Jak podkreśla Boni, to "dobry i słuszny cel", pod którym podpisuje się obiema rękami. "Ale patrzmy realistycznie na możliwości jego osiągnięcia właśnie do 2015 roku i zarazem na polskie potrzeby rozwojowe. Gdyby nie było zmniejszenia pieniędzy unijnych w latach 2013-2014, to co innego" – mówi.
"Ale tej sytuacji bezpieczniej byłoby ograniczać deficyt trochę wolniej, chyba, że będzie tak wysoki wzrost gospodarczy, iż stanie się to w oczywisty sposób możliwe. W jednym jesteśmy zgodni: nie ma możliwości rozwoju przy pętli deficytu i dużym zadłużeniu. Różnica polega na tym, jakie narzędzia i w jakim tempie zostaną użyte by zmniejszyć dług" – podkreśla.
Boni dodaje, że różni się z ministrem finansów także w sprawie pożądanej relacji wydatków publicznych do PKB. "Nie chcę ich obniżać, ale utrzymać gdzieś na poziomie 43 proc., zmieniając strukturę wydatków. Ograniczać w pewnych dziedzinach, by alokować w te prorozwojowe" – mówi.
Dopytywany jak pogodzić redukcję deficytu z takim poziomem wydatków, Boni
odparł: "trzeba być konsekwentnym w oszczędzaniu i reformach systemowych, np.
dążyć do zbilansowania systemu ubezpieczeń – krok po kroku i z akceptacją
społeczną". "Ale też szukać rezerw w efektywności wydatków" – zaznacza.