Bank tworzy sobie dodatkowe źródło pozyskania kapitału. Na razie pieniądze płyną wąską strużką.
Bank Polskiej Spółdzielczości (BPS) otoczył się wianuszkiem spółek córek, a nawet doczekał już wnuczek. W grupie finansowej są: dom maklerski, TFI, spółka windykacyjna, leasingowa, rozliczająca transakcje kartowe oraz najmłodsze dziecko — spółka faktoringowa. Zarządza nią Piotr Konieczko, były prezes BZ WBK Faktor. W grupie BPS obowiązuje zasada, podobna jak w grupie Leszka Czarneckiego, że kluczowi menedżerowie mogą obejmować akcje spółek. Maksymalny poziom zaangażowania wynosi 24 proc.
— Tworzymy grupę, żeby zaoferować kompleksowe usługi finansowe naszym klientom oraz banków spółdzielczych — wyjaśnia Mirosław Potulski, szef BPS.
To jeden z celów. Drugim jest utworzenie źródła pozyskania kapitału, z którym BPS ma problem. Współczynnik wypłacalności balansuje na granicy 9 proc., co mimo permanentnej nadpłynności (obecnie około 10 mld zł) ogranicza możliwości kredytowe. Od kilku miesięcy BPS pracuje nad emisją akcji dla akcjonariuszy, z której planuje uzyskać 70 mln zł. To jednak tylko zażegnuje problem na jakiś czas. BPS przymierza się do wejścia na giełdę w przyszłym roku. To też jednak pieśń przyszłości, bo uzyskanie zgód w skomplikowanej organizacji, jaką jest bank zrzeszający z kilkoma gremiami decyzyjnymi, może potrwać. Dlatego BPS chce zapewnić sobie własne źródła finansowania.
— Posiadanie własnej grupy finansowej daje możliwość zdobycia kapitału w formie dywidendy wypłacanej przez spółki — mówi Mirosław Potulski.
Na razie wpływy z zysków wypracowanych przez córki nie są duże. Zyskowne są trzy: dom maklerski, Centrum Finansowe (windykacja) oraz TFI, które wypracowały 10 mln zł. Sam bank mógł zarobić w 2010 r. ponad 100 mln zł.
BPS jest największym bankiem zrzeszającym w sektorze spółdzielczym — grupuje 365 banków.