Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać— zwłaszcza, kiedy pogarszają się nastroje pracowników i konsumentów, przedsiębiorców i spółek. Potwierdzają to dane statystyczne, chociażby saldo wpłat i wypłat do krajowych funduszy akcji.
Z reguły pieniądze płyną na parkiet wartkim strumieniem, kiedy giełdowa hossa pokonuje już półmetek. Kiedy robi się tanio, a na parkiecie leje się przysłowiowa krew, oszczędzający wycofują masowo środki z ryzykowniejszych funduszy. A szkoda. Dla niektórych, zwłaszcza starszych wiekiem oszczędzających, w kryzysowych czasach ważne jest bezpieczeństwo. I prawidłowo.
A więc ważne są lokaty bankowe i obligacje. Problem w tym, że o wysokich zyskach można zapomnieć. Lada moment wygasną ostatnie dobrze oprocentowane lokaty z dzienną kapitalizacją (można było na nich zarobić realnie nawet 8 proc. rocznie). Natomiast oprocentowanie obligacji skarbowych pozostawia wiele do życzenia (tu o hossie można już zapomnieć).
Są jeszcze zyskowniejsze papiery korporacyjne (np. na giełdowym rynku Catalyst), ale również bardziej ryzykowne — wobec kłopotów kolejnych emitentów z zapłatą odsetek mniej doświadczeni inwestorzy powinni uważać. Co z walutami? Tu chyba najtrudniej o prognozy. Powód? Kurs złotego zależy: raz — od sytuacji w naszej gospodarce, dwa — od zagranicznej i krzyżowej zależności głównych walut na świecie. Ale spróbujmy „pozgadywać”.
Prognozy
Krajowa gospodarka spowalnia. To powinno być lepiej widoczne w danych statystycznych za pierwsze miesiące roku. „Musi być gorzej, aby było lepiej” — głosi jednak znana maksyma. I rzeczywiście, jeśli sprawdzą się prognozy analityków, od III kwartału powinno być już coraz lepiej.
A jeśli tak, to przy założeniu, że giełda wyprzedza zmiany w gospodarce o około pół roku, na GPW można właśnie obserwować dołek trwającej od roku bessy. Trzeba tylko odwagi, aby kupić akcje bądź powierzyć oszczędności specjalistom z akcyjnych funduszy inwestycyjnych. Nie ma co ukrywać, niepewność jest duża i w przypadku niedającej się przewidzieć kolejnej odsłony kryzysu finansowego w strefie euro (np. kłopotów Włoch, Belgii czy Francji z obsługą długu) wszystkie prognozy staną się pobożnymi życzeniami.
A że jest tanio, widać gołym okiem. Wystarczy spojrzeć na podstawowe wskaźniki (cena/ zysk, cena wartość księgowa), które są znacznie niższe od historycznej średniej. Należy unikać producentów akcji, a najlepiej postawić na te, które skupują swoje papiery korzystając z okazji. Warto też zwrócić uwagę, że ceny akcji niektórych emitentów z udziałem skarbu państwa w akcjonariacie są znacznie niższe, niż w ofertach publicznych z ostatnich lat.
Co do branż — jeśli europejski kryzys rzeczywiście się skończy, sporo powinny dać zarobić banki odrabiające straty kursowe. Można zwiększyć bezpieczeństwo i postawić na również mocno przecenione dywidendowe spółki z udziałem skarbu państwa. Na pocieszenie — w tym roku w USA odbędą się wybory prezydenckie. Historycznie rzecz biorąc jest wysokie prawdopodobieństwo, że tamtejsza giełda będzie się wspinać. Kto wie, może ustanowi spektakularny rekord wszechczasów. W końcu nie brakuje wiele.
W trudnych czasach liczy się bezpieczeństwo. I to prawda. Problem w tym, że wyceny polskich obligacji skarbowych są już na wysokim poziomie (zyskowność jest niska). Potencjał na dalszy wzrost, podobnie jak i wycen jednostek uczestnictwa funduszy obligacji, jest niewielki. Mimo wszystko jeśli ktoś rzeczywiście myśli o obligacjach, warto zwiększyć bezpieczeństwo wybierając do portfela jak najkrótsze papiery, aby po ich wygaśnięciu móc kupić nowe, o warunkach odpowiadających wyższym, bieżącym realiom.
Drugim rozwiązaniem są papiery o zmiennym oprocentowaniu, których odsetki będą się zmieniać w zależności od stawek pożyczek na rynku międzybankowym (np. półrocznego WIBOR-u) czy inflacji. Na najbliższe miesiące analitycy spodziewają się obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Ale jeśli do nich dojdzie, mogą być jednorazowe i nie muszą się przełożyć na rynek obligacji. Półroczny WIBOR rośnie od 70000 półtorej roku, zwiększając zyski obligacji o zmiennym kuponie.
W przypadku funduszy inwestycyjnych bezpieczniej na jakiś czas zmienić portfel obligacji 40000 na pieniężny.
W przypadku walut chyba najtrudniej o prognozy. Najwięcej tu zmiennych — krajowych i zagranicznych. Ale złoty, jedna z najsłabszych walut rynków wschodzących w ubiegłym roku, ma potencjał, by urosnąć w siłę. Główny argument — realna, efektywna wartość złotego. Uwzględniając inflację, kurs złotego jest już mocno niedowartościowany. W ostatniej dekadzie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia tylko dwukrotnie: w I kwartale 2004 r. i w I kwartale 2009 r. Zaraz potem złoty zaczął rosnąć w siłę. Wydaje się, że nad Wisłą będą tańsze euro, które powinno odzyskać formę po rozwiązaniu kryzysu zadłużeniowego, i szwajcarski frank — Szwajcarski Bank Centralny stara się jak może, by go osłabić, a przynajmniej nie dopuścić do wzmocnienia. &
* prognoza powstała 9 stycznia 2012 r.
