Budżet dostanie nauczkę

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 26-06-2007, 00:00

Nauczyciele walczą o wcześniejsze emerytury. Tymczasem żyją dłużej niż reszta emerytów. Górnicy też nie mają powodów do narzekań.

EmeryturyNauczyciele chcą przywileju, który im się nie należy. Górnicy już go mają.

Nauczyciele walczą o wcześniejsze emerytury. Tymczasem żyją dłużej niż reszta emerytów. Górnicy też nie mają powodów do narzekań.

Trwa batalia o emerytury pomostowe. Rząd obiecywał projekt ustawy przed wakacjami. Nie zdążył. Miał odchudzić listę uprawnionych do wcześniejszej emerytury. Utrzymanie jej bez skreśleń kosztowałoby budżet 68 mld zł w ciągu 25 lat.

Wcześniejsze emerytury to polityczna mina. Im bliżej końca prac nad ustawą, im więcej protestów, tym bardziej rząd mięknie. Kolejarze, hutnicy i metalowcy — to tylko kilka grup zawodowych, które uważają, że przywilej im się należy.

Dołączyli do nich nauczyciele, grożą strajkiem po wakacjach. Twierdzą, że ich zawód jest tak ciężki, że zdrowie nie pozwala im pracować równie długo, jak innym. Takich samych argumentów używali dwa lata temu górnicy, którzy po bitwie ulicznej z policją wywalczyli sobie prawo do przejścia na emeryturę po 25 latach pracy.

Dotarliśmy do rządowego raportu, który dowodzi, że obie grupy nie mają racji: nauczyciele żyją średnio dłużej niż inni, a górnicy niemal tak samo długo jak przeciętny emeryt. To obala mit, że tym grupom, jako szczególnie narażonym, należą się przywileje emerytalne.

Belka chciał

Raport przygotował w 2005 r. Departament Analiz Ekonomicznych i Prognoz Ministerstwa Polityki Społecznej.

— O wyliczenia poprosili partnerzy społeczni z Komisji Trójstronnej — potwierdza Agnieszka Chłoń-Domińczak, ówczesna podsekretarz stanu w Ministerstwie Polityki Społecznej.

Na podstawie danych z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ministerstwo porównało śmiertelność wśród całej populacji emerytów oraz osobno górników i nauczycieli. Konkluzja jest jednoznaczna:

„Analiza przeprowadzonych obliczeń wskazuje, że zawód nauczyciela nie wpływa na skrócenie dalszego oczekiwanego trwania życia. Nauczyciele kobiety i nauczyciele mężczyźni po przejściu na emeryturę żyją średnio dłużej niż pozostałe osoby w populacji. Różnice w długości trwania życia po przejściu na emeryturę dla górników i pozostałych ubezpieczonych są na tyle niewielkie, że mogą wynikać z zastosowanych w obliczeniach przybliżeń” — czytamy w raporcie.

Rząd Marka Belki, który sprzeciwiał się wcześniejszym emeryturom dla górników, miał więc mocny argument. Przegrał, bo posłowie wszystkich partii, poza PO, podnieśli rękę za. Liczyli, że wyborcy odwdzięczą się przy urnach. Raport nigdy nie został przedstawiony opinii publicznej. Obecny rząd mógłby z niego skorzystać. Gdyby chciał.

Belfrzy nadal swoje

Analiza ministerstwa pracy obala powszechną tezę, że praca górnika i nauczyciela znacząco pogarsza stan zdrowia.

— Te dane pokazują, że nie ma medycznych przesłanek, by nauczyciele i górnicy przechodzili wcześniej na emeryturę. To decyzja polityczna, a nie merytoryczna — mówi Wojciech Nagel, ekspert od ubezpieczeń społecznych Business Centre Club.

Wnioski z raportu zaskoczyły prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP).

— Nie znam tego raportu. Nie wiem, na jakich danych jest oparty, ale budzi moje wątpliwości — mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Prezes nie ma natomiast wątpliwości, że przywileje nauczycielom się należą.

— Nauczyciel to zawód o szczególnym charakterze — podkreśla Sławomir Broniarz.

I przywołuje ekspertyzę Instytutu Medycyny Pracy, według której „zawód pedagoga należy do zawodów o szczególnym obciążeniu psychospołecznym i fizycznym”.

Te obciążenia to m.in. wysoki poziom stresu, hałas, a także suche powietrze, które prowadzą do wypalania zawodowego i chorób narządu mowy.

Także górnicy są przekonani, że przywileje im się należą.

— Górnicy nie są w stanie pracować pod ziemią dłużej niż 20 lat — mówi Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników.

