Borussia, czyli najpierw pożycz, potem pobij

opublikowano: 16-05-2012, 00:00

Klub z Zagłębia Ruhry obronił mistrzostwo i zgarnął podwójną koronę. Gdyby nie restrukturyzacja, 8 lat temu byłby bankrutem

16 lat minęło jak jeden dzień — a dokładnie 15,5 roku od ostatniego meczu Ligi Mistrzów na polskiej ziemi. W listopadzie 1996 r. w piątej kolejce fazy grupowej Widzew Łódź podejmował na własnym stadionie Borussię Dortmund. Mecz zakończył się wynikiem 2:2. Dla prowadzonego przez Franciszka Smudę Widzewa udział w fazie grupowej był ostatnią odsłoną pasma sukcesów — potem co prawda kwalifikował się jeszcze do Pucharu UEFA i zdobywał wicemistrzostwo Polski, ale rosnące długi, podejrzane operacje finansowe władz, korupcja i brak wizji sprawiły, że w kolejnej dekadzie był co najwyżej ligowym średniakiem. Tymczasem dla Borussii była to ostatnia strata punktów przed pasmem sześciu zwycięstw, które doprowadziły ją do triumfu w Lidze Mistrzów (w finale wygrała z Juventusem), a potem w Pucharze Interkontynentalnym. Sukces miał jednak swoją cenę.

Niemiecki kryzys...

Borussia szybko poczuła się zespołem ze ścisłej europejskiej czołówki. Pod wodzą prezydenta Gerda Niebauma w klubie z Zagłębia Ruhry nie oszczędzano na niczym, licząc na jeszcze lepsze wyniki. W 2000 r. klub z Dortmundu zadebiutował na frankfurckiej giełdzie jako pierwszy i — do tej pory — jedyny niemiecki klub piłkarski. Dwa lata później odzyskała zaś mistrzostwo kraju, jednocześnie dochodząc do finału Pucharu UEFA. Budżet już wtedy pękał jednak w szwach, a dług narastał. Na koniec 2004 r. sięgał 140 mln EUR, mimo że w 2002 r. Borussia sprzedała stadion funduszowi nieruchomości.

Pomoc dla dortmundczyków przyszła z nieoczekiwanej strony. Gdy klub we wrześniu 2004 r. miał problemy z wypłaceniem pensji zawodnikom, chwilę oddechu dał mu najpotężniejszy rywal, maszerujący wtedy po kolejne mistrzostwo Bayern Monachium. Bawarczycy pożyczyli Borussii 2 mln EUR. Nie był to zresztą pierwszy raz, gdy zabawili się w piłkarski bank. Wcześniej krezusi niemieckiego futbolu pomagali finansowo m.in. rywalowi zza miedzy, TSV 1860 Monachium, a także FC St. Pauli.

Borussia szybko zwróciła dług. 1,5 mln EUR spłacono już po miesiącu, korzystając z pieniędzy z emisji akcji, resztę — po zakończeniu sezonu. W klubie całkowicie zmieniły się też władze — prezydentem został Reinhard Rauball, a zarządzanie Borussią powierzono Hansowi-Joachimowi Watzke.

…i niemiecka restrukturyzacja

Nowe kierownictwo zabrało się do cięcia kosztów i szukania sponsorów. Nie minął rok ich pracy, a prawa do nazwy stadionu Borussii — Westfalenstadion — zostały sprzedane na 10 lat ubezpieczycielowi Signal Iduna. Sam stadion został w całości odkupiony od funduszu w 2006 r., w czym pomogły pieniądze od Morgan Stanley, w tym czasie posiadającego 16 proc. akcji Borussii.

— Borussia i wszyscy ludzie w klubie dostali nauczkę: nie można wydawać pieniędzy, których się nie zarabia. Zrozumieliśmy, że musimy inwestować w szkolenie młodzieży, samodzielnie produkować gwiazdy i dodawać do drużyny młodych zawodników z potencjałem. Musieliśmy skupić się na bardzo elastycznej strukturze kosztów — powiedział Thomas Tress, dyrektor finansowy Borussii.

Trafione transfery znacznie podreperowały budżet Borussii. Klub zrobił dobry interes m.in. na Euzebiuszu Smolarku. Niechcianego w Feyenoordzie Rotterdam „Ebiego” najpierw wypożyczono na pół roku, a potem — w 2005 r. — kupiono za 0,75 mln EUR.

Dwa lata później Racing Santander zapłacił za niego 4,8 mln EUR. Jeszcze więcej może być wart Robert Lewandowski, kupiony z Lecha Poznań za 4,5 mln EUR, a dziś wyceniany przez Transfermarkt.de na 15 mln EUR. Ten sam portal wycenia kupionego 2 lata temu za 350 tys. EUR Japończyka Shinji Kagawe na 17 mln EUR. Jego transfer do Man Utd. może być sfinalizowany na dniach. Stały strumień pieniędzy trafia też do Borussii z kieszeni fanów, regularnie wykupujących 50 tys. sezonowych karnetów na mecze.

Tymczasem Widzew, potykający się niegdyś z Borussią jak równy z równym, walczy dziś o uzyskanie licencji na grę w Ekstraklasie, nieprzyznanej z powodu „niespełnienia kryteriów finansowych”, i pozbywa się kolejnych piłkarzy. Może trzeba było iść na giełdę?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy