i tak stanowi pocztówkę ze starówki — wyważona, schludna stylistyka staroniemieckiego liternictwa natychmiast podpowiada kierunek „Danzig”, zwłaszcza że tym razem za staranność odpowiada tzw. stempel lustrzany. Znana w zaledwie kilku egzemplarzach gdańska moneta z 1928 r. oznaczona jest w katalogu zapisem CAMEO, co oznacza, że jej nieskazitelnie połyskujące pole odciśnięto specjalnie wypolerowanym stemplem. Nietrudno o wniosek, że cena wywoławcza na poziomie 10 tys. zł wynika wobec tego z możliwości przeglądania się, jednak na to składa się w końcu nie tylko metoda mennicza, ale też kluczowy na rynku stan zachowania.

— Naszym klientom doradzamy przede wszystkim, aby w pierwszej kolejności lokowali kapitał w numizmatach znakomicie zachowanych. Bez względu na to, czy to moneta, czy banknot, i niezależnie od gospodarczej koniunktury, takie walory zawsze znajdują nabywców, nierzadko po latach, za cenę znacznie wyższą niż cena zakupu — komentuje Mateusz Wójcicki, zwracając uwagę na ogólny stabilny wzrost wartości oparty nie tyle na modzie, co na wciąż głodnym popycie.

My Słowianie wiemy, jak…

Jeśli mowa o tym, na co popyt zapatruje się łakomym okiem, warto spojrzeć na wystawiony z progiem 40 tys. zł wzór banknotu — 20 złotych z 1928 r., a więc papierowego rówieśnika wspomnianej lustrzanki znad Zatoki. Prawie niespotykany w obiegu projekt w odcieniu fiołków syci wzrok urokami swojskości: tradycyjnie ustrojoną Polką o grubym warkoczu i łagodnych rysach oraz widokiem okolonego surowymi skałami Morskiego Oka. Czy inwestor docenia jednak urodny, szeleszczący papier tak samo jak kawałek metalu, czy lokata w numizmaty nieodłącznie wiąże się jeszcze pobrzękiwaniem?

— Wielu kolekcjonerów, a także osób z nastawieniem inwestycyjnym nie postrzegało banknotów jako formy lokaty. Uważam, że rynek ten cierpiał na brak jakości i nierzadko traktowany był po macoszemu. Można to zmieniać wyłącznie rzetelnością — restrykcyjnym podejściem do opisów stanu zachowania udało nam się już zachęcić niejednego kolekcjonera do uzupełnienia kolekcji monet banknotami, a to doskonały sygnał na przyszłość dla całego rynku — komentuje Mateusz Wójcicki, pokazując, że w nocie katalogu papierowy pieniądz musi być opisany co do drukarskiego połysku farby i najdrobniejszej niesforności rogu.

Koniec jazdy na gapę

Wrocławski salon — jako komiksowy superbohater — najcięższe działa wytoczy już 14 września, a więc pierwszego dnia aukcji, kiedy kolekcjonerzy rywalizować będą o muzealnie rzadki złotówkowy banknot. „Bilet kassowy” Królestwa Polskiego, czyli 10 zł z 1824 r., licytowany będzie od progu 100 tys. zł, eksponując wagę, jaką na rynku numizmatów ma nie tyle nakład emisji, co jej koniec. Wydrukowane w petersburskiej fabryce asygnaty 10 zł powstały na wrażliwym papierze o niskiej gramaturze, przy czym w obiegu funkcjonowały aż 23 lata, a po wycofaniu przez następnych sześć lat podlegały wymianie w bankowych kasach.

Obywatel nie miał więc sentymentu, żeby zachowywać dziesięciozłotówki na pamiątkę, wobec czego do obecnych czasów przetrwały przypadkiem niewymienione, nieliczne eksponaty — nadtarte, zużyte obiegiem, z nieznanymi podpisami. Wystawiony egzemplarz o niskiej, pięciocyfrowej numeracji pochodzi prawdopodobnie z jednej z pierwszych wydrukowanych partii, która bardzo wcześnie zużyła się na sklepowych ladach i targach. Na wieść o śladowej dostępności uczepiony Pałacu Kultury King Kong zagapił się na monet, pomyślał o rekordzie i podrapał po nosie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu