Chińscy dostawcy pod lupą Brukseli

Komisja Europejska chce nałożyć karne cła Huawei i ZTE, które zdominowały polski rynek dostawców dla sektora telekomunikacyjnego.

Komisja Europejska (KE) przymierza się do wszczęcia postępowania w sprawie chińskich dostawców sprzętu telekomunikacyjnego — informuje „Financial Times”. Dziennik napisał, że komisja ma „poważne dowody,” że Huawei i ZTE otrzymują wsparcie od chińskiego rządu. To jeden z nielicznych przypadków, gdy Komisja Europejska wszczyna postępowanie z własnej inicjatywy, a nie w odpowiedzi na skargi np. przedsiębiorców.

Dla polskiego rynku sprawa jest o tyle ciekawa, że Huawei i ZTE w ciągu kilku lat wyrosły na czołowych dostawców telekomunikacyjnych nad Wisłą — Huawei dostarcza sprzęt sieciowy wszystkim operatorom komórkowym, a ZTE króluje na rynku modemów. Nałożenie na nie karnych ceł mogłoby sprawić, że byłyby mniej konkurencyjne dla polskich odbiorców.

— Huawei jest przekonane, że globalizacja rynku telekomunikacyjnego wymaga otwartego środowiska, w którym zwiększone inwestycje i inteligentne innowacje pobudzają wzrost gospodarczy z korzyścią dla konsumentów w Europie i na całym świecie — napisał w oświadczeniu Huawei w Polsce, który zaprzecza, jakoby postępowanie miałoby być wszczęte przeciwko niemu.

Co ciekawe, entuzjazmu do ewentualnego postępowania KE nie wykazali europejscy konkurenci chińskich gigantów, zapewne obawiający się chińskiej reakcji na potencjalne nałożenie ceł przez UE.

— Unia Europejska, biorąc na celownik firmy, naraża się na ryzyko kontrofensywy — mówi Ulf Pehrsson, szef działu relacji z rządem i rynkiem w szwedzkim Ericssonie. Eksperci uważają, że relacje z Chinami to sprawa i biznesowa, i polityczna, a z tym, że fala chińskich inwestycji powoli zalewa Europę, nie ma co walczyć.

— Chińscy dostawcy otrzymują subsydia od rządu w formie pośredniej, na przykład poprzez atrakcyjne warunki kredytowania przez państwowe banki. Choć można wykazać, że jest to pomoc publiczna, to wcale nie jest łatwo za to kogoś ukarać. Notabene nie tylko chiński rząd tak pomaga. Firmy chińskie w niektórych sektorach gospodarki mają tak silną pozycję globalnego dostawcy, że nikt im nie podskoczy. Mają ogromną przewagę, już nie tylko kosztów pracy, ale też nowoczesności produktu, błyskawicznej reakcji na oczekiwania rynku i ogromnej skali produkcji — mówi Unia Europejska, biorąc na celownik firmy, naraża się na ryzyko kontrofensywy.

Tomasz Kulisiewicz, analityk Audytela. Parlament Europejski przyjął tydzień temu rezolucję, w której wymienił obawy związane z wymianą handlową UE — Chiny zatytułowaną: „Handel bez Równowagi?”, w której wymienia bardzo długą listę zastrzeżeń do wzajemnych relacji handlowych.

Przypomina, że Chiny nie są w pełni gospodarką wolnorynkową, że tamtejsze firmy otrzymują pomoc rządową niezgodną z zasadami WTO, a system prawny i zasady certyfikacji produktów są nieprzewidywalne i że Chiny nie w pełni przestrzegają zasad ochrony własności intelektualnej.

— Nie jesteśmy dla Chin wielkim partnerem handlowym i inwestycyjnym, w przeciwieństwie do gospodarki niemieckiej, francuskiej, brytyjskiej czy włoskiej. To te państwa mogą być źródłem obaw wyrażanych przez Parlament Europejski.

Polska powinna raczej zabiegać o inwestycje firm chińskich — mówi Andrzej Kaczmarek, dyrektor i szef grupy China Practice w KPMG.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu