Chile dołączyło do prorynkowego nurtu

Niedzielne zwycięstwo Sebastiana Piñery w wyborach prezydenckich w Chile umacnia w Ameryce Południowej kurs na wolnorynkowe reformy

Wponiedziałek chilijskie peso umacniało się do dolara o 2,1 proc., a główny indeks giełdy w Santiago rósł w ujęciu dolarowym o 6,9 proc. To reakcja na wygraną w drugiej turze wyborów prezydenckich Sebastiana Piñery, kandydata prorynkowej prawicy. Niegdysiejszy magnat lotniczy, którego majątek szacowano na 2,7 mld USD, zdobył według wczesnych obliczeń 54,6 proc. głosów, pokonując Alejandra Guillierę, kandydata rządzącej lewicowej koalicji. Do zwycięstwa obiecującego dwukrotnie szybszy wzrost gospodarczy, stworzenie 600 tys. miejsc pracy oraz zmniejszenie deficytu budżetowego Sebastiana Piñery przyczyniło się rozczarowanie rządami lewicy. W czasie kadencji odchodzącej prezydent Michelle Bachelet wzrost gospodarczy wynosił średnio zaledwie 2 proc. i był najniższy od kryzysu z początku lat 80. Rządom centrolewicy towarzyszyła przecena miedzi, surowca odpowiadającego za połowę chilijskich wpływów z eksportu. Mimo to wielu przedsiębiorców źródeł słabej koniunktury upatrywało w spadku inwestycji, za który obwiniali podwyżki podatków dla przedsiębiorstw i reformy socjalne. Sebastian Piñera, który w kampanii przyrównał swojego kontrkandydata do Nicolasa Madury, socjalistycznego prezydenta pogrążonej w chaosie Wenezueli, zamierza przyjąć bardziej probiznesowy kurs, przy jednoczesnym utrzymaniu większości reform poprzedniej ekipy.

DOBRE CZASY: Pierwsza kadencja Sebastiana Piñery stała pod znakiem tragicznego trzęsienia ziemi, protestów studentów żądających bezpłatnej edukacji, licznych gaf prezydenta oraz oskarżeń o konflikt interesów. Mimo to dziś Chilijczycy tęsknią do notowanego wtedy średnio 5-procentowego wzrostu gospodarczego.
Zobacz więcej

DOBRE CZASY: Pierwsza kadencja Sebastiana Piñery stała pod znakiem tragicznego trzęsienia ziemi, protestów studentów żądających bezpłatnej edukacji, licznych gaf prezydenta oraz oskarżeń o konflikt interesów. Mimo to dziś Chilijczycy tęsknią do notowanego wtedy średnio 5-procentowego wzrostu gospodarczego. Fot. Bloomberg

Zwycięstwo Sebastiana Piñery, który w latach 2010- -14 był pierwszym prawicowym prezydentem Chile od upadku reżimu Augusta Pinocheta, poprzedziło objęcie przez zwolenników wolnorynkowych reform rządów w Argentynie, Brazylii i Peru. Ten zwrot przyniósł koniec trwającej przez półtorej dekady hegemonii sił lewicowo-populistycznych w krajach Ameryki Południowej. Dzięki dobrej koniunkturze na rynkach eksportowanych surowców rządy mogły rozwijać szczodre programy socjalne. Sebastian Piñera w kampanii obiecał wspierać efektywność w najzamożniejszej gospodarce kontynentu, zmniejszać biurokrację oraz upraszczać przepisy, aby stworzyć warunki do odbicia w inwestycjach. Prezydentowi-elektowi, który urząd obejmie w marcu, nie będzie łatwo zrealizować program. Część proponowanych przez Sebastiana Piñerę rozwiązań zostanie rozwodniona — zapowiada think tank Capital Economics. Skład kongresu jest rozdrobniony, a lewicowa opozycja będzie sprzeciwiała się m.in. odwróceniu dokonanej przez nią podwyżki podatku od przedsiębiorstw. Dlatego pierwsza entuzjastyczna reakcja na zwycięstwo probiznesowego kandydata ustąpi miejsca schłodzeniu nastrojów — zapowiada think tank. Na koniec przyszłego roku główny indeks giełdy w Santiago sięgnie 6 tys. pkt., co oznaczałoby około 8-procentowy potencjał umocnienia — przewidują specjaliści banku Citigroup.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Chile dołączyło do prorynkowego nurtu