Nie tylko Doda i Radek. Szef Harleya Davidsona, wiceprezes Business Centre Club, pośladki Cher i hollywoodzkie gwiazdy także kochają tatuaże. Ponoć już po drugim wpada się w nałóg...
Napis "I love you Mariola" i wizerunek pani bujnej tu i ówdzie — tatuaż w takim stylu widział pewnie każdy. Choćby na wakacjach w Sopocie, w pociągu do Mławy lub na "Batorym" do Nowego Jorku. Oby nie na Rakowieckiej...
Dziś Mariola jest już passé. Tatuaż stał się sztuką — nie wszyscy ją aprobują, choć uwielbia wielu.
— Zdjęcia mojego tatuażu? Wolałbym nie, bo po co potem wysłuchiwać komentarze — zastrzega Krzysztof Matela, prezes bydgoskiego EGB Investments, prezes Polskiego Związku Windykacji, wiceprezes Business Centre Club.
Znaczy się, poważna persona. Kiedyś pokazał prawe ramię fotoreporterowi, zdjęcia do dziś da się znaleźć w sieci. Kilka lat temu wytatuował sobie pokaźną konstelację czaszek. Wygląda groźnie, zresztą o Mateli w branży mówi się czasem vel "pogromca długów". Szef EGB Investments nie wstydzi się "dziary", ale nią nie epatuje. Po prostu ma, a gdyby chciał, żeby wszyscy o tatuażu wiedzieli, zrobiłby go na czole.
— Jedną z moich pasji jest nurkowanie, stąd wiem, że połowa ludzi w biznesie ma tatuaże. Mnóstwo — ocenia Krzysztof Matela.
Córki Salety
Podobnie mówią właściciele studiów tatuaży: klientela? Od dresiarza po prezesa. To mit, że zaglądają tam wyłącznie metalowcy, nastolatki i mafiosi. U Mateli pierwszy był smok — ponad 20 lat temu. Rysunek, jak się okazało, raczej nieudany, dlatego zamiast niego pojawiły się czaszki. Wykonał je absolwent ASP, artysta z renomowanego warszawskiego studia. Widać, że szef EGB Investments nie zniechęcił się do ozdabiania ciała po pierwszej, nie najlepszej próbie. Przecież gdy krawiec uszyje zły garnitur, ma się dość nie garniturów, lecz partaczy.
— Najgorszy jest drugi tatuaż na ciele, potem już leci — to opinia Przemysława Salety, który kazał sobie namalować m.in. rozmaite esy-floresy (twierdzi, że to symbole szczęścia i niezniszczalności), tygrysie paszcze i… twarze swoich dwóch córek. Czy nie łatwiej nosić zdjęcia pociech w portfelu? Być może, jest jednak małe "ale". Kto jak kto, ale Saleta lubi pokazywać się z nagim torsem, nie tylko na ringu.
— Tatuaż potrafi wciągnąć jak narkotyk — przekonują ci, którzy zaznali podskórnych malunków.
Dlatego też, gdyby zacząć wymieniać wszystkie znane osobistości noszące tatuaże, byłoby tego przynajmniej parę setek. Badania Amerykańskiego Instytutu Dermatologii pokazują, że co czwarty Amerykanin w wieku 30-40 lat ma tatuaż. Wśród młodszych ten odsetek sięga nawet 40 proc. Większość przyznaje, że o ozdobieniu ciała myślała od dawna, ale samo tatuowanie było wydarzeniem spontanicznym.
Lipa dla paparazzich
Najlepszy impuls: miłość. Najlepsza ilustracja: Doda z Radosławem Majdanem. Najgorszy efekt: kpiny. Piosenkarka i piłkarz kazali sobie wytatuować na przedramionach imię współmałżonka po hebrajsku.
Piętro niżej gwiazdka zafundowała sobie inicjały RM, które widać często — zawsze, gdy Doda zapomni się przyzwoicie ubrać. Radka już jednak nie ma i tatuażu na ręku także nie… Doda przerobiła go. Na pocieszenie zostały jej skrzydła na łopatkach, a Radkowi — m.in. emblemat ukochanej Pogoni Szczecin na klacie. Gdy po takim "tattoo story" gruchnęła plotka, że Mandaryna wytatuuje sobie prądnicę (na tyłku, rzecz jasna), bo flirtuje ze spawaczem, nie dziwił się nikt.
— Tatuaże Victorii Beckham, Britney Spears czy Pameli Anderson to lipa dla paparazzich — zbuntował się niedawno Chris Martin, wokalista grupy Coldplay.
To właśnie rockmani jego pokroju w dużym stopniu przyczynili się do powrotu tatuażu, tego ambitniejszego, z charakterem. W cywilizowanych krajach przez kilkadziesiąt lat ubiegłego stulecia takie ozdabianie ciała przypisywano więźniom czy marynarzom. W lepszym wypadku — we Włoszech, Francji czy Japonii — malunek na ciele oznaczał członka mafii. Zresztą, japońscy jakuzaowie do dziś szczycą się misternymi obrazami na plecach i głowach, a europejską szkołę tatuażu traktują jako zabawę dla dużych dzieci. Wciąż przyozdabiają się w ten sposób pierwotne ludy Oceanii i Azji, gdzie odpowiedni tatuaż od wieków jest "paszportem" lub oznacznikiem rangi społecznej. Stamtąd kilka wieków temu ta sztuka przywędrowała do Europy. Po wynalezieniu elektrycznej maszynki do tatuażu w 1890 r., sprawy nabrały rozpędu. Tatuaż stał się modny.
— Coś mi się od życia należy, a poza tym firma zobowiązuje — odpowiada więc Jim Ziemer na pytanie, jak szef Harleya Davidsona mógł kazać sobie wydziergać okazały kolorowy obrazek na przedramieniu.
Konik Lindy
Krzysztof Matela ma prostszą odpowiedź: bo tak.
— Bo mi się podoba. Planuję tyranozaura na plecach. Mam już projekt — wygląda nieźle. Cierpienie? To integralna część tatuażu. Nie będę się przecież znieczulał. To byłoby pozbawione sensu — dodaje.
W końcu, to nie naklejanki z lizaków. Z podobnego założenia wychodzą zapewne sportowcy: David Beckham nosi astrologiczne znaki, anioła stróża oraz imiona najbliższych; jego kolega po fachu Kamil Kosowski ma imię swojego syna wytatuowane na plecach, a Mike Tyson — finezje na twarzy, które miały straszyć rywali i rzeczywiście wyglądają potwornie. Przy Tysonie blednie konik morski Bogusława Lindy!
Znane kobiety? Tatuażem ozdobiły swe ciała m.in. Agnieszka Chylińska (dziewięć sztuk, w tym data urodzenia na brzuchu), Edyta Bartosiewicz, Ilona Felicjańska czy Agnieszka Maciąg. Do tego: Angelina Jolie, Claudia Schiffer, Liz Taylor i, oczywiście, Madonna. Są jeszcze pośladki Cher, zapełnione tatuażami w jednej trzeciej. Męska część Hollywood w "dziarach" to choćby Robert de Niro, Johnny Depp i Brad Pitt.
Niektórzy twierdzą, że najlepsze tatuaże robią w Japonii, tyle że tam nie uznaje się maszynek elektrycznych. Dlatego boli i zabawa trwa długo. Z tego względu sławy — np. supermodelka Heidi Klum czy były tenisista John McEnroe — ciągną do nowojorskiego salonu Anila Gupty. Gość dzierga ślicznie i ślicznie sobie liczy: 400 dolarów za godzinę. Jest jedno ale: od kiedy "Batory" poszedł na żyletki, nie robi już blondynek z kotwicami...
