Cień nadziei dla Polimeksu

  • Emil Górecki
opublikowano: 21-09-2012, 00:00

Rozmowy ostatniej szansy mogą odblokować twarde stanowisko Luigiego Lovaglio i uratować budowlaną grupę.

Dziś kolejny i ostateczny termin podpisania umowy na budowę bloków energetycznych w elektrowni Kozienice. To ostatni dzień ważności oferty Hitachi i Polimeksu-Mostostalu. Na podpisy czekają szefowie zamawiającego — czyli Enei, lider konsorcjum — Hitachi, ale przede wszystkim akcjonariusze i wierzyciele Polimeksu. Kozienicki kontrakt to element misternej układanki, którego brak może kosztować spółkę życie.

Drzwi zamknięte

Jak pisaliśmy w środę, gwarancję dobrego wykonania o wartości ok. 250 mln zł zdecydował się wystawić bank PKO BP. Jej brak to jedyna przeszkoda przed podpisaniem kontraktu. Bank chce za to przedłużenia umowy standstill o kilka miesięcy, żeby mieć możliwość ustanowienia lepszych zabezpieczeń. Zgodę na to wyrazili wszyscy wierzyciele oprócz banku Pekao. To dla pozostałych wierzycieli i samej spółki wielkie zaskoczenie.

— Już w pierwotnej umowie standstill przewidziane było pierwszeństwo w zabezpieczeniach dla instytucji, które udzielą nowych gwarancji. Nie sądzę, aby zabezpieczenia dla banku udzielającego gwarancję były problemem — uważa Robert Bednarski, wiceprezes ds. finansowych Polimeksu-Mostostalu.

Według niego, punktem spornym może być wydłużenie umowy, która każe się wstrzymać wszystkim wierzycielom od egzekwowania swoich należności. Według naszych informacji, po rozmowach w nocy ze środy na czwartek PKO BP przesłało do Pekao trzy propozycje zmiany umowy standstill, które zwiększają jego własne ryzyko.

— Pekao propozycje odrzuciło. Oczekiwało wystawienia gwarancji niezgodnych z prawem bankowym — mówi osoba zbliżona do PKO BP. Wkrótce potem, nieoficjalnie, drogą mejlową Pekao dało sygnał, że porozumienia nie będzie i całkowicie zerwało kontakt. Jednak, według naszych informacji, wczoraj wieczorem rozmowy ostatniej szansy zostały wznowione. — Nie komentujemy sprawy Polimeksu — ucina Arkadiusz Mierzwa, rzecznik Pekao.

— Pozostaje jeszcze cień nadziei, że to gra na przetrzymanie PKO BP i w ostatniej chwili dojdzie do kompromisu, ale nie znam szczegółów rozmów i nie wiem, czy zostało jeszcze jakiejkolwiek pole do negocjacji — mówi anonimowo wierzycieli spółki.

Argumentacja Pekao przeciw dalszemu układowi w Polimeksie jest taka, że PwC jeszcze nie zakończyło audytu podpisanego w lipcu standstillu, bo zarząd nie dostarczył na czas wszystkich potrzebnych dokumentów. Robert Bednarski temu zaprzecza.

— Polimex dołożył wszelkiej staranności w związku z dostarczeniem wszystkich niezbędnych dokumentów. Opóźnienie w pracach audytora wynika przede wszystkim z dużej objętości dostarczonej dokumentacji oraz braku finalnego porozumienia pomiędzy audytorem a wierzycielami, na rzecz których wykonuje on przegląd — tłumaczy Robert Bednarski.

Bez przebaczenia

Audyt miałby dać bankowi pełen obraz sytuacji w Polimeksie. Tymczasem przedstawiciele zarówno Pekao, jak i PKO BP byli motorami porozumienia i uczestniczyli w jego tworzeniu.

— Wszystko wskazuje na to, że Pekao prowadzi negocjacje w złej wierze — mówi źródło zbliżone do negocjatorów. — Nie mamy pojęcia, dlaczego opór nastąpił akurat teraz, nie rozumiemy, co kieruje szefami Pekao. Przecież rozmawiamy z nimi codziennie, co tydzień dostają raporty, wiedzą, co się u nas dzieje — mówi inne źródło zbliżone do zarządu Polimeksu.

Katowice straciły cierpliwość

Katowicki ratusz wypowiedział wczoraj Polimeksowi wartą 252,7 mln zł brutto umowę na budowę Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Jako powód podał opóźnienie w pracach, którego nie da się nadgonić. Zamawiający zażądał od spółki także wypłaty kary umownej w wysokości 5 proc. wartości oferty. Polimex uważa, że odstąpienie od umowy jest nieuzasadnione i chce ugody.

— Wszyscy — kilkanaście banków i funduszy zaangażowanych w Polimex — są w szoku. Nikt nie rozumie, w co gra Luigi Lovaglio. Nawet jego najbliżsi współpracownicy z banku i Pioneera Pekao TFI — mówi jeden z obligatariuszy Polimeksu.

Pekao już dało się poznać, jako nerwowy gracz. To ten bank jako pierwszy wypowiedział kredyty upadłemu PBG. Podobny los spotkał Bomi. Według naszych informatorów, opór Pekao wynika z decyzji, które zapadły w Mediolanie, w centrali właściciela banku — Unicredit. Na zmiękczenie prezesa Luigi Lovaglio nie wpłynęły też naciski polityczne. Dlaczego? Jak uważa jeden z zarządzających funduszami, to kwestia ambicjonalna.

— Pekao sporo straciło na PBG i teraz nie w smak mu, by PKO BP wyszło z problemów bez szwanku. Na rynku cieszysz się dwa razy: jak tobie się uda lub gdy konkurent oberwie mocniej od ciebie — mówi zarządzający dużym funduszem inwestycyjnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy