Bunt przystawek

Pytanie za trzy punkty. Co może poróżnić obecną koalicję rządową? Odmienne spojrzenie na politykę gospodarczą, sprzeczne opinie o systemie opieki społecznej, różne koncepcje walki z bezrobociem czy może, o zgrozo, obsada ministerialnych stanowisk? Nic podobnego. Pierwsza rysa na koalicji to kłótnia o obsadę średniego szczebla zarządzającego w telewizji publicznej. Oczywiście absolutnie apolitycznej, bezstronnej i obiektywnej.

Bunt przystawek

Adam Sofuł
opublikowano: 21-06-2006, 00:00

Pytanie za trzy punkty. Co może poróżnić obecną koalicję rządową? Odmienne spojrzenie na politykę gospodarczą, sprzeczne opinie o systemie opieki społecznej, różne koncepcje walki z bezrobociem czy może, o zgrozo, obsada ministerialnych stanowisk? Nic podobnego. Pierwsza rysa na koalicji to kłótnia o obsadę średniego szczebla zarządzającego w telewizji publicznej. Oczywiście absolutnie apolitycznej, bezstronnej i obiektywnej.

Poszło o to, że nowy prezes TVP Bronisław Wildstein nie chce się zgodzić, by szefową trzeciego programu TVP została osoba rekomendowana przez Samoobronę (skądinąd trudno się prezesowi TVP dziwić, że chciałby zachować resztki wpływu na obsadę stanowisk), i zagroził dymisją w razie nacisków. Z drugiej strony, Andrzej Lepper grozi, że jeśli kandydatka Samoobrony nie zostanie szefem regionalnej „Trójki” (stanowisko kluczowe przed wyborami samorządowymi), ustąpi z funkcji wicepremiera, a Samoobrona opuści koalicję. Lider PiS Jarosław Kaczyński został więc niespodziewanie postawiony przed wyborem: Lepper albo Wildstein i — co można potraktować jako swoistą ironię dziejów — nie jest to łatwy wybór. I nie jedyny.

Na tym bowiem żądania koalicjantów PiS, na razie mocniej artykułowane przez Samoobronę, się nie kończą. Stanowiska wiceministrów w resortach siłowych, 20 proc. stanowisk we władzach spółek skarbu państwa — te tematy prezes Kaczyński będzie musiał podjąć z LPR i Samoobroną. Z partiami, które jeszcze nie tak dawno przy okazji tworzenia paktu stabilizacyjnego nazywał przystawkami. PiS miał nadzieję, że oddanie koalicjantom kilku najczęściej utworzonych ad hoc resortów zaspokoi ich apetyty. Przynajmniej na pewien czas.

Ten czas się właśnie kończy. LPR i Samoobrona chcą, by PiS podzielił się rzeczywistą władzą i prawdziwymi konfiturami w państwowych spółkach. W tej sytuacji każde rozwiązanie jest złe. Zarówno rozpad koalicji, jak i zwiększenie wpływu na rządzenie mniejszych koalicyjnych partnerów będzie oznaczało osłabienie rządu oraz ratującego jeszcze notowania PiS popularnego premiera. Jeśli Jarosław Kaczyński zechce ten niekorzystny scenariusz oddalić, pierwszą ofiarą owego buntu przystawek zostanie prezes TVP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane