Brytyjski detalista będzie ostro zwalniać

opublikowano: 27-04-2012, 00:00

Tesco zapowiedziało zwolnienia grupowe. Zdaniem związkowców, sieć pozbędzie się prawie 3 tys. pracowników.

Minimum 10 proc. z 28,5 tys. zatrudnionych — tyle osób, według związkowców, straci pracę w polskich sklepach brytyjskiego Tesco. Sieć handlowa właśnie zapowiedziała zwolnienia grupowe.

— Tesco ma zyski, ale najwyraźniej polski oddział z nich nie korzysta — sieć ma zwiększać zatrudnienie w Wielkiej Brytanii, gdzie i tak pracowników w jednym sklepie jest więcej niż u nas, a tu bierze się do zwolnień — mówi Elżbieta Jakubowska, przewodnicząca Solidarności w Tesco. Przedstawiciele sieci twierdzą, że liczby podawane przez związkowców są przesadzone.

— Trwają analizy struktur w poszczególnych sklepach. Na tym etapie nie można jeszcze oszacować, jaka dokładnie będzie skala zmian i których sklepów będzie dotyczyć. Podawanie zatem przez działaczy związkowych jakichkolwiek liczb jest czystą spekulacją — mówi Michał Sikora, rzecznik Tesco.

Dlaczego Tesco zwalnia?

— Wprowadzamy zmiany operacyjne, które spowodują reorganizację pracy w niektórych sklepach. Mogą się one wiązać z koniecznością przesunięcia niektórych osób na inne stanowiska, zmianami zakresów obowiązków na stanowiskach oraz w niektórych sklepach, niestety, również ze zwolnieniami — mówi Michał Sikora. Tesco postara się znaleźć dla zwolnionych „inne stanowiska w strukturach”. Ci, którym się nie poszczęści, mają otrzymać odprawy i „pakiety informacyjne wspierające aktywne poszukiwanie pracy”. Brytyjska sieć miała w Polsce w ostatnim roku 12,1 mld zł obrotów (wzrost o 8,8 proc. r/r) i otworzyła 51 kolejnych sklepów. Ma ich łącznie ponad 420. W ostatnich miesiącach intensywnie promowała elektroniczne, samoobsługowe kasy — we wrześniu w Warszawie otworzyła pierwszy supermarket tylko z nimi. Są jednak tacy, których zwolnienia w sieciach handlowych nie martwią. To agencje pracy tymczasowej, zatrudniające m.in. merchandiserów, czyli osobyodpowiedzialne za rozłożenie towarów na półkach. Zdaniem związkowców, w sklepach niektórych sieci nawet połowa pracowników to ludzie, którzy podpisują umowy śmieciowe z zewnętrznymi agencjami.

— Każda redukcja personelu oznacza, że sklepy będą musiały uzupełnić obsługę w kilkudziesięciu procentach pracownikami tymczasowymi. Dla nas zatrudnianie pracowników dla sieci handlowych to — w zależności od miesiąca — kilka, kilkanaście procent biznesu — mówi Krzysztof Inglot, rzecznik giełdowego Work Service.

OKIEM ZWIĄZKOWCA

Skala zwolnień jest karygodna

ALFRED BUJARA

sekcja krajowa pracowników handlu NSZZ Solidarność

Nie mamy wątpliwości, że teraz Tesco poszuka pracowni- ków w agencjach pracy tymczasowej. Sprzedaż detaliczna rośnie, sieci otwierają kolejne sklepy, a jednocześnie redukują zatrudnienie. Będziemy protestować przeciw takiemu traktowaniu, chcemy zainteresować tą sytuacją posłów, Ministerstwo Gospodarki, Państwową Inspekcję Pracy czy organizacje międzynarodowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Brytyjski detalista będzie ostro zwalniać