BNP Paribas: Najlepszy termin przyjęcia euro to 2018 rok

ISB
25-09-2008, 15:24

Do strefy euro powinniśmy wstąpić w roku 2018, ale rząd może zdecydować się na to już 4 lata wcześniej, wynika z  czwartkowej wypowiedzi głównego ekonomisty banku BNP Paribas Michała Dybuły. Jego zdaniem, zbyt szybkie przyjęcie euro, przed przeprowadzeniem koniecznych reform strukturalnych, może owocować wyraźnym wzrostem inflacji.

"Postawienie bardzo ambitnego terminu wejścia do strefy euro wystawia na szwank wiarygodność rządu czy premiera na rynkach finansowych. Można zakładać, że jego deklaracja nie była konsultowana z bankiem centralnym czy ministrami, a biorąc pod uwagę konieczność dokonania zmian w konstytucji, przy obecnym układzie politycznym składanie takich deklaracji wydaje się mocno przedwczesne" - powiedział Dybuła podczas konferencji prasowej.

W jego opinii, ważniejszy jest jednak fakt, że polska gospodarka nie jest jeszcze przygotowana do wejścia do strefy euro. Nie chodzi tu tylko o niskie PKB na mieszkańca czy brak elastyczności rynku pracy, ale także niedoinwestowanie sektora energetycznego, czy braku efektywnej infrastruktury przemysłowej. Samo wejście do strefy euro wcale nie musi oznaczać szybszego tempa wzrostu gospodarczego, a przykładem mogą być Portugalia i Włochy.

"Dobrym przykładem jest natomiast Słowacja, gdzie cały plan był bardzo dobrze przygotowany - najpierw zliberalizowano rynek pracy, zacieśniono politykę fiskalną, co umożliwiło wprowadzenie podatku płaskiego. Później przeprowadzono reformę emerytalną i dopiero na samym końcu, gdy te problemy zostały rozwiązane, podjęto decyzję o wejściu do ERM2" - pochwalił Dybuła.

Tymczasem tak szybka deklaracja o przyjęciu euro już w 2011 r. może spowodować w naszym kraju spore problemy. Konieczne jest więc najpierw wprowadzenie i zakończenie niezbędnych reform, a dopiero później deklaracje.

"Warto by było poczekać do momentu, gdy nasz poziom PKB na mieszkańca wg parytetu siły nabywczej, względny poziom cen będą na poziomie co najmniej 75-80% dla strefy euro. Przy rozsądnym scenariuszu ekonomicznym różnic w dynamice PKB w okolicach 3,0% na naszą korzyść, tą drogę udało by się przejść w ciągu 10 lat, czyli w 2018 r." - wyjaśnił analityk BNP.

SZYBKIE PRZYJĘCIE EURO GROZI WZROSTEM INFLACJI

Dybuła uważa jednak, że rząd może zrobić to nieco wcześniej, ale nie w roku 2011. Ostrzega jednak przed - argumentem podnoszonym także przez Jarosława Kaczyńskiego - wzrostem inflacji. Według jego obliczeń przy zbyt szybkim przyjęciu euro wzrost wskaźnika CPI jest nieunikniony. Wynika to z różnicy cen w Polsce (60% unijnych) i zarobków Polaków (50% obywatela Unii), więc zacieranie się tej różnicy przy braku możliwości prowadzenia własnej polityki pieniężnej musi skutkować skokiem inflacji.

"Uważam, że rozsądek przeważy, nastąpi odwrócenie kota ogonem i słowa premiera można rozumieć tak: w roku 2011 jesteśmy gotowi, spełniamy kryteria konwergencyjne, wygrywamy wybory i w 2012 r. wchodzimy do ERM2. W tej sytuacji euro przyjmujemy w roku 2014" - podsumował swoje rozważania Michał Dybuła.

POLSKĘ CZEKA WYRAŹNE SPOWOLNIENIE GOSPODARCZE

Analityk BNP Paribas dodał, że ma pewne obawy dotyczące możliwości spełnienia przez Polskę kryteriów z Maastricht oraz tempa "doganiania" krajów Europy Zachodniej. Dybuła jest bowiem pesymistą i oczekuje wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego oraz utrzymania się wysokiej inflacji co najmniej do roku 2010.

"Bardzo istotny spadek produkcji przemysłowej oraz bardzo znaczny spadek sprzedaży detalicznej sugeruje, że w II kw. tego roku tempo wzrostu gospodarczego spadnie bardzo wyraźnie. Patrząc też na prognozy PKB w krajach UE trudno być optymistą i zakładam, że tempo wzrostu gospodarczego spadnie w Polsce poniżej 2,0% w perspektywie trzech kwartałów" - uważa Michał Dybuła.

W jego ocenie, uzyskanie w przyszłym roku ponad 4-proc. tempa wzrostu będzie "bardzo trudne, o ile nie niemożliwe". W efekcie Dybuła ocenia, że wzrost PKB w 2009 r. wyniesie 3,7%, a rok później 4,4%.

"Pierwszym elementem, który zacznie nam słabnąć, będzie eksport, dodatkowo systematycznie spada jego konkurencyjność, więc perspektywy dla tego wskaźnika są raczej kiepskie. Spadek tempa wzrostu eksportu z pewnym opóźnieniem, ale wyraźnie, wpłynie na osłabienie tempa inwestycji w przedsiębiorstwach" - wyjaśnia ekonomista.

DWIE OBNIŻKI STÓP PROC. W I POŁ. 2009 R.

Analityk BNP Paribas równie pesymistycznie ocenia inne ważne wskaźniki makroekonomiczne - inflację oraz koszt pieniądza.

"Obserwowany obecnie spadek inflacji w wyniku niższych cen surowców i żywności nie powinie dziwić i ten trend powinien się jeszcze utrzymać. Ponieważ mamy jednak do czynienia ze strukturalną zmianą na rynku żywności i nowy popyt w szybko rozwijających się krajach azjatyckich, to w 2010 r. spodziewam się ponownego odbicia tego wskaźnika do 3,8%" - ostrzega Dybuła.

Oczywiste są natomiast dla analityka BNP Paribas decyzje Rady Polityki Pieniężnej (RPP) - w październiku nastąpi jeszcze jedna podwyżka stóp procentowych, a od 2009 roku Rada rozpocznie luzowanie polityki pieniężnej.

"Jednak, z powodu ogłoszenia termin wejścia do strefy euro i konieczności spełnienia kryterium konwergencyjnego, polityka pieniężna będzie musiała o ok. 1 pkt proc. bardziej restrykcyjna, niż gdybyśmy tego celu inflacyjnego w 2011 r. spełniać nie musieli. W efekcie oczekuję tylko 2 obniżek, obu w pierwszej połowie 2009 roku" - powiedział analityk BNP.

Według opublikowanej przez Ministerstwo Finansów "Strategii zarządzania długiem na lata 2009-2011" wzrost PKB ma wynieść w roku 2009 4,4%, by później przyspieszyć do 4,9-5,0% w latach 2010-2011. W tym samym czasie inflacja ma spaść z poziomu 2,9% w 2009 r. do 2,5-proc. celu NBP. (ISB)

lk/tom

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ISB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / BNP Paribas: Najlepszy termin przyjęcia euro to 2018 rok