Co zrobić z akcjami PZU po debiucie?

Adrian Boczkowski
21-04-2010, 13:17

Jaką strategię najlepiej przyjąć wobec akcji z największych prywatyzacji? Historia pokazuje, że w każdych warunkach rynkowych najlepiej jest sprzedać papiery od razu lub trzymać je przez długie lata.

Wariant pośredni można polecić jedynie tym wytrawnym graczom, którzy potrafią łapać górki i dołki, podejmując ryzyko wysokich strat w razie błędnego odczytania rynkowych ruchów. Notowania spółek z największych prywatyzacji w ostatnich latach bardzo mocno falowały. Słusznie ostrzegaliśmy przed tym przy okazji IPO PGE. Podczas debiutu można było zrealizować 13 proc. zysku. Obecnie notowania są około 5 proc. poniżej ceny emisyjnej, mimo wielu rekomendacji "kupuj". Takich przykładów jest więcej, a najbardziej wymowny jest Lotos. Akcje można było spieniężyć w 2007 r. po prawie 60 zł (dwa razy więcej niż cena emisyjna). Najmniej, 7 zł, płacono za akcje Lotosu w czasie bessy wywołanej kryzysem finansowym.

nonwrited articlenonwrited article

* stopa zwrotu drobnego inwestora, który kupił akcje w IPO i sprzedaż na zamknięciu pierwszej sesji, bez kosztów lewarowania i obsługi maklerskiej

** stopa zwrotu drobnego inwestora, który kupił akcje w IPO i trzymał do zamknięcia sesji z 16 kwietnia 2010, bez kosztów lewarowania i obsługi maklerskiej

W największych państwowych IPO na koniec debiutanckiej sesji można było liczyć na zysk od 4 do 28,5 proc. w stosunku do ceny sprzedaży akcji drobnym inwestorom. Wyjątkiem była Enea (-1 proc.), ale tu w wolnym obrocie znalazło się zaledwie 2 proc. akcji. Spółka nie zakwalifikowała się nawet do WIG. Pamiętajmy, że możliwy zysk kilkunastu procent podczas debiutu to imponujące kilka tysięcy procent w skali rocznej, biorąc pod uwagę zamrożenie gotówki jedynie na kilkanaście dni. Dlatego warto rozważyć sprzedaż walorów na otwarciu pierwszej sesji. Ten ruch zapewnił zysk nawet w przypadku papierów Enei. Dodatkowo, podczas debiutu Lotosu, PGNiG czy TP strategia natychmiastowej sprzedaży pozwoliła na zrealizowanie zysków o kilka punktów procentowych wyższych niż umożliwiał to kurs z zamknięcia pierwszej sesji.

Co z długim horyzontem inwestycji? Takie podejście również wydaje się racjonalne. Kupujemy bowiem akcje dużych spółek, o bardzo dobrej pozycji rynkowej, które mają duże rezerwy efektywności. Przyszłość przy dobrym zarządzaniu wygląda tu bardzo dobrze. Tak jest również w przypadku PZU, gdzie w planie jest bardzo głęboka i ambitna restrukturyzacja. Długoterminowe stopy zwrotu innych dużych debiutantów ze stajni MSP (oferta powyżej 1 mld zł i czas powyżej roku) potwierdzają tę tezę. Nominalne zyski od debiutu (2-13 lat) wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset procent, wliczając dywidendy (zobacz obok). Ciekawym przykładem jest w tym względzie z pewnością KGHM. Choć giełdowy kurs zbliżył się w zeszłym roku do ceny emisyjnej (19 zł) z 1997 r., to uczestnicy IPO trzymający jeszcze akcje powinni być zadowoleni. Oprócz skoku notowań do obecnych ponad 110 zł, zsumowane wypłacone dywidendy KGHM to dodatkowe 51 zł na akcję. Daje to łącznie 760 proc. zysku (ponad 18 proc. w skali roku).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Co zrobić z akcjami PZU po debiucie?