Pełne otwarcie rynku usług pocztowych w 2009 r. stoi pod znakiem zapytania. Plany Brukseli torpeduje m.in. Polska.
Dwa albo trzy lata — o tyle dodatkowego czasu walczą kraje obawiające się pełnego otwarcia usług pocztowych od 2009 r. Rękę na hamulcu trzymają m.in. Francja, Belgia, Hiszpania, Włochy i Polska. Podczas jutrzejszych obrad ministrów odpowiedzialnych za ten sektor spróbują przeforsować odłożenie bolesnej zmiany.
Wbrew oczekiwaniom, nie zanosi się na przyjęcie wytycznych do nowej dyrektywy. Przy szybkiej liberalizacji upiera się Charlie McCreevy, komisarz UE odpowiedzialny za rynek wewnętrzny. Zgodnie z dyrektywą z 2002 r., w Unii na konkurencję otwarto na razie jedynie rynek przesyłek powyżej 50 gramów.
Pełna liberalizacja oznacza wystawienie monopoli pocztowych na konkurencję także w obrocie listami i paczkami poniżej 50 gramów. Problem w tym, że taką wagę ma większość przesyłek. Zdaniem polskich negocjatorów, Poczta Polska nie jest jeszcze w stanie sprostać konkurencji.
Bruksela twierdzi, że wolny rynek doprowadzi do spadku cen usług. Każde państwo będzie musiało też zapewnić powszechny dostęp do nich nawet na terenach słabo zaludnionych, a ewentualny deficyt pokrywałby tam fundusz zasilany ze składek wszystkich firm pocztowych. Operatorzy odpowiedzialni za te tereny byliby wybierani w przetargu.