Wśród warunków wezwania, ogłoszonego przez Jana Kulczyka na akcje Ciechu, jest m.in. wymóg pozostawienia zysku Ciechu z 2013 r. w spółce. Chciał tego też zarząd chemicznej firmy.
Tymczasem Skarb, który ma 37,8 proc. akcji spółki, uzależniał decyzję o zysku od podwyższenia przez Kulczyka ceny w wezwaniu. Dlatego walne było dotychczas dwukrotnie przerywane. Kulczyk nie skorzystał najwyraźniej z propozycji i do dziś nie podwyższył ceny. Nadal oferuje 29,5 zł, a kurs giełdowy to powyżej 30 zł.
Dziś walne zgromadzenie zadecydowało w końcu o podziale zysku. Krakowskim targiem podzielono go niemal pół na pół. Ze 100,7 mln zł zysku netto 59,5 mln zł pójdzie na dywidendę (1,13 zł na akcję), a 41,1 mln zł zasili kapitał zapasowy.
Decyzja o wypłacie dywidendy oznacza, że formalnie Kulczyk może odstąpić od wezwania, choć nie musi.
Prezes Ciechu nie wyglądał na zadowolengo. Poprosił o przesunięcie daty wypłaty dywidendy z czerwca na 28 listopada.
- Sytuacja płynnościowa Ciechu jest ciężka, potrzebny jest czas, by ją odbudować - argumentował.
Walne zgodziło się na wypłatę 28 listopada.

- Decyzja o wypłacie dywidendy oznacza, że zwiększa się szansa, że Ciech zostanie sprzedany, ale niekoniecznie firmie Kulczyk Investments. Pojawiły się przecież ostatnio informacje, że kupcem mogłyby być i Azoty, choć nie można wykluczyć, że to tylko zagrywka negocjacyjna. W każdym razie Azoty byłoby hipotetycznie stać, by kupić Ciech za gotówkę. Co do chęci – Azoty chcą przecież kupić Organikę-Sarzynę, spółkę zależną Ciechu. Być może mogłyby też być skłonne do kupienia całego Ciechu - komentuje Dominik Niszcz, analityk Raiffeisena.