Biznes pachnący mydłem (WIDEO)

Justyna Smolińska
05-01-2018, 20:30

Ania i Ula Bieluń, czyli współwłaścicielki Ministerstwa Dobrego Mydła - rodzinnej mydlarni, która podbija serca klientów ręcznie robionymi, naturalnymi i wegetariańskimi kosmetykami. Jak wyglądały początki ich biznesu, co sprawiało najwięcej kłopotów i czy drugi raz podjęłyby taką samą decyzję? Na te pytania odpowiada nam jedna z sióstr.

 - Pomysł na Ministerstwo zrodził się, tak jak często się takie pomysły rodzą - z pasji, z hobby. My kosmetyki naturalne robiłyśmy już dużo wcześniej - szczególnie ja, bo Ula była dużo młodsza. I próbowałam też je kupować na rynku, one były wówczas bardzo drogie, więc idąc za taką potrzebą, podjęłam próbę wytworzenia swojego pierwszego mydła, a potem kolejnych kosmetyków. Po jakimś czasie te mydła, te kosmetyki zaczęli ode mnie pozyskiwać przyjaciele, znajomi, rodzina i naturalnie pojawił się pomysł na biznes - mówi Anna Bieluń, współwłaścicielka "Ministerstwa Dobrego Mydła"

 - Pierwsze mydło było totalnym zaskoczeniem, przygotowałam je z przepisu znalezionego w internecie. Kilka prostych olejów, kilka maseł, ług sodowy. Zlałam powstałą z połączenia tych produktów masę, do kartonu po mleku. I kolejnego dnia odwijałam ten karton, odrywałam po kawałku i to było niesamowite uczucie - dodaje.

 Teraz produkcja kosmetyków jest bardziej zaawansowana.

 - Mydło w Ministerstwie powstaje z połączenia olejów i maseł roślinnych z ługiem sodowym. Mieszamy te składniki w garnku, porządnie je ze sobą łączymy i dodajemy glinki, dodajemy zioła, dodajemy olejki eteryczne, które nadają mydłom właściwości, ale też piękny zapach. W niektórych przypadkach dodajemy też aromaty, kiedy chcemy poczuć woń czekolady czy kawy, dodajemy ścierniwa, takie jak łupinki, takie jak mielone algi czy na przykład właśnie kawę, która daje nam potem fajny masaż podczas mycia.Tych składników jest mnóstwo i tworzenie każdej nowej kostki, to jest dla nas z jednej strony wyzwanie, a z drugiej strony super zabawa - mówi Anna Bieluń.

Skąd dwie młode dziewczyny zdobyły środki na własny biznes i jak wyglądały początki prowadzenia działalności?

 - O tym, że ta pasja mogłaby zamienić się w biznes, myślałam od początku. Natomiast hamulcem oczywiście były pieniądze potrzebne do rozpoczęcia i tu spotkała nas niespodzianka - pojawiła się informacja o konkursie organizowanym przez szczeciński Urząd Marszałkowski. Tam było do zgarnięcia 40 tysięcy złotych - mówi Anna.

 Pieniądze jednak szybko się skończyły.

 - Te 40 tysięcy starczyło nam na pierwszy miesiąc działalności. W zasadzie tylko wystarczyło nam na remont lokalu, którego użyczyli nam rodzice. To było nasze stare mieszkanie, więc w zasadzie zaczęłyśmy pracę w swojej własnej kuchni, magazyn miałyśmy w naszych starych pokojach, gdzie kiedyś dorastałyśmy, ale odpowiednio odrestaurowany ten lokal, mógł służyć za pracownię i pieniędzy wystarczyło na jego remont i zakup podstawowych akcesoriów. Dziś gdybym wiedziała, jak te sprawy się potoczą, jakie są potrzebne pieniądze do uruchomienia takiej działalności, prawdopodobnie nigdy bym się tego nie podjęła, ale czasem niewiedza pcha nas do takich przedsięwzięć i to jest super - mówi na koniec Anna Bieluń.

Dziś siostry zatrudniają 15 osób, mają linię produkcyjną w Szczecinie, sklep internetowy i stacjonarny sklep w Warszawie, a ich kosmetyki zdobywają kolejne nagrody.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Smolińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Biznes pachnący mydłem (WIDEO)