Każdy choruje

Eksperci są innego zdania.

— Każdy z czasem nabawi się jakiegoś schorzenia: nauczyciel strun głosowych, informatyk wzroku, a stomatolog kręgosłupa. To nie oznacza, że wszyscy mają przejść wcześniej na emeryturę. Jeśli ktoś nie może już pracować w swoim zawodzie, powinien się przekwalifikować — mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

Pojawiają się głosy, że nauczyciele i górnicy żyją dłużej właśnie dlatego, że wcześniej odchodzą na emeryturę.

— To nieprawda. Światowe badania dowodzą, że im później przestaje się pracować, tym dłużej się żyje — mówi Wojciech Nagel.

— Nie zapominajmy, że nauczyciele są mniej narażeni na stres, bo mają dłuższe wakacje i w tygodniu pracują mniej niż 40 godzin — dodaje Jeremi Mordasewicz.

Zapytaliśmy resort pracy, dlaczego górnicy i nauczyciele zasługują na przywileje emerytalne.

— Długość życia nie jest decydującym kryterium. W przypadku górników są to ważne względy społeczne, a w przypadku nauczycieli względy medyczne — mówi Romuald Poliński, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Jakie to względy? Nie powiedział.

Liczby mówią co innego:

Górnicy i nauczyciele przekonują, że są schorowani i muszą wcześniej przechodzić na emeryturę. Liczby pokazują zupełnie co innego. Górnikom było łatwiej przeforsować swoje zdanie — mieli w rękach kilofy, a protesty zbiegły się w czasie z kampanią wyborczą. Nauczycielom będzie trudniej — do wyborów daleko, a obecna władza niespecjalnie ceni wykształciuchów. No i ich związek zawodowy ma na pieńku z ministrem edukacji.

Miliardy na młodych emerytów

W ciągu 25 lat na wcześniejsze emerytury górników wydamy 70 mld zł, a dla nauczycieli — 20 mld zł. To rozsadzi system — alarmują eksperci.

Opinia społeczna łagodnie patrzy na nauczycieli domagających się wcześniejszych emerytur. Tak jak dwa lata temu, gdy walczyli o nie górnicy. W myśl opinii — „ciężko pracują, więc im się należy”. Rzecz w tym, że za te przywileje ktoś musi zapłacić. Według najnowszych wyliczeń, w ciągu 25 lat na emerytury górnicze wydamy 70 mld zł, a nauczycieli 20 mld zł. Rocznie wydamy więc na nie średnio 3,6 mld zł. Za to można wybudować 150 km dróg ekspresowych. Konsekwencje mogą być jednak dużo gorsze.

— To rozsadza system ubezpieczeń społecznych, którego fundamentem jest zasada: każdy dostaje z niego tyle, ile wpłacił. Tymczasem nauczyciele chcą dostawać zdecydowanie więcej — mówi Wojciech Nagel, ekspert BCC.

— Do rent i emerytur górniczych dopłacamy rocznie 4,5 mld zł. O tyle więcej dostają z systemu niż do niego wpłacają. Nauczyciele finansują swoje emerytury tylko w połowie. Resztę dopłacają inne grupy zawodowe, m.in. pielęgniarki — dodaje Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

W rezultacie nad systemem ubezpieczeń społecznych gromadzą się czarne chmury.

— Utrzymywanie przywilejów emerytalnych grozi niewypłacalnością systemu. Nie będziemy w stanie utrzymać milionów osób na zasiłku, zwanym emeryturą — ostrzega Wojciech Nagel.

— Mamy dramatycznie niski wskaźnik aktywności zawodowej. W grupie 55-64 lata pracuje u nas tylko 28 proc. osób, a w Estonii 59 proc. — mówi Jeremi Mordasewicz.

Ograniczenie liczby młodych emerytów jest planem ratunkowym.

— Nie ma co liczyć na to, że jeśli będzie mniej uprzywilejowanych, to składki, które płacimy, spadną. Ale jeśli nie ograniczymy ich liczby, to w perspektywie 4-5 lat trzeba będzie je podnieść — ostrzega Wojciech Nagel.

Ekonomiści przypominają, że nauczyciele równolegle z przywilejami emerytalnymi domagają się podwyżki pensji. Spełnienie drugiego postulatu mogłoby rozwiązać problem.

— Jeśli będziemy godziwie zarabiać, sami będziemy mogli odłożyć na emeryturę. Na razie zabiera się nam dotychczasowe przywileje, a nic nie daje w zamian — mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Niestety, rządzącym wygodniej jest przyznać przywileje emerytalne, bo za nie trzeba płacić dopiero za kilka czy kilkanaście lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu