Mimo celnych turbulencji wywołanych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa rok 2025 na światowym rynku stali zakończył się względną stabilizacją.
- Globalna konsumpcja stali w 2025 r. utrzymała się na poziomie zbliżonym do 2024 r., czyli 1,75 mld ton, przy czym dynamika była silnie zróżnicowana regionalnie. Spadki zapotrzebowania odnotowane w Chinach w związku z przedłużającym się tam kryzysem w budownictwie mieszkaniowym zostały zrównoważone przez wzrost popytu w krajach rozwijających się, przede wszystkim w Indiach, Azji Południowo-Wschodniej, Afryce oraz regionie MENA [Bliski Wschód i Afryka Północna - red.] – mówi Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH).
Nadpodaż mocy produkcyjnych na świecie sięgnęła 678 mln ton.
Na polskim rynku dominują dostawy z zagranicy. Importerzy rozpychają się też w UE
- Na tle globalnym europejski rynek stali w 2025 r. był w trudnej sytuacji. Zużycie w UE po raz kolejny lekko spadło - o 0,2 proc. względem 2024 r. – wylicza prezes HIPH, dodając, że od czterech lat unijny popyt jest na poziomie niższym niż przed pandemią.
Aż 27 proc. europejskiej konsumpcji stanowił w ubiegłym roku import, co przy słabym popycie wewnętrznym pogłębiało presję cenową i utrudniało poprawę rentowności.
Ekspansja importerów blokowała także poprawę sytuacji polskich producentów.
- Eksport polskich wyrobów stalowych nie nadąża za importem, co skutkuje trwałym i pogłębiającym się deficytem handlowym. W niektórych grupach produktowych udział importu w zaopatrzeniu rynku przekracza 80 proc., co oznacza, że nawet w warunkach umiarkowanego wzrostu popytu krajowego głównymi beneficjentami są dostawcy zagraniczni – podkreśla Mirosław Motyka.
Tanie materiały skutkują niskimi ofertami w budowlance. Trend się odwróci
Zaostrzająca się na polskim rynku konkurencja dołuje ceny, co negatywnie wpływa nie tylko na producentów stali, ale także na dystrybutorów i przetwórców produktów hutniczych.
- Branża stalowa żegna rok 2025 bez żalu. Był to kolejny okres pełen wyzwań wynikających m.in. ze słabego popytu. Ceny utrzymywały trend spadkowy, co skutkowało notowaniem bardzo niskich marż przez firmy z branży dystrybucji i przetwórstwa stali – twierdzi Piotr Sikorski, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów i Przetwórców Stali.
Z danych firm budowlanych zużywających dużo wyrobów stalowych wynika, że po trzech kwartałach 2025 r. ceny były tylko o 34 proc. wyższe niż po trzech kwartach 2019 r., czyli niedługo przed pandemią. W trakcie jej trwania były natomiast o około 100 proc. wyższe niż na koniec III kwartału 2019 r., a po wybuchu wojny w Ukrainie nawet 150-170 proc. wyższe.
Branża stalowa zaczyna jednak powoli wychodzić z dołka.
- Po głębokim załamaniu w latach 2022–23 oraz stagnacji w 2024 r. w 2025 r. nastąpiła wyraźna poprawa w produkcji stali. W okresie styczeń–wrzesień 2025 r. produkcja stali surowej wzrosła o około 6 proc. rok do roku, a produkcja wyrobów walcowanych na gorąco o około 7 proc. – wylicza Mirosław Motyka.
Zwraca uwagę, że mimo zwiększania produkcji huty mocno cięły koszty, o czym świadczy choćby czasowe wygaszenie jednego z dwóch wielkich pieców pracujących w Dąbrowie Górniczej. Szef HIPH informuje też, że zanotowany w branży niewielki wzrost zużycia dotyczy głównie wyrobów długich oraz rur stalowych. To produkty wykorzystywane głównie w budownictwie, które wciąż jest w dołku.
- Budownictwo – kluczowy odbiorca stali – wciąż jest w stagnacji, a poprawa widoczna w wybranych segmentach robót specjalistycznych nie kompensuje słabości budownictwa kubaturowego i inżynieryjnego – mówi Mirosław Motyka.
Pierwsze oznaki ożywienia w infrastrukturze. To pomoże hutom
Trudną sytuację na tych rynkach dostrzegają także menedżerowie z branży budowlanej. Dariusz Grzeszczak, prezes grupy Erbud, mówił niedawno w PB, że powstrzymuje się ona ze startowaniem w przetargach w segmencie kubaturowym, bo konkurencji agresywnie grają cenami. Równocześnie prognozował jednak rychły wzrost inwestycji budowlanych, m.in. kubaturowych i wywołany nimi wzrost cen materiałów, które będą wymagać zwiększenia waloryzacji. To dobry prognostyk dla branży stalowej. Pomoże także oczekiwany przez budowlankę wzrost w segmencie budownictwa infrastrukturalnego, które wychodzi z dołka.
- Pierwsze oznaki długo wyczekiwanego ożywienia inwestycyjnego pojawiły się jesienią 2025 r. Przyspieszyły postępowania przetargowe w sektorze infrastrukturalnym, finansowanym zarówno ze środków unijnych, jak i krajowych, którymi rząd musi gospodarować szczególnie ostrożnie z uwagi na napiętą sytuację budżetową. Z powodu pustych portfeli zleceń wykonawcy zaciekle rywalizują o każdy kontrakt, co rodzi obawy o rentowność projektów pozyskiwanych w ostatnich miesiącach. Wszystko wskazuje na to, że rok 2026 przyniesie wyraźną poprawę w segmencie infrastruktury. Skala planowanych zamówień zapowiada się naprawdę imponująco. Branża zaczyna powoli wychodzić z dołka, a kulminacji wzrostu można się spodziewać w latach 2027–28 - mówi Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Twierdzi jednak, że będziemy mieli do czynienia z budownictwem dwóch prędkości – inwestycje infrastrukturalne ruszą z kopyta, a segment projektów komercyjnych nadal będzie funkcjonować na zaciągniętym hamulcu ręcznym.
Od 2026 roku ruszy CBAM, który wymaga uszczelnienia
Piotr Sikorski podkreśla natomiast , że niepokój budzi nie tylko trudna sytuacja na rynku hutnicznym, ale także kondycja branż, dla których stal jest podstawowym materiałem do produkcji. Twierdzi, że odbiorcy potrzebują ochrony tak samo jak sektor stalowy. Zapewnić ją ma tzw. CBAM, czyli podatek graniczny od wyrobów energochłonnych, który ma być pobierany od 2026 r.
Przedsiębiorcy z branży metalurgicznej apelują o jego uszczelnienie, obawiając się, że importerzy po wprowadzeniu podatku granicznego na stal przerzucą się na gotowe wyroby, takie jak pralki, części motoryzacyjne czy konstrukcje dla energetyki. Obawiają się, że prace nad uszczelnieniem mogą potrwać nawet dwa lata. Piotr Sikorski uważa jednak, że wiele tych firm, które stanowią bazę klientów dystrybutorów stali i centrów serwisowych, może do tego czasu nie dotrwać.
Oprócz uszczelnienia CBAM na 2026 r. nie brakuje też innych wyzwań.
- Prognozy zakładają umiarkowane ożywienie popytu zarówno w Europie, jak i w Polsce, jednak jego skala będzie w dużym stopniu zależeć od warunków makroekonomicznych, skuteczności ochrony rynku UE oraz – zwłaszcza w przypadku Polski – od realnych działań na rzecz obniżenia kosztów energii i ograniczenia obciążeń regulacyjnych. Bez takich zmian ryzyko dalszej utraty krajowego potencjału hutniczego pozostaje wysokie – twierdzi Mirosław Motyka.
W 2026 r. i kolejnych latach do zwiększenia zamówień na stal przyczyni się rozwój sektora zbrojeniowego. W końcówce 2025 r. Ministerstwo Obrony Narodowej przejęło formalnie Hutę Częstochowa, zapowiadając, że będzie kluczowym dostawcą dla zbrojeniówki. Zakład wymaga jednak inwestycji, bo przez wiele lat był zaniedbany. Częstochowska huta w ostatniej dekadzie dwa razy zbankrutowała i wielokrotnie wygaszała produkcję.
Branżowi przedsiębiorcy podkreślali już jednak, że zapowiadane większe zamówienia z sektora zbrojeniowego nie zrekompensują strat wynikających z zastoju w innych branżach, takich jak budownictwo czy motoryzacja. Szacowali, że zapotrzebowanie na stal do produkcji sprzętu obronnego zwiększy zamówienia zaledwie o kilka milionów ton. To znikoma ilość, bo produkcja stali liczona jest w milionach ton, ale warto podkreślić, że stal dla obronności pomoże zwiększyć rentowność firm.
Większe nadzieje niż dostawy dla firm zbrojeniowych huty wiążą z zamówieniami z segmentu budowlanego na rzecz obronności, np, do wykonania schronów czy obiektów podwójnego zastosowania, np. tuneli. Tego typu inwestycje będą realizowane np. z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności, którego start przygotowuje Bank Gospodarstwa Krajowego, oraz uruchamianego przez Komisję Europejską funduszu SAFE.